Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama POLONEZ
czwartek, 18 czerwca 2026 17:49
Reklama KD Market

Nie wiem

Dwa proste i krótkie słowa, a na tyle ważne, że stały się tematem przemowy noblowskiej Wisławy Szymborskiej. W czasach, gdy wszyscy wszystko wiedzą i każdy może być ekspertem od dowolnego tematu, niewiedza nie jest popularna, a nawet za wstydliwe można uznać przyznanie się do własnej niewiedzy.
Nie wiem

Autor: Adobe Stock

Tymczasem te dwa krótkie słowa mają ogromną siłę i wartość, która otwiera nas na nowe, jeżeli tylko pozwolimy na to i zaakceptujemy fakt, że nie wszystko wiemy, nie w każdej dziedzinie musimy mieć coś do powiedzenia.

A jak to jest w przypadku rodziców, którzy z założenia „powinni” wiedzieć i wyjaśniać świat wraz z jego zawiłościami? Tutaj sprawa bywa jeszcze bardziej skomplikowana i trudna dla obu stron. Dziś Drogi Rodzicu chcę Cię zaprosić do przyjrzenia się niewiedzy rodzicielskiej, czy możemy ją zaakceptować?

Rodzic wszechwiedzący

„Mamo, dlaczego trawa jest zielona?”, „Tato, skąd się biorą dzieci?” – to pytania, które pojawiają się w niejednym domu, budząc często trwogę wśród rodziców. Zadające je dzieci nie mają najmniejszych wątpliwości, że będziemy w stanie udzielić na nie odpowiedzi. Nasze pociechy przechodzą okres w swoim rozwoju, kiedy rodzic postrzegany jest niemal jak guru. Nie ma takiej możliwości żebyśmy czegoś nie wiedzieli, żeby jakieś pytanie pozostało bez odpowiedzi. 

Dopiero wchodząc w okres dojrzewania, dzieci zaczynają patrzeć na nas nieco bardziej krytycznie, uświadamiają sobie, że nie jesteśmy nieomylni, a niekiedy dochodzą do wniosku, że wiemy znacznie mniej niż ich koledzy i koleżanki. Co ciekawe, rodzicom zdarza się nie zauważyć tej zmiany i pozostać w iluzji własnej wszechwiedzy. W ten sposób zaczyna budować się przepaść między nami i naszymi nastolatkami.

Tymczasem to właśnie przyznanie się do własnej niewiedzy, do bycia omylnym i niekiedy nawet przeproszenie za swój błąd jest tym zachowaniem, które nas uczłowiecza w oczach naszych pociech. Okazuje się, że wcale nie musimy być doskonali, idealni pod każdym względem, aby być docenianymi przez własne dzieci. Właśnie wtedy, kiedy mamy odwagę przyznać, że czegoś nie wiemy, otwierają się drzwi do porozumienia, do wspólnego poszukiwania rozwiązań i odpowiedzi, które będą bliższe obu stronom.

Rozwijająca niewiedza

Z jednej strony można pomyśleć, że niewiedza to prosta droga do zakończenia danego doświadczenia, zdarzenia, sytuacji. Nie wiem, więc nie jestem w stanie kontynuować swoich działań, które do tej pory nie przyniosły efektu i mam okazję do wycofania się z impasu. Nie wiem, co zrobić, nie wiem, jak się zachować, jaką decyzję podjąć, więc już nikt niczego ode mnie nie powinien oczekiwać, bo przecież nic z tego nie będzie. W praktyce jednak bardzo często jest dokładnie odwrotnie i niewiedza staje się motywacją do jeszcze intensywniejszych poszukiwań.

Jeżeli czegoś nie wiemy, bardzo często wystarczy dać sobie odrobinę czasu i nieco innej przestrzeni, aby głowa ochłonęła i zaczęła szukać całkiem nowych i często zupełnie nieoczywistych rozwiązań. To właśnie dlatego, wielu ludzi ma doświadczenia z najlepszymi pomysłami pojawiającymi się w toalecie, czy pod prysznicem.

Niekiedy idealnym sposobem jest drzemka lub też regularny sen, który pozwala na uporządkowanie doświadczeń zebranych w ciągu dnia i „połączenie kropek”, które we śnie lub kolejnego dnia zaczynają tworzyć rozwiązanie. 

Warto również wspomnieć o sytuacjach, kiedy zarówno sen, jak i zmiana otoczenia, obiektu skupienia, niewiele zmienia, a my wciąż czujemy się jak w potrzasku własnej niewiedzy. Być może właśnie przyszedł czas, aby poprosić kogoś o pomoc. Z jednej strony dostajemy możliwość realnego usłyszenia tego, z czym się mierzymy, bez nieustannego przetwarzania tego wyłącznie we własnej głowie. Z drugiej, dostajemy szansę odkrycia w sobie ogromnych pokładów odwagi, aby poprosić kogoś z zewnątrz o pomoc i przyznać się nie tylko przed sobą, ale też przed kimś, że czegoś nie wiemy.

Warto w tym wszystkim pamiętać, że powiedzenie sobie lub komuś:  „nie wiem” nie jest dowodem na naszą głupotę, brak inteligencji, czy też kompetencji. „Nie wiem” to uznanie, że w tej aktualnej chwili, nie mam wystarczających danych, aby rozwiązać jakiś problem, brakuje mi jakichś zasobów, aby poradzić sobie z trudną sytuacją. Jesteśmy istotami stadnymi i warto pamiętać o tym, że mierzenie się z wyzwaniami jest znacznie łatwiejsze z grupą wsparcia niż samodzielnie i takie podejście warto też pokazywać naszych dzieciom.

Powodzenia!

Iwona Kozłowska

jestem pedagogiem, mediatorem, a także Praktykiem i Masterem Emotion NLP. Od 2006r. pracuję z dziećmi, młodzieżą, a także ich rodzicami, nieustannie poszerzając swój warsztat pracy.
Po godzinach natomiast jestem całkiem zwyczajną mamą, której również zdarza się nadepnąć na rozrzucone klocki, czy też mierzyć się z wyzwaniami pod tytułem: „Nie chcę jeszcze iść się myć!”, lub „Jeszcze tylko 5 minut…”
Moją wielką pasją jest odkrywanie i wspieranie potencjału jaki drzemie w każdym dziecku i w każdym rodzicu. Głęboko wierzę, bo widzę to na swoim przykładzie, że nawet mając dzieci u boku, można realizować swoje marzenia i cele. Jednocześnie, takim podejściem można „zarażać” swoje dziecko, następnie je wspierać, a później wzajemnie się motywować i czerpać ze swoich doświadczeń.
Prowadząc MamoKompas pomagam mamom sprawić, aby ich podróż wychowawcza była przyjemna, ciekawa i wzbogacająca!

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama