Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
piątek, 13 lutego 2026 13:25
Reklama KD Market

Napad na Brinka

17 stycznia 1950 roku zapisał się jako jeden z najbardziej pamiętnych – i kosztownych – dni w historii amerykańskiego przestępczego półświatka. To właśnie wtedy w Bostonie doszło do największego wówczas napadu rabunkowego w dziejach Stanów Zjednoczonych, który szybko ochrzczono mianem „napadu stulecia” oraz „zbrodni doskonałej”.
Napad na Brinka
Anthony „Fats” Pino

Autor: FBI

Tuż przed godziną 19.30 grupa uzbrojonych i zamaskowanych mężczyzn opuściła budynek przy 165 Prince Street w Bostonie, niosąc worki wypełnione pieniędzmi. Była to perfekcyjnie zorganizowana ekipa, która dokonała bezprecedensowego skoku na siedzibę The Brink’s Company – renomowanej firmy ochroniarskiej zajmującej się transportem i przechowywaniem gotówki.

 

Kosztowny rabunek

Niemal natychmiast po ucieczce rabusiów jeden z pracowników firmy zaalarmował policję, a ta z kolei powiadomiła FBI. Rozpoczęło się jedno z najtrudniejszych i najbardziej złożonych śledztw w historii amerykańskich organów ścigania. Sprawcy nie pozostawili po sobie praktycznie żadnych śladów, a zeznania świadków były skąpe i fragmentaryczne. Bezpośredni kontakt z napastnikami miało zaledwie pięciu pracowników firmy. Z ich relacji wynikało, że w napadzie uczestniczyło od pięciu do siedmiu mężczyzn. Wszyscy byli ubrani w czarne, długie kurtki, mieli na sobie rękawiczki, czapki i maski. Aby poruszać się bezszelestnie, jeden z bandytów założył specjalne pokrowce na buty, pozostali chodzili w gumowych obuwiach.

Rabusie niemal się ze sobą nie komunikowali. Po wnętrzach budynku poruszali się z niezwykłą precyzją i doskonałą znajomością otoczenia, co jasno wskazywało na długotrwałe planowanie i dopracowanie każdego szczegółu. W nieznany śledczym sposób otworzyli kilka par drzwi i przedostali się na drugie piętro, gdzie znajdowało się pomieszczenie, w którym pracownicy firmy sprawdzali i liczyli pieniądze zebrane tego dnia od klientów.

Pod groźbą broni wszyscy pracownicy zostali zmuszeni do położenia się twarzą do podłogi. Napastnicy skrępowali im ręce na plecach, zakleili usta taśmą, po czym sprawnie przystąpili do pakowania łupu do worków. W pewnym momencie wydarzyło się jednak coś nieoczekiwanego – w budynku rozległ się dźwięk dzwonka. Po zdjęciu taśmy z ust jednego z pracowników rabusie dowiedzieli się, że ktoś próbuje wejść do środka. Dwóch bandytów zeszło na dół, by go schwytać, lecz gdy zobaczyli, że intruz odchodzi – zupełnie nieświadomy trwającego wewnątrz napadu – zrezygnowali z pościgu i wrócili na piętro. Po krótkim czasie zakończyli pakowanie pieniędzy i rozpłynęli się w mroku, zabierając cały łup.

Według oficjalnych danych w ręce rabusiów trafiło 1.218.211,29 dolarów w gotówce oraz 1.557.183,83 dolarów w czekach, przekazach i papierach wartościowych. Była to w tamtych czasach suma wręcz niewyobrażalna. Przeciętny roczny dochód amerykańskiej rodziny wynosił wówczas około 3300 dolarów. Za zrabowane pieniądze można było kupić dziesiątki tysięcy samochodów, setki domów lub tysiące cystern benzyny. Nawet jedno ludzkie życie nie wystarczyłoby, by wszystko to wydać.

 

Krąg podejrzeń

Zaraz po napadzie ruszyło żmudne i zakrojone na szeroką skalę dochodzenie, w którym podejrzany był praktycznie cały bostoński półświatek. Śledczy dysponowali jedynie szczątkowymi rysopisami sprawców oraz kilkoma dowodami rzeczowymi: liną i taśmą klejącą, którymi skrępowano ochroniarzy, a także czapką należącą do jednego ze złodziei. FBI ustaliło również, że rabusie zabrali cztery rewolwery należące do ochroniarzy, a ich numery seryjne zostały dokładnie spisane.

Już w pierwszych godzinach po napadzie policja postawiła na nogi całą bostońską mafię. Znani gangsterzy byli masowo zatrzymywani i przesłuchiwani, a presja szybko rozlała się także na inne miasta. W kręgu podejrzeń znaleźli się praktycznie wszyscy notowani przestępcy. Siedziba firmy znajdowała się w dzielnicy mieszkalnej, dlatego wiele czasu poświęcono rozmowom z sąsiadami. Sprawdzono również obecnych i byłych pracowników Brinka oraz przesłuchano cały personel trzypiętrowego budynku.

Jednym z kluczowych elementów śledztwa było dokładne opisanie skradzionej gotówki. Starano się z największą możliwą precyzją odnotować znaki identyfikacyjne banknotów oraz ustalić, w jakich opakowaniach pieniądze były przechowywane przez klientów firmy.

Sprawa szybko stała się sensacją medialną i budziła ogromne zainteresowanie opinii publicznej. Do FBI zaczęły napływać setki wskazówek, donosów i teorii, często wysyłanych przez osoby liczące na nagrodę. Ich liczba jeszcze wzrosła, gdy firma Brink’s podniosła nagrodę do 100 tysięcy dolarów za informacje mogące doprowadzić do ujęcia sprawców. Zdecydowana większość tych sygnałów okazywała się jednak fałszywa. Pojawiały się doniesienia, że pieniądze zatopiono w Oceanie Atlantyckim u wybrzeży Bostonu, albo plotki o skromnym mężczyźnie z okolic miasta, który nagle zaczął wydawać fortunę w nocnych klubach.


Anonimowy telefon

Dwa lata po napadzie FBI otrzymało anonimowy telefon. Rozmówca twierdził, że wysłał list, w którym zidentyfikował sprawców. Informacja dotyczyła dziewięciu osób. Osiem z nich szybko wyeliminowano z kręgu podejrzeń, jednak dziewiąta od dawna znajdowała się na celowniku śledczych.

Pierwszy realny przełom nastąpił 5 lutego 1950 roku. W Somerville w stanie Massachusetts natrafiono na jeden ze skradzionych rewolwerów. Znalazła go – wraz z innym pistoletem – grupa chłopców bawiących się nad pobliską rzeką. Nie udało się jednak ustalić, kto i w jaki sposób broń tam porzucił.

Równolegle policja zintensyfikowała poszukiwania zielonej ciężarówki, widzianej w okolicach budynku w czasie napadu. Pojazd odnaleziono 4 marca na złomowisku pod Bostonem – pocięty na kawałki. Wcześniej ustalono, że 3 listopada 1949 roku dealer Forda w Bostonie zgłosił kradzież dokładnie takiej samej ciężarówki.

Ten trop okazał się kluczowy. Samochód ten widywano wcześniej w pobliżu domu znanego gangstera i złodzieja Josepha „Specs” O’Keefe’a. Na tej podstawie policja zaczęła łączyć kolejne fakty. Śledztwo wykazało, że organizatorem napadu był Anthony „Fats” Pino, a towarzyszyli mu: O’Keefe, Joseph „Big Joe” McGinnis oraz Stanley Gusciora. Już na długo przed skokiem O’Keefe i Gusciora dorobili zapasowe klucze do drzwi wejściowych Brinka. Pino zwerbował jeszcze siedmiu mężczyzn: Vincenta Costę, Michaela Vincenta „Vinnie” Geagana, Thomasa Richardsona, Adolpha „Jazz” Maffie’a, Henrego Bakera, Jamesa Faherty’ego oraz Josepha „Barney” Banfielda. Planowanie, próby, ustalanie drogi ucieczki, podział łupu i tworzenie alibi trwały niemal dwa lata.

 

Nieudana egzekucja 

Nawet najlepszy plan ma jednak swoje słabe punkty. Poza tropem ciężarówki pojawiły się kolejne błędy. W czerwcu 1950 roku O’Keefe i Gusciora zostali aresztowani w Pensylwanii za włamanie. Pierwszy otrzymał trzy lata więzienia, drugi karę od pięciu do dwudziestu lat. Policja ustaliła, że obaj domagali się od Pina pieniędzy na adwokatów, co pozwoliło śledczym na dalsze łączenie faktów.

Mężczyźni milczeli i nie przyznawali się do napadu. W kolejnych miesiącach zatrzymywano następnych członków grupy – wpadł m.in. Maffie, skazany na rok więzienia za uchylanie się od płacenia podatków. Po wyjściu na wolność O’Keefe wkrótce znów trafił za kratki za kolejne włamanie i złamanie warunków zwolnienia. Został jednak wypuszczony za kaucją w wysokości 17 tysięcy dolarów – sumę, która mogła pochodzić z napadu na Brinka.

Na późniejszym etapie O’Keefe twierdził, że nigdy nie otrzymał swojej części łupu, ponieważ pieniądze przechowywał Maffie, a wspólnicy mieli ich nie ruszać do czasu przedawnienia sprawy. O’Keefe nie zamierzał jednak czekać. Aby odzyskać swoją część, porwał Costę i zażądał od Pina okupu.

Pino zgodził się zapłacić, ale jednocześnie postanowił pozbyć się niewygodnego wspólnika. Wynajął płatnego mordercę Elmera „Triggera” Burke’a. Burke postrzelił O’Keefe’a, jednak go nie zabił. Ta nieudana egzekucja okazała się gwoździem do trumny całej grupy. Leżący w szpitalu O’Keefe 6 stycznia 1956 roku – niemal sześć lat po napadzie – zdecydował się wydać wszystkich uczestników skoku.

12 stycznia, zaledwie pięć dni przed terminem przedawnienia, FBI aresztowało Pina, McGinnisa, Maffiego, Bakera, Costę i Geagana. Richardson i Faherty wpadli 16 maja, a O’Keefe formalnie przyznał się do winy 18 stycznia. Gusciora zmarł z przyczyn naturalnych 9 lipca, a Banfield również nie żył już w momencie finału sprawy.

Proces rozpoczął się 6 sierpnia 1956 roku. Ośmiu sprawców skazano na maksymalną karę dożywotniego więzienia. O’Keefe otrzymał wyrok czterech lat i wyszedł na wolność w 1960 roku. Udało się odzyskać jedynie niewielką część pieniędzy – dokładnie 51 906 dolarów. Los reszty pozostaje nieznany do dziś. Jedna z teorii głosi, że łup ukryto w górach na północ od Grand Rapids w stanie Michigan.

Jacek Hilgier


Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama