Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama POLONEZ
czwartek, 18 czerwca 2026 18:45
Reklama KD Market

Emerytalna obietnica na kredyt

Emerytalna  obietnica na kredyt

Autor: Adobe Stock

W Ameryce są tematy, których politycy dotykają tak ostrożnie, jak przewodów wysokiego napięcia. Social Security należy do nich od dziesięcioleci. Można wygrać wybory, obiecując, że nie ruszy się emerytur. Można przegrać, gdy wyborcy uznają, że ktoś chce im zaglądać do portfela na starość. A najnowsze dane mówią jedno: system emerytalny zbliża się do momentu, w którym obietnice polityczne zderzą się z kasą. A raczej z jej brakiem.

Nie oznacza to, że Social Security „zbankrutuje” w potocznym sensie tego słowa. To ważne zastrzeżenie, bo w debacie publicznej łatwo pomylić katastrofę z kryzysem płynności. System nadal będzie pobierał składki z pensji pracujących Amerykanów i nadal będzie wypłacał świadczenia. Problem polega na tym, że fundusz emerytalny OASI, z którego finansowane są świadczenia dla emerytów i rodzin zmarłych pracowników, ma według najnowszych prognoz wyczerpać rezerwy już pod koniec 2032 roku. Wtedy bieżące wpływy wystarczą jedynie na około 78 procent zaplanowanych wypłat. Innymi słowy: bez decyzji Kongresu pojawi się groźba automatycznej obniżki świadczeń o około 22 procent.

Dla klasy politycznej to może być jedynie  „techniczna” korekta. Dla emeryta – niezapłacony rachunek za leki, czynsz, ubezpieczenie samochodu, ogrzewanie, jedzenie. Dla małżeństwa żyjącego głównie z państwowych czeków – różnica między skromną stabilizacją a panicznym cięciem wydatków. I właśnie dlatego Social Security nie jest zwykłą pozycją budżetową. To fundament amerykańskiej starości, szczególnie dla ludzi, którzy nie mają pokaźnych kont 401(k), emerytur zakładowych ani inwestycji na giełdzie.

Kryzys nie spadł z nieba. To efekt demografii, polityki i wieloletniego odkładania decyzji. Ameryka się starzeje. Rodzi się mniej dzieci, więc w przyszłości będzie mniej pracowników płacących składki. Rośnie liczba osób pobierających świadczenia. System pay-as-you-go, oparty na solidarności społecznej, czyli daninach obecnych pracowników finansujących obecnych emerytów, zaczyna tracić równowagę. Dawniej można było liczyć na korzystniejszą proporcję ludzi młodych do starszych. Dziś ten komfort znika.

Deadline dotyczący kryzysu płynności przyspieszył także z powodu zmienionych prognoz dotyczących wpływów ze składek imigrantów. To paradoks, o którym prawica mówi niechętnie, a lewica czasem mówi zbyt prosto. Imigranci nie są cudownym lekarstwem na wszystkie problemy budżetowe. Ale w systemie opartym na pracy i składkach młodsza, aktywna zawodowo populacja ma znaczenie. Każdy legalnie pracujący imigrant, który płaci podatki od wynagrodzenia, zasila fundusz Social Security. Również wielu nieudokumentowanych pracowników dokłada się do systemu przez potrącane składki, choć z reguły nie może później korzystać ze świadczeń, jeśli nie ureguluje statusu. Masowe deportacje i ograniczanie napływu pracowników mogą więc poprawiać samopoczucie zwolenników twardej polityki imigracyjnej, ale pogarszać matematykę funduszu.

Do tego dochodzi obecna polityka administracji. Biały Dom zapewnia, że seniorzy nie zapłacą wyższych podatków i nie dostaną niższych świadczeń. Brzmi dobrze, ale nie rozwiązuje problemu. Administracja stawia na wzrost gospodarczy, deregulację i wiarę, że lepsza koniunktura zwiększy wpływy ze składek. Tyle że raporty pokazują również drugą stronę medalu: ograniczenie opodatkowania części świadczeń Social Security zmniejszy dochody funduszu. Innymi słowy, ulga może jednocześnie pogarszać długoterminową kondycję programu, z którego ci sami seniorzy korzystają.

W Waszyngtonie pojawiają się więc stare pomysły w nowych opakowaniach: podniesienie limitu zarobków objętych składką, wyższy wiek emerytalny, ograniczanie świadczeń najzamożniejszym, zmiana formuły waloryzacji, większe opodatkowanie, prywatne konta inwestycyjne. Każde rozwiązanie ma swoją polityczną cenę. Podniesienie wieku emerytalnego uderza w ludzi pracujących fizycznie, którzy nie mogą jeszcze trochę posiedzieć przy komputerze. Cięcia świadczeń dotykają najbardziej tych, którzy nie mają alternatywy. Z kolei wyższe składki obciążają pracujących. Zniesienie lub podniesienie limitu składek dla najlepiej zarabiających narusza interesy grup wpływowych i dobrze reprezentowanych w Kongresie.

Szczególnie trudna jest sytuacja imigrantów i tych przedstawicieli Polonii, którzy mają krótszy staż pracy w USA. W teorii polsko-amerykańska umowa o zabezpieczeniu społecznym pomaga osobom, które dzieliły karierę między oba kraje: okresy pracy mogą być sumowane, aby spełnić warunki nabycia prawa do świadczenia. Ale to nie znaczy, że ktoś automatycznie otrzyma wysoką amerykańską emeryturę. Świadczenie zależy od zarobków i lat opłacania składek w USA. Kto przyjechał późno, pracował nieregularnie, prowadził mały biznes z niskim deklarowanym dochodem albo przez lata funkcjonował na marginesie formalnego rynku pracy, ten na starość często odkrywa brutalną prawdę: amerykański sen nie zawsze obejmuje bezpieczną emeryturę.

Polscy imigranci dobrze znają tę historię. Przez lata pracowali w budowlance, w opiece, przy sprzątaniu, w transporcie, czy gastronomii albo małych firmach rodzinnych. Często ciężko, często uczciwie, ale nie zawsze w sposób, który budował wysokie świadczenia. Wielu pomagało dzieciom, spłacało domy, wysyłało pieniądze do Polski, inwestowało w rodzinę zamiast w fundusze emerytalne. Gdy przychodzi starość, Social Security bywa nie dodatkiem, lecz osią budżetu domowego. Obniżka o jedną piątą nie byłaby dla nich statystyką. Byłaby rachunkiem niemożliwym do udźwignięcia.

Największym grzechem Waszyngtonu i to niezależnie od tego, kto aktualnie rządzi, nie jest to, że problem istnieje. W starzejących się społeczeństwach takie napięcia są nieuniknione. Grzechem jest udawanie, że można mieć wszystko naraz: obniżyć  podatki, zrezygnować z cięć czy nowych składek, zmniejszyć liczbę imigrantów i zachować pełne świadczenia dla wszystkich. To nie jest program reform. To prowadzenie kampanii reklamowej przeciwko… tabliczce mnożenia.

Social Security wymaga kompromisu, który będzie bolał. Ale im później zostanie zawarty, tym bardziej będzie niesprawiedliwy. Najbiedniejsi emeryci potrzebują ochrony. Ludzie blisko emerytury potrzebują czasu, aby dostosować plany do szykowanych zmian. Młodsi pracownicy zasługują na uczciwą informację, ile zapłacą i co otrzymają. A imigranci powinni przestać być traktowani wyłącznie jako problem, skoro są także częścią rynku pracy finansującego starość Ameryki.

Amerykańska polityka kocha wielkie słowa: wolność, odpowiedzialność, godność pracy. Social Security jest testem, czy te słowa znaczą coś również wtedy, gdy człowiek przestaje pracować. Oby w końcu zwyciężyło to, co stoi u źródeł wielkości Ameryki – polityczny pragmatyzm i zdolność do zawierania kompromisów ponad podziałami. Bo państwo można oceniać nie tylko po tym, jak nagradza sukces, ale także po tym, czy nie zostawia najsłabszych z kalkulatorem w ręku i pustką w portfelu.

Tomasz Deptuła

Dziennikarz, publicysta, ekspert ds. komunikacji społecznej. Przez ponad 25 lat korespondent polskich mediów w Nowym Jorku i redaktor “Nowego Dziennika”.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama