Projektanci, inżynierowie, a nawet zwykli obywatele musieli tworzyć rzeczy trwałe, funkcjonalne i genialne w swojej prostocie. Dziś, w dobie przesytu i wszechobecnego konsumpcjonizmu, wiele z tych „kryzysowych” pomysłów przeżywa swój renesans. Co ciekawe, niektóre z nich przetrwały próbę czasu tak gładko, że młodsze pokolenia nawet nie podejrzewają ich komunistycznego rodowodu.
Oto kilka genialnych rozwiązań z czasów PRL, które z powodzeniem funkcjonują we współczesnej Polsce i nie tylko.
Syfon i saturator, czyli dzisiejszy SodaStream
W czasach PRL-u widok ulicznego saturatora stanowił element letniego krajobrazu. Przypomnijmy – to był wózek na kółkach, z którego pan lub pani w białym fartuchu serwował „gruźliczankę”, czyli wodę gazowaną z sokiem lub bez, pijaną z tych samych, opłukiwanych pobieżnie szklanek. W domach z kolei królowały szklane syfony, do których dokupywało się naboje z dwutlenkiem węgla.
Dziś, gdy staramy się ograniczać plastikowe butelki, urządzenia do domowego gazowania wody przeżywają prawdziwy boom. Marki takie jak SodaStream czy Philips to nic innego jak nowoczesne, designerskie wersje dawnego syfonu na naboje. Idea pozostała dokładnie taka sama: zrobić bąbelki w kranówce, nie wychodząc z domu.
Kultowe meblościanki
Zaprojektowana przez Bogusława i Czesławę Kowalskich w 1961 roku „meblościanka Kowalskich” miała uratować ciasne mieszkania w blokach z wielkiej płyty. Jeden mebel łączył w sobie szafę, regał na książki, biurko, a czasem nawet chowane łóżko. Przez lata meblościanka była symbolem złego gustu i zagracania przestrzeni.
Dziś przeprosiliśmy się z tym konceptem. Nowoczesne systemy modułowe z IKEA czy luksusowe zabudowy salonów wykonywane przez stolarzy pod wymiar to bezpośredni spadkobiercy myśli państwa Kowalskich. Zmieniły się materiały i fronty, ale idea maksymalnego wykorzystania każdego centymetra kwadratowego ściany przetrwała.
Rodzinne ogrody działkowe
W czasach niedoborów żywności pracownicze ogrody działkowe były dla rodzin z miast polisą ubezpieczeniową. To tam uprawiano rzodkiewkę, marchew, ziemniaki i truskawki, które potem trafiały do słoików na zimę. Działka była też jedyną dostępną formą „wczasów” dla tych, którzy nie dostali skierowania do zakładowego ośrodka wypoczynkowego.
Dziś ogrody działkowe przeżywają oblężenie, a ceny prawa do dzierżawy kawałka ziemi w dużych miastach sięgają astronomicznych kwot. Zmieniła się jednak funkcja: zamiast uprawy ziemniaków, współcześni trzydziestolatkowie szukają tam ucieczki od korporacyjnego przebodźcowania, sadzą zioła, stawiają modne grille i urządzają strefy relaksu w duchu slow life.
Książka kucharska „Kuchnia polska” PWE
W niemal każdym polskim domu na półce stoi (lub stała) gruba, potężna księga z przepisami wydana po raz pierwszy przez Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne w latach 50. To tam pokolenia Polek i Polaków uczyły się, jak zrobić idealne ciasto na pierogi, jak upiec biszkopt, który nie opada, i jak prawidłowo kisić ogórki.
Dlaczego ta książka wciąż działa? Ponieważ została napisana w czasach, gdy jedzenie szanowano, a przepisy opierano na solidnej chemii i fizyce kuchennej, a nie na egzotycznych, drogich składnikach. Gdy współczesne blogi kulinarne zawodzą, to właśnie do „Kuchni polskiej” wracamy po bazowe, niezawodne przepisy.
Fotel 366 Józefa Chierowskiego
Zaprojektowany w 1962 roku po pożarze fabryki mebli w Świebodzicach, miał być prosty w produkcji, tani i mały, by zmieścić się w ciasnych pokojach w blokach. Chierowski stworzył genialny mebel – lekki, zgrabny, z ergonomicznym oparciem i charakterystycznymi nogami w kształcie litery „A”.
Przez dekady te fotele lądowały na śmietnikach. Dziś są Świętym Graalem dla miłośników designu. Oryginalne egzemplarze z tamtych lat są odnawiane i osiągają zawrotne ceny. Co więcej, marka 366 Concept wznowiła oficjalną produkcję tego modelu, wprowadzając go na salony w całej Europie jako ikonę stylu Mid-Century Modern.
Sentyment do barów mlecznych
Bary mleczne powstały pod koniec XIX wieku, ale to w PRL-u stały się fundamentem masowego żywienia robotników. Dotowane przez państwo, serwowały tanie, bezmięsne posiłki (stąd nazwa „mleczne”): leniwe, kopytka, naleśniki, żurek czy kompot.
Choć po 1989 roku wróżono im szybki koniec w starciu z fast foodami, bary mleczne przetrwały i mają się świetnie. W obliczu inflacji i rosnących cen w restauracjach stołują się w nich wszyscy: od emerytów, przez studentów, aż po pracowników korporacji szukających domowego obiadku „jak u mamy”. Co więcej, wiele nowoczesnych knajp stylizuje się dziś na dawne bary mleczne, sprzedając nostalgię w nowym wydaniu. Koniecznie odwiedźmy bar mleczny przy następnej wizycie w Polsce, bo warto.
Przemysłowa ceramika z Bolesławca i Tułowic
Charakterystyczne naczynia z Bolesławca w pawie oczka, czy kwieciste wzory z Tułowic i Ćmielowa, były dumą eksportową PRL i stałym elementem polskich kredensów. Choć w latach 90. zachłysnęliśmy się tanią, białą porcelaną z importu, ta tradycyjna polska ceramika nigdy nie umarła.
Dziś bolesławiecka kamionka to hit nie tylko w Polsce, ale i w Japonii czy Stanach Zjednoczonych. Współczesny trend doceniania lokalnego rzemiosła i unikania masówki sprawił, że talerze, kubki i dzbanki z czasów naszych babć stały się synonimem luksusu i dobrego smaku.
Wymienne butelki szklane i kaucje
W PRL-u recykling nie wynikał z ekologii, lecz z czystego braku surowców. Butelki po mleku (te z aluminiowymi kapslami), po piwie, oranżadzie czy wódce były zwrotne. Zbieranie butelek i oddawanie ich do skupu było dla dzieciaków popularnym sposobem na kieszonkowe.
Dziś, w dobie kryzysu klimatycznego, unijnych dyrektyw i wdrażania systemu kaucyjnego, wracamy do tego samego punktu. Okazało się, że gospodarka obiegu zamkniętego, którą próbujemy dziś z mozołem zaprojektować na nowo, funkcjonowała całkiem sprawnie kilkadziesiąt lat temu – z tą różnicą, że wtedy wymuszała ją bieda, a dziś ekologiczna konieczność.
Torby „siatki” na zakupy
Paryżanki noszą w nich dziś bagietki, chwalą się nimi influencerki na Instagramie. Bawełniane lub nylonowe torby-siatki, które po złożeniu mieszczą się w kieszeni, a po rozciągnięciu mieszczą arbuza, to ikona PRL-u. Wtedy nosiło się je w kieszeni na wypadek, gdyby w sklepie akurat coś „rzucili”.
Współcześnie, w ramach walki z foliówkami, siatka sznurkowa stała się symbolem ekologicznego podejścia. Jest lekka, wielorazowa, trwała i fotogeniczna.
Wnioski na dziś
Okres PRL-u był trudnym czasem w polskiej historii, pełnym absurdów i politycznego ucisku. Jednak w sferze kultury materialnej nauczył nas czegoś niezwykle cennego: szacunku do przedmiotu, naprawiania zamiast wyrzucania oraz projektowania rzeczy tak, by służyły pokoleniom. Może warto czasami zajrzeć na strych u dziadków – luksus, którego szukamy w drogich sklepach wnętrzarskich, może tam po prostu leżeć i czekać na odkurzenie.



