Jak informuje dziennik, aktywiści kolportują 17-stronicowy projekt rozporządzenia wykonawczego, który wprowadziłby stan nadzwyczajny w związku z rzekomą ingerencją Chin w wybory w 2020 r. Na tej podstawie prezydent miałby samodzielnie wprowadzić pożądane przez niego zmiany w procesie wyborczym: ogólnokrajowego wymogu przedstawienia przez wyborców dowodu obywatelstwa USA (aktu urodzenia lub paszportu) przy rejestracji do wyborów, zakazu głosowania korespondencyjnego, czy zakazu stosowania maszyn do głosowania i liczenia głosów.
Jednym z głównych rzeczników projektu jest Peter Ticktin, prawnik z Florydy i dawny kolega Trumpa z nowojorskiej akademii wojskowej, który w 2022 r. był częścią zespołu prawnego prezydenta. Ticktin argumentuje, że zagraniczne próby ingerencji w proces wyborczy uzasadniają ogłoszenie stanu nadzwyczajnego, mimo że zgodnie z konstytucją to stanowe legislatury i Kongres kontrolują organizację wyborów. Aktywiści twierdzą, że są w kontakcie z Białym Domem w tej sprawie.
Tymczasem według telewizji MS NOW, Trump polecił prawnikom w Białym Domu przygotowanie podobnego dekretu, choć ostrzegają oni, że takie posunięcie prawdopodobnie natknie się na problemy.
Prezydent Trump od tygodni naciska na Republikanów, by uchwalili ustawę SAVE Act, wymagającą okazania dowodu obywatelstwa przy rejestracji wyborczej oraz dokumentu tożsamości ze zdjęciem przy głosowaniu. Ustawa przeszła przez Izbę Reprezentantów, ale napotyka opór w Senacie, gdzie republikańscy liderzy odrzucili apel prezydenta o zmianę regulaminu Senatu pozwalającą na likwidację obecnego progu 60 głosów, koniecznego do uchwalenia większości ustaw.
Trump już wcześniej zapowiedział, że jeśli ustawa nie zostanie przyjęta, podejmie jednostronne działania, by narzucić zmiany przed wyborami w listopadzie.
Krytycy proponowanych zmian twierdzą, że reformy utrudniłyby głosowanie milionom Amerykanów, którzy nie posiadają paszportów lub aktów urodzenia. Wielu nie posiada też prawa jazdy, głównego dokumentu używanego do potwierdzania tożsamości. W przeciwieństwie do większości państw europejskich, w USA nie ma ogólnokrajowych dowodów tożsamości.
Jak odnotowuje „Washington Post”, służby wywiadowcze oceniły, że Chiny rozważały ingerencję w proces wyborczy w USA, lecz ostatecznie tego nie zrobiły. Doniesienia dziennika stawiają jednak w nowym świetle działania śledcze podjęte przez prokuraturę pod kontrolą Trumpa dotyczące wyborów 2020 r. W styczniu FBI zarekwirowała tysiące kart i maszyn wyborczych w hrabstwie Fulton w Georgii, a na miejscu z niewyjaśnionych dotąd przyczyn obecna była dyrektorka Wywiadu Narodowego Tulsi Gabbard.
Z Waszyngtonu Oskar Górzyński (PAP)








