Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama POLONEZ
Reklama KD Market

Podwodny labirynt śmierci

14 maja 2026 roku, atol Vaavu na Malediwach. Na luksusowym jachcie „Duke of York” grupa pięciu nurków przygotowuje się do zejścia pod wodę. Bez stresu i oznak niepokoju. Robili to przecież wielokrotnie. Profesor Monica Montefalcone jest tu największym autorytetem – ma za sobą około pięciu tysięcy nurkowań. Jej córka Giorgia uczyła się tej sztuki od dziecka. W grupie są także biolog morski Federico Gualtieri, badaczka Muriel Oddenino oraz instruktor nurkowania Gianluca Benedetti. Wszyscy mają ze sobą kamery GoPro. Wkrótce właśnie one staną się jednym z kluczy do rozwiązania zagadki śmierci całej piątki.
Podwodny labirynt śmierci
Monica Montefalcone (z lewej), Giorgia Sommacal

Autor: Giorgia Sommacal/Instagram/University of Genoa/ Adobe Stock

Żadne z nich nie wynurzy się już na powierzchnię. Zginą w mrocznym labiryncie jaskini Thinwana Kandu – w najtragiczniejszym wypadku nurkowym w historii Malediwów.

 

Eksperci

Monica Montefalcone nie była turystką szukającą adrenaliny. Pięćdziesięciopięcioletnia profesorka ekologii na Uniwersytecie w Genui od lat badała morskie ekosystemy, publikowała artykuły naukowe i prowadziła zajęcia ze studentami. Nurkowanie było jej pasją i częścią zawodowego życia. W 2004 roku przeżyła nawet tsunami – schroniła się przed żywiołem pod wodą.

Jej 28-letnia córka Giorgia Sommacal niemal całe życie spędziła w środowisku nurków. Obserwowała wyprawy matki, poznawała zasady bezpieczeństwa i zdobywała doświadczenie w głębinach. Federico Gualtieri, biolog morski, od lat badał podwodny świat w różnych zakątkach globu. Muriel Oddenino również posiadała naukowe wykształcenie i bogate doświadczenie nurkowe. Gianluca Benedetti był natomiast instruktorem, który przez większość dorosłego życia uczył innych, jak bezpiecznie schodzić pod wodę i wracać na powierzchnię.

Nie byli to nowicjusze ani uczestnicy wakacyjnej atrakcji. To byli ludzie doskonale znający ryzyko związane z nurkowaniem. Po tragedii Carlo Sommacal, mąż Moniki i ojciec Giorgii, powiedział mediom: „Monica była ostrożna, zdyscyplinowana. Nigdy nie naraziłaby siebie ani naszej córki na niepotrzebne ryzyko”. Wspominał również, że często powtarzała: „Ja mogę to zrobić, ale ty nie możesz”. Znała swoje możliwości. Problem w tym, że granice Thinwana Kandu pozostawały tajemnicą.

 

W ciemności

Z powierzchni Thinwana Kandu wygląda niepozornie – jak ciemne otwory w rafie koralowej. Jednak na głębokości ponad pięćdziesięciu metrów jaskinia odsłania swoje prawdziwe oblicze. To skomplikowany labirynt wąskich tuneli, komór i nieznanych przejść, do których nigdy nie dociera światło słoneczne. Miejsce niezwykle niebezpieczne, ale jednocześnie fascynujące dla miłośników podwodnej eksploracji.

Tego dnia grupa wypłynęła na atol Vaavu. Nie wiadomo, czy wejście do jaskini było wcześniej zaplanowane, czy też decyzja zapadła spontanicznie. Według właściciela jednostki łódź posiadała zezwolenie na nurkowania jedynie do głębokości trzydziestu metrów. Mimo to – i prawdopodobnie bez wiedzy załogi – nurkowie zeszli znacznie głębiej. Dotarli do wejścia Thinwana Kandu i wpłynęli do systemu podwodnych tuneli znajdujących się ponad pięćdziesiąt metrów pod powierzchnią oceanu.

Dlaczego podjęli tak ryzykowną decyzję i co wydarzyło się później, pozostaje zagadką. Nie wiadomo, kto pierwszy wpłynął do jaskini ani w którym momencie sytuacja wymknęła się spod kontroli. Pewne jest jedynie to, że żadne z nich nie wróciło już na powierzchnię.

Gdy grupa nie wynurzyła się o ustalonej porze, rozpoczęto akcję poszukiwawczą. Jako pierwsze odnaleziono ciało Gianluki Benedettiego. Instruktor znajdował się niedaleko wejścia do jaskini, na głębokości około 58 metrów. Podczas akcji zginął również doświadczony malediwski nurek ratunkowy Ahmed Nizam, który utknął w niebezpiecznym systemie jaskiniowym. Stał się szóstą ofiarą tragedii.

Do dalszych poszukiwań sprowadzono wyspecjalizowanych nurków jaskiniowych z Finlandii. To oni odnaleźli pozostałą czwórkę. Monica Montefalcone, Giorgia Sommacal, Federico Gualtieri i Muriel Oddenino spoczywali razem w trzeciej komorze systemu. Głęboko w miejscu, do którego nie dociera światło.

Ratownicy wydobyli także ich sprzęt, komputery nurkowe i kamery GoPro. Właśnie te urządzenia mogą zawierać odpowiedź na pytanie, co wydarzyło się w ostatnich minutach życia nurków. Do dziś jednak nagrania nie zostały upublicznione, a pełne wyniki badań nie są znane.

 

Piaskowa ściana

Po tragedii wszczęto dwa niezależne śledztwa. Włoska prokuratura bada sprawę pod kątem nieumyślnego spowodowania śmierci, natomiast władze Malediwów sprawdzają, czy podczas organizacji wyprawy przestrzegano wszystkich procedur bezpieczeństwa. Szczególne znaczenie mają dane zapisane w komputerach nurkowych oraz materiał z kamer GoPro, które mogą pozwolić odtworzyć przebieg tragicznego zanurzenia.

Eksperci rozważają kilka możliwych scenariuszy. Najczęściej wskazywaną przyczyną jest dezorientacja wewnątrz jaskini. Ratownicy zwracają uwagę, że cztery osoby odnaleziono w ślepym tunelu. W takich warunkach nawet doświadczeni nurkowie mogą stracić orientację. Wystarczy wzbić osad z dna lub zahaczyć o skałę, by widoczność spadła niemal do zera.

Pojawiła się również teoria tak zwanej „piaskowej ściany”. Według fińskich nurków wewnątrz jaskini znajdowała się piaszczysta łacha, która mogła sprawiać wrażenie naturalnej bariery. Podczas wpływania do kolejnej komory nie stanowiła przeszkody, jednak w drodze powrotnej mogła skutecznie zasłonić właściwy korytarz prowadzący do wyjścia. Nurkowie mogli więc nieświadomie skierować się do ślepego tunelu.

Inna hipoteza dotyczy używanej mieszanki oddechowej. Jeśli korzystali z nitroxu, zejście na głębokość przekraczającą pięćdziesiąt metrów mogło okazać się niebezpieczne. Toksyczność tlenu bywa przyczyną dezorientacji, utraty kontroli nad sytuacją, a nawet utraty przytomności.

Rozważany jest także tak zwany efekt Venturiego. Zgodnie z tą teorią silne prądy wodne występujące w wąskich przejściach mogły utrudnić nurkom powrót i wciągnąć ich głębiej w system tuneli.

Wielu specjalistów uważa jednak, że najbardziej prawdopodobny jest splot kilku czynników. Dezorientacja, stres, szybko kurczący się zapas gazu oddechowego, wpływ dużej głębokości oraz narastająca panika mogły stworzyć sytuację, z której nie było już wyjścia. Na razie żadna z teorii nie została jednak oficjalnie potwierdzona. Odpowiedź na pytanie, co naprawdę wydarzyło się w ciemnościach Thinwana Kandu, wciąż pozostaje ukryta w głębinach.

Joanna Tomaszewska


Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama