Chrysler Building to bez wątpienia jeden z najbardziej wyrazistych symboli Nowego Jorku i jeden z najbardziej rozpoznawalnych wieżowców na świecie. Ta ikona stylu art déco w swoim czasie była nie tylko najwyższym, ale także jednym z najnowocześniejszych drapaczy chmur, jakie kiedykolwiek powstały. Okazały gmach do dziś inspiruje architektów z całego świata, którzy podkreślają jego wyrafinowanie, harmonię proporcji i kunsztowne detale. Historia jego powstania okazała się równie fascynująca jak sama forma.
Linię nieba Manhattanu przecinają dziś dachy i iglice niezliczonych drapaczy chmur. Wiele z nich to współczesne konstrukcje, ale w panoramie centrum wyspy wciąż wyraźnie odznaczają się wspaniałe wieżowce wzniesione w minionym stuleciu. Wśród nich szczególne miejsce zajmuje ikoniczny Chrysler Building – majestatyczna wieża, która niemal sto lat po ukończeniu nadal robi równie silne wrażenie, co w dniu swojego trumfu.
Gorączkowy wyścig ku niebu
Okazały wieżowiec powstał z inicjatywy Waltera Chryslera. W latach dwudziestych XX wieku amerykański magnat motoryzacyjny zapragnął stać się właścicielem najwyższego budynku świata. Co ciekawe, imponujący drapacz chmur nie miał być nawet główną siedzibą jego korporacji. Dla Chryslera była to inwestycja, jednak przeważa opinia, że kierowała nim przede wszystkim ambicja podszyta próżnością, czyli mówiąc wprost – pycha.
Według krążącej wówczas anegdoty Walter Chrysler marzył o najwyżej położonym biurze i toalecie, by móc – jak to złośliwie ujął – „załatwiać swoje sprawy ponad głową Henry’ego Forda”. Trudno dziś jednoznacznie rozstrzygnąć, ile w tym było prawdy, a ile legendy. Niewątpliwe jest natomiast, że ogromną rolę odegrał tu klimat epoki – gorączkowy wyścig ku niebu, który ogarnął Nowy Jork już na początku XX wieku.
Dotyk chmur
Dążenie do przekraczania granic wysokości nie było niczym nowym. Od starożytnych piramid Egiptu po monumentalne konstrukcje w państwie Inków człowiek od zawsze próbował sięgać coraz wyżej. Jednak dopiero rozwój nowoczesnych technologii budowlanych sprawił, że marzenia o „dotykaniu chmur” zaczęły nabierać realnych kształtów – a prym wiodły w tym Stany Zjednoczone.
W 1909 roku przy nowojorskiej Madison Avenue wzniesiono Metropolitan Life Company Tower, 50-piętrowy gmach, który osiągnął wysokość 213 i stał się najwyższym budynkiem świata. Tytuł ten utrzymał do 1913 roku, kiedy to na Broadwayu pod numerem 233 ukończono Woolworth Building – mierzący 241 metrów, 57-piętrowy kolos.
Gmach należący do popularnej sieci handlowej Franka Woolwortha dzierżył palmę pierwszeństwa przez siedemnaście lat. Jednak już w latach dwudziestych było jasne, że jego dominacja dobiegła końca. Na horyzoncie pojawiły się bowiem projekty trzech gigantów, które miały na nowo zdefiniować wysokościowe ambicje Manhattanu: wieżowce przy 40 Wall Street, przedsięwzięcie Empire State Building oraz rosnący w cieniu konkurencji projekt Chryslera.
Zmiana planów
Co ciekawe, Walter Chrysler nie był pierwotnym pomysłodawcą wzniesienia wieżowca u zbiegu Lexington Avenue i 42. Ulicy. Inicjatywa należała do Williama H. Reynoldsa – magnata budowlanego, który jednak z nie do końca jasnych powodów nie zamierzał doprowadzić inwestycji do końca. Wtedy to Walter Chrysler odkupił projekt za dwa i pół miliona dolarów i nadał mu zupełnie nowy rozmach.
Za opracowanie koncepcji odpowiadał znany i ceniony architekt William van Allen. Początkowo miał zaprojektować stosunkowo skromny biurowiec, ale nowy inwestor całkowicie zmienił założenia. Van Allen otrzymał polecenie stworzenia najwyższego budynku świata – i to wykonanego z najlepszych dostępnych materiałów. Efektem była konstrukcja, która na trwałe wpisała się w kanon światowej architektury.
Prace przy 405 Lexington Avenue rozpoczęły się 19 września 1928 roku. Tempo budowy było imponujące – każdego tygodnia przybywało nawet cztery piętra. Na placu budowy pracowało równocześnie do trzech tysięcy robotników. Pierwotnie planowano, że wieżowiec osiągnie wysokość 246 metrów i będzie liczył 46 pięter. Jednak gdy inwestorzy odpowiedzialni za budowę 40 Wall Street ogłosili, że ich budynek urośnie do 256 metrów, plany Waltera Chryslera natychmiast uległy zmianie.
Sprytny fortel i wielkie otwarcie
Wyścig do miana najwyższego budynku świata przybrał niemal teatralny charakter. Jako pierwszy ukończono gmach 40 Wall Street, znany wówczas jako Bank of Manhattan Trust Building (dzisiejszy Trump Building). Otwarty 26 maja 1930 roku, osiągnął wysokość 283 metrów i przez chwilę wydawało się, że to właśnie on zdobędzie upragniony tytuł. Triumf ten trwał jednak zaledwie przez jeden dzień.
William van Alen przygotował bowiem spektakularny manewr, który przeszedł do historii architektury. W tajemnicy, wewnątrz konstrukcji Chrysler Building, montowano ogromną, 40-elementową iglicę ze stali nierdzewnej. Gdy konkurenci świętowali zwycięstwo, elementy iglicy zostały wciągnięte na szczyt przez szyb windy i złożone na miejscu. W jednej chwili wysokość budynku wzrosła do 318,9 metra.
Oficjalne otwarcie nastąpiło 27 maja 1930 roku – i właśnie wtedy Chrysler Building stał się najwyższym budynkiem świata.
Ale i ten triumf nie trwał długo. Już jedenaście miesięcy później palmę pierwszeństwa przejął Empire State Building, sięgający 443,2 metra. Od początku było jasne, że dominacja Chryslera będzie tylko chwilowa. Nie zmienia to jednak faktu, że jego dzieło przetrwało próbę czasu w sposób, którego nie da się zmierzyć samą wysokością.
Do dziś Chrysler Building pozostaje najwyższym na świecie budynkiem o konstrukcji ceglanej – i jednym z najdoskonalszych przykładów architektury art déco. Nie jest już rekordzistą, lecz czymś znacznie trwalszym: symbolem epoki, w której odwaga, ambicja i inżynieryjna wyobraźnia pozwoliły człowiekowi naprawdę sięgnąć chmur.
Jacek Hilgier








