Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama POLONEZ
Reklama KD Market

Robotaksówką w mur

Jeszcze niedawno samochody prowadzące się niemal samodzielnie wydawały się zapowiedzią przyszłości wolnej od błędów popełnianych przez ludzi. Producenci przekonują, że zaawansowane systemy wspomagania kierowcy i autonomicznej jazdy mają uczynić drogi bezpieczniejszymi, ograniczyć liczbę wypadków i zmniejszyć rolę ludzkiego czynnika. Ostatnie wydarzenia w różnych częściach Stanów Zjednoczonych pokazują jednak, że technologia wciąż nie radzi sobie z każdą sytuacją. Dwa zdarzenia z udziałem samochodów marki Tesla oraz seria problemów dotykających autonomiczne taksówki Waymo ponownie wywołały debatę o granicach zaufania do sztucznej inteligencji za kierownicą.
Robotaksówką w mur

Autor: logoboom - stock.adobe.com

W dwóch oddzielnych zdarzeniach z udziałem samochodów elektrycznych marki Tesla doszło do dramatycznych sytuacji. W Teksasie zginęła kobieta znajdująca się wewnątrz domu, w który z dużą prędkością uderzył pojazd. Z kolei w Connecticut kierowca został uratowany po tym, jak jego samochód wjechał do miejskiego basenu.

 

Tragiczne skutki

Zdarzenie w Katy w Teksasie zostało zarejestrowane przez kamerę zamontowaną przy drzwiach wejściowych budynku. Według służb 76-letnia Martha Avila Mantilla przebywała w pokoju frontowym domu, gdy Tesla Model 3 niespodziewanie zjechała z drogi i uderzyła w budynek.

Jak poinformowało biuro szeryfa, kierowca – 44-letni Michael Butler – powiedział śledczym, że w chwili wypadku aktywny był „system automatycznego wspomagania”. W oficjalnym komunikacie stwierdzono, że Butler „nie utrzymał się na pasie ruchu, zjechał z drogi i uderzył w budynek mieszkalny”. Poszkodowaną kobietę przetransportowano do szpitala, gdzie stwierdzono jej zgon. Władze podkreśliły jednocześnie, że kierowca nie wykazywał oznak nietrzeźwości i współpracował ze śledczymi.

Do drugiego incydentu doszło w New Canaan w stanie Connecticut. Tam bohaterem dnia okazał się 18-letni Mike D’Urso, który uratował życie kierowcy Tesli. Mężczyzna podczas próby „automatycznego” parkowania przebił się przez drzewa i ogrodzenie, po czym wjechał samochodem do miejskiego basenu.

D’Urso powiedział stacji WABC, że wraz z innymi osobami wyciągnął kierowcę przez okno pasażera, gdy pojazd stopniowo zanurzał się w wodzie. Basen nie był jeszcze tego dnia otwarty dla użytkowników. Rzecznik wydziału parków i rekreacji w New Canaan przekazał, że kierowca prawdopodobnie próbował zaparkować pojazd, lecz zamiast tego przejechał przez teren rekreacyjny i wpadł do wody. 


Problemy Tesli

Nie są to pierwsze przypadki, które wzbudziły pytania dotyczące skuteczności systemów wspomagania kierowcy stosowanych przez Teslę. Już w 2023 roku firma należąca do Elona Muska przeprowadziła akcję serwisową obejmującą ponad dwa miliony pojazdów. Jej celem było „wprowadzenie dodatkowych mechanizmów kontroli i ostrzegania” w systemach automatycznej jazdy. Dochodzenie przeprowadzone przez amerykańską agencję bezpieczeństwa ruchu drogowego NHTSA wykazało bowiem, że istniejące oprogramowanie nie zapewniało wystarczającej kontroli nad tym, czy kierowcy pozostają skoncentrowani podczas korzystania z tych funkcji.

Samochody Tesla wyposażone są w dwa rodzaje zautomatyzowanych systemów wspomagania kierowcy. Pierwszy to Autopilot, który dostosowuje prędkość pojazdu do ruchu drogowego i pomaga utrzymać się na wyznaczonym pasie. Drugi to funkcja Full Self-Driving. Firma podkreśla jednak, że żaden z tych systemów nie czyni samochodu w pełni autonomicznym. Kierowca musi przez cały czas obserwować drogę i zachowywać koncentrację.

Mimo tych ostrzeżeń z różnych części kraju regularnie napływają doniesienia o sytuacjach, w których użytkownicy zdają się nadmiernie ufać możliwościom pojazdu lub system nie zachowuje się zgodnie z oczekiwaniami. W maju tego roku kierowca korzystający z funkcji „Wade Mode” w modelu Tesla Cybertruck wjechał do jeziora w miejscowości Grapevine w Teksasie. Konieczna była akcja ratunkowa.

 

Kłopoty Waymo

Podobne problemy dotyczą również autonomicznych taksówek Waymo, które nie mają ludzkich kierowców i są już powszechnie wykorzystywane w takich metropoliach jak San Francisco. Firma uchodzi za jednego z liderów branży autonomicznego transportu, jednak również ona musi mierzyć się z ograniczeniami swojej technologii.

Waymo zmaga się z kolejnymi aktualizacjami i wycofaniami oprogramowania związanymi z trudnymi warunkami drogowymi oraz robotami budowlanymi. Choć autonomiczne pojazdy coraz lepiej radzą sobie w standardowym ruchu miejskim, ostatnie miesiące ujawniły poważne problemy związane z tak zwanymi sytuacjami granicznymi.

W maju i czerwcu br. firma została zmuszona do przeprowadzenia dwóch dużych, dobrowolnych akcji serwisowych obejmujących niemal całą flotę liczącą blisko 4 tysiące pojazdów. Pierwsza dotyczyła błędu, przez który autonomiczne taksówki miały problemy z prawidłową oceną sytuacji podczas intensywnych opadów deszczu. Jeden z pojazdów wjechał na zalany, nieprzejezdny pas drogi szybkiego ruchu. W rezultacie Waymo ograniczyło operacje podczas burz i zaktualizowało oprogramowanie w ponad 3700 samochodach.

Zaledwie miesiąc później wykryto kolejną wadę systemu ADS. Odnotowano co najmniej trzynaście przypadków w Phoenix i San Francisco, w których robotaksówki wjechały z pełną prędkością na zamknięte z powodu robót drogowych odcinki autostrad. Oprogramowanie nie potrafiło prawidłowo zinterpretować tymczasowego oznakowania oraz zmienionego przebiegu pasów ruchu.

Przedstawiciele Waymo podkreślają, że ich pojazdy przejechały już setki milionów mil, a wskaźnik wypadków powodujących obrażenia jest wielokrotnie niższy niż w przypadku tradycyjnych kierowców. Każdego tygodnia realizowanych jest ponad pół miliona kursów.

Krytycy technologii autonomicznej zwracają jednak uwagę, że w niebezpiecznym momencie pasażer jest całkowicie zdany na decyzję algorytmu. Gdy system zawodzi w nietypowych warunkach, konsekwencje mogą być szczególnie poważne. Dodatkowo operacje wspierane są przez zdalnych operatorów, przy czym średnio jeden pracownik nadzoruje około czterdziestu pojazdów.

Ostatnie incydenty skłoniły Waymo do ograniczenia działalności na drogach szybkiego ruchu na rzecz lepiej zmapowanych arterii miejskich. Mimo to firma nie rezygnuje ze swoich globalnych ambicji. Jeszcze tej jesieni planowany jest debiut usługi w Londynie, który ma stać się punktem wyjścia do szerszej ekspansji na rynki europejskie i azjatyckie.

Kluczowym wyzwaniem zarówno dla Waymo, jak i Tesli pozostaje udowodnienie, że autonomiczne systemy potrafią reagować na chaos panujący na drogach równie elastycznie, szybko i trafnie jak człowiek. To właśnie od odpowiedzi na to pytanie będzie zależało, czy przyszłość transportu rzeczywiście należeć będzie do samochodów kierowanych przez sztuczną inteligencję.

Andrzej Malak


Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama