Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
Reklama KD Market

Wszechstronny i genialny

Choć życie go nie rozpieszczało, osiągnął międzynarodowy sukces, stając się jednym z najbardziej rozpoznawalnych na świecie polskich artystów. Ma na koncie nagrody w Cannes, Wenecji i Berlinie, a jego ostatni film „IO” otrzymał nominację do Oscara. Jerzy Skolimowski: reżyser, aktor, scenarzysta, poeta i malarz – 5 maja tego roku skończy 88 lat.
Wszechstronny i genialny
Jerzy Skolimowski na 67. Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Wenecji (2010)

Autor: Wikipedia

Zapytany, kim się czuje, mówi: „Reżyserem. Aktorem jestem przez grzeczność wobec kolegów, którzy mnie zapraszają do swoich filmów. A jak proszą koledzy – Tim Burton, David Cronenberg, Volker Schlondorff, to można zagrać”. 

 

Wojenna trauma

Jest rodowitym Łodzianinem, jednak po wybuchu II wojny światowej jego rodzina przeniosła się do Warszawy. Kiedy był jeszcze niemowlęciem, został przysypany przez gruzy zbombardowanej kamienicy. Matka wyciągnęła go stamtąd, ale pozostała mu pamiątka: lekko zdeformowana twarz i problemy z mówieniem. „Stąd ten mój zgnieciony nos i moje zacinanie. (…) Przez wiele tygodni nie wydawałem z siebie żadnego dźwięku. A potem, kiedy zacząłem wreszcie mówić, okropnie się jąkałem” – wspominał reżyser w jednym z wywiadów. 

Ojca praktycznie nie pamięta. Stanisław Skolimowski został aresztowany przez gestapo i trafił najpierw na Pawiak a potem do obozu w Majdanku. Jego matka spędzała każdą wolną chwilę pod drutami, wspierając męża i przemycając dla niego jedzenie. Niestety, nie udało się jej go uratować. Stanisław wkrótce został przewieziony do obozu we Flossenburgu i tam, w 1943 roku, zginął w komorze gazowej.

Matka reżysera była odważną i silną kobietą. Kiedy w 1942 roku zamieszkali na Ogrodowej, tuż przy murze getta, wzięła do siebie Żydówkę z dwiema małymi córkami i schowała je w małej spiżarni przylegającej do kuchni, do której drzwi były zastawione dużym kredensem. Były tam w czasie paru najść gestapo. „Pamiętam walenie kolbami w drzwi, nagle, w środku nocy. Byłem wytresowany na takie słodkie dziecko, które ma skakać radośnie w łóżeczku z siateczką, na materacyku, pod którym była drukarka do robienia biuletynu konspiracyjnego. No to skakałem, a ci gestapowcy kiedyś dali mi nawet jakieś cukiereczki” – opowiadał Skolimowski.

 

Niczym sierota

Choć reżyser docenia postawę matki, przyznaje, że kiedy był dzieckiem, brakowało mu jej czułości. Dziennikarzowi „Gazety Wyborczej” opowiadał: „Matka była zapaloną społecznicą, która poświęcała całe życie, by uczyć innych, ale nie miała czasu dla mnie. W dzieciństwie wychowywała mnie ulica i oczywiście miało to wpływ na mój charakter i postępowanie”.

Po zakończeniu wojny Maria Skolimowska zajęła się organizowaniem polskiego szkolnictwa. W związku z tym dużo podróżowała. Kiedy Jerzy miał 11 lat, wyjechali do Czech. W Pradze chłopiec uczęszczał do gimnazjum razem z późniejszym reżyserem Milosem Formanem oraz późniejszym prezydentem Czech Vaclavem Havlem. „To była w ogóle jedyna tego typu szkoła w Europie Centralnej w stylu angielskich szkół – z internatem, dla samych chłopców (…). Uczono greki i łaciny, mieliśmy warsztaty introligatorskie, mechaniczne, dużo sportu. Kazano nam wstawać skoro świt, bez względu na pogodę i gimnastykować się na dziedzińcu szkoły” – wspominał po latach reżyser. 

 

Od poezji i boksu do filmu

Ponieważ miał słabe zdrowie i nieustannie się jąkał, był obiektem drwin ze strony rówieśników. Pisał też wiersze, co uważał za dość wstydliwe. Żeby to zrównoważyć, zapisał się na boks. Jego miłość do tego sportu zaowocowała potem etiudą filmową „Boks”, za którą otrzymał Grand Prix Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Budapeszcie. 

Zanim Skolimowski został reżyserem, napisał Andrzejowi Wajdzie scenariusz filmu „Niewinni czarodzieje” a rok później Romanowi Polańskiemu „Nóż w wodzie”. To Wajda dostrzegł w Jerzym talent i namówił do studiowania w łódzkiej Filmówce. Skolimowski dostał się tam z pierwszą lokatą, a jego opiekunem artystycznym został Andrzej Munk. 

W 1964 roku Skolimowski, na podstawie własnego scenariusza, nakręcił debiutancką fabułę „Rysopis”. To opowieść o losach Andrzeja Leszczyca, młodego, wrażliwego człowieka, zagubionego w beznadziejnej codzienności. Do bohatera tego – uważanego przez wielu krytyków za alter ego reżysera – wracał jeszcze trzykrotnie, w filmach: „Walkower”, „Bariera” i „Ręce do góry” (z muzyką Krzysztofa Komedy). Ten ostatni tytuł został zablokowany przez peerelowską cenzurę. Dlatego 1967 roku Skolimowski zdecydował się na emigrację. „To był bardzo mocny, polityczny, antystalinowski film, który niestety zupełnie przekręcił mi życie. (…) Właściwie wypchnięto mnie z kraju” – opowiadał po latach dziennikarzom. 

 

Poza Polską

Przez kolejne lata pracował głównie za granicą: w Belgii, Wielkiej Brytanii, Francji i USA. Wyjazd umożliwił mu realizację kilku ambitnych projektów, m.in. filmu „Deep End” (1970) czy „Moonlight” z Jeremym Ironsem (1982).  W 1991 roku artysta zekranizował „Ferdydurke” na podstawie prozy Witolda Gombrowicza. Było to karkołomne przedsięwzięcie, bo proza Gombrowicza jest nieprzekładalna na sztukę filmową, a w języku innym niż polski brzmi co najmniej kuriozalnie. Film okazał się wielką porażką i Skolimowskijako reżyser zamilkł na 17 lat. 

Zajął się wtedy malarstwem. Miał dom w Malibu z dużym ogrodem, basenem i kortem tenisowym. Była to przestrzeń, w której mógł tworzyć ogromne – zwłaszcza pod względem powierzchni – dzieła. Niektóre płótna miały format 3 x 5 metrów! Klientów nie brakowało. Jego dzieła kupowali m.in. Jack Nicholson i Dennis Hopper. 

Do reżyserii wrócił filmem „Cztery noce z Anną” z 2008 roku. Za ten tytuł dostał nagrodę specjalną w Gdyni, a także w Tokio. Dla Skolimowskiego, pasjonata kultury japońskiej, było to szczególne wyróżnienie. W późniejszym wywiadzie dla Polskiej Agencji Prasowej mówił: „Rynek japoński jest najlepszym na świecie rynkiem dla moich filmów. One trafiają w gust tamtejszej widowni”. W Japonii istnieją fankluby reżysera i stał się on nawet bohaterem jednego z tamtejszych komiksów. 

Dwa lata później reżyser zrealizował nagrodzony w Wenecji film „Essential Killing” o tajnych więzieniach CIA w Polsce. W 2016 powstało „11 minut”, a w 2022 nominowane do Oscara „IO” – dwudziesty i jak dotąd ostatni – film fabularny Skolimowskiego. W ostatnich latach wspierał projekty innych filmowców. Romanowi Polańskiemu napisał scenariusz „The Palace”, zagrał w polskim serialu „Porządny człowiek” i został producentem filmu Jana Komasy „Good Boy”. 

 

Prywatne straty

Choć zawodowo odnosił spektakularne sukcesy, w życiu prywatnym wiodło mu się różnie. Jego pierwsza żona Elżbieta Czyżewska była aktorką. Pobrali się 1959 roku i zamieszkali w niewielkiej kawalerce na warszawskiej Woli. Niestety Czyżewska, która już wtedy była w Polsce wielką gwiazdą, otwarcie flirtowała z innymi mężczyznami, a najbardziej z aktorem Andrzejem Łapickim. Po sześciu latach małżeństwo się rozpadło a Czyżewska wyemigrowała do Stanów Zjednoczonych ze swoją nową miłością – dziennikarzem Davidem Halberstamem. 

Potem reżyser ożenił się z kolejną aktorką, Joanną Szczerbic. Co ciekawe, wpadła mu ona w oko jeszcze w czasie studiów w Łodzi, ale wtedy dostał od niej kosza. Dopiero po odejściu Czyżewskiej zdecydowała się leczyć złamane serce Skolimowskiego. W tym samym roku, kiedy reżyser dostał rozwód z pierwszą żoną – Szczerbic poślubiła go, a kiedy Skolimowski postanowił wyemigrować – pojechała razem z nim. Początkowo myślała, że będzie grać w filmach męża, ale w 1968 urodził się ich pierwszy syn, Michał, a dwa lata później kolejny – Józef. Joanna zajęła się więc domem i dziećmi. 

Byli małżeństwem przez 25 lat, ale z czasem Szczerbic miała dość plotek o zdradach męża i poprosiła o rozwód. Wiele lat później razem opłakiwali śmierć syna Józefa, który zmarł na sepsę. 

W końcu Skolimowski znalazł szczęście u boku młodszej o 35 lat Ewy Piaskowskiej, producentki i scenarzystki. Oprócz wspólnego życia tworzą też niezwykły duet twórczy, którego owocem było głośne „IO”. Jak donoszą media para pracuje aktualnie nad filmem „Angel of Death” o tragicznych wydarzeniach obozu Auschwitz. Będzie to historia żydowskiego patologa, dr. Miklosa Nyiszli, oddelegowanego do pracy pod kierownictwem słynnego lekarza SS Josefa Mengele.  Scenariusz napisał amerykański gwiazdor Shia LeBeouf, który ma też wystąpić w głównej roli. Pozostaje czekać na kolejne dzieło naszego geniusza. 

Małgorzata Matuszewska


Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama