Przez lata fundamentem siły Trumpa było przekonanie jego bazy, że jest on jedynym politykiem zdolnym powstrzymać waszyngtoński „establishment wojenny”. Kiedy jednak w lutym 2026 roku USA rozpoczęły operacje militarne przeciwko Iranowi, w bliskiej koordynacji z Izraelem – narracja o izolacjonizmie legła w gruzach. Dla wielu wpływowych postaci prawicy nie była to tylko zmiana strategii, ale fundamentalna zdrada idei America First.
Główne postacie buntu to postacie, które przez lata budowały poparcie dla Trumpa, a dziś czują się osobiście odpowiedzialne za kierunek, w którym zmierza kraj.
Najmocniejszy cios zadał Tucker Carlson, który wielokrotnie bronił Trumpa przed impeachmentami i śledztwami. Ostatnio publicznie wyznał, że jest „udręczony” swoim wcześniejszym poparciem dla Trumpa. Carlson, dla którego sprzeciw wobec interwencjonizmu (zakorzeniony po wojnie w Iraku) jest osią światopoglądu, oskarżył Trumpa o uleganie obcym interesom. Na swoim kanale stwierdził nawet, że prezydent „nie podejmuje własnych decyzji” i jest otoczony przez ludzi realizujących doktrynę „Israel First” zamiast „America First”. Carlson posunął się nawet do tego, że nazwał groźby Trumpa wobec irańskiej infrastruktury cywilnej „zbrodnią wojenną” i „podłością na każdym poziomie”.
Megyn Kelly, była dziennikarka Fox News, obecnie prowadząca swój kanał na YouTube, która po latach chłodnych relacji z Trumpem stała się jedną z jego czołowych obrończyń w mediach alternatywnych, teraz nie kryje wściekłości. W programie otwarcie powiedziała, że ma już tego dosyć. Dziennikarka atakuje administrację za wmawianie Amerykanom, że kolejna wojna na Bliskim Wschodzie jest konieczna dla bezpieczeństwa USA. Jej głównym zarzutem jest to, że Trump stał się zakładnikiem radykalnych jastrzębi, których sam wcześniej krytykował.
Joe Rogan, jeden z najsłynniejszych podcasterów, dysponujący zasięgami większymi niż tradycyjne stacje telewizyjne, określił wojnę z Iranem jako „szaloną”. Rogan, który poparł Trumpa w 2024 roku, podkreśla, że miliony młodych mężczyzn, którzy na niego głosowali, zrobiły to właśnie dlatego, by uniknąć wysyłania na front. „Czujemy się zdradzeni” stwierdził Rogan, zauważając, że Trump stał się dokładnie tym, z czym obiecał walczyć: kolejnym prezydentem uwikłanym w niekończący się konflikt, którego celów nie potrafi jasno zdefiniować.
Na najbardziej skrajnym biegunie znajduje się Nick Fuentes i jego ruch izolacjonistyczny. Fuentes już wcześniej kwestionował lojalność Trumpa wobec białych nacjonalistów, ale wojna z Iranem stała się dla niego ostatecznym dowodem na to, że Trump „sprzedał się”. Dla tego odłamu Trump przestał być liderem narodowego odrodzenia, a stał się narzędziem w rękach syjonistów i kompleksu militarno-przemysłowego. Choć Fuentes jest postacią marginalną dla głównego nurtu MAGA, jego wpływ na najbardziej radykalną, cyfrową część bazy Trumpa jest realnym zagrożeniem dla spójności ruchu.
Choć wojna jest katalizatorem, rozczarowanie narastało od miesięcy. Influencerzy MAGA stawiają prezydentowi szereg innych, ciężkich zarzutów, jak chociażby zdrada izolacjonizmu: krytycy twierdzą, że Trump porzucił obietnicę „wycofania wojsk do domu”. Zamiast tego, w 2025 roku widzieliśmy próby zajęcia Grenlandii, operacje w Wenezueli, a teraz pełnoskalowy konflikt z Iranem.
Drugim zarzutem, który coraz częściej się pojawia jest uleganie lobbystom. Osoby takie jak Candace Owens sugerują, że administracja jest sterowana przez donatorów i obce rządy, co stoi w sprzeczności z hasłem „osuszania bagna”.
Wreszcie pojawia się brak realizacji priorytetów krajowych. Podczas gdy miliardy dolarów płyną na Bliski Wschód, inflacja i kryzys na granicy (mimo ostrych zapowiedzi) pozostają nierozwiązane. Na koniec przewija się zarzut dotyczący ataków na sojuszników. Trump, reagując w swoim stylu, zaczął publicznie obrażać Carlsona („osoba o niskim IQ”) i Kelly, co tylko pogłębiło przepaść między nim a niezależnymi mediami prawicowymi.
Sytuacja obecnie pokazuje, że termin America First przestał być ekskluzywnym dla Donalda Trumpa. Doszło do przejęcia tego szyldu przez intelektualną i medialną prawicę, która uważa, że prezydent stał się „zbyt establishmentowy”.
W kręgach tych coraz częściej słychać głosy o „straconej szansie”. Rozmowy Carlsona z jego bratem Buckleyem, w których przepraszają za „wprowadzenie ludzi w błąd”, są symbolem głębokiego moralnego i politycznego odwrotu. Wiele osób z tego skrzydła nie tylko dystansuje się od prezydenta, ale aktywnie szuka alternatywy, w osobach takich jak wiceprezydent J.D. Vance czy kongresmen Thomas Massie, którzy wciąż trzymają się twardej linii antywojennej.
Nie jest to już tylko spór o politykę, to walka o duszę ruchu. Dla części zwolenników Trump wciąż jest „mniejszym złem”, ale dla liderów opinii, takich jak Rogan czy Carlson, prezydent stał się częścią systemu, który obiecał zniszczyć.
Obecny rok może być czasem rozłamu w ruchu MAGA, zwłaszcza że Republikanie będą mieli ciężką batalię podczas tegorocznych wyborów połowy kadencji („midterms”). Donald Trump, niegdyś niekwestionowany lider amerykańskiej prawicy, musi teraz walczyć na dwóch frontach: z tradycyjną opozycją oraz z grupą jego – jeszcze niedawno – najzagorzalszych sojuszników, która uznała, że wojna z Iranem to cena, której nie są gotowi zapłacić. Jeśli ta tendencja się utrzyma, „America First” może wejść w erę posttrumpowską znacznie szybciej, niż ktokolwiek przewidywał, zostawiając prezydenta USA jako lidera bez jego najbardziej wpływowej armii – armii influencerów.
Daniel Bociąga








