Niezwykła księga, zwana Codex Gigas, powstała na początku XIII wieku w niewielkim klasztorze benedyktyńskim w Podlažicach, na terenie dzisiejszych Czech. Ze względu na swój niezwykły rozmiar od dziesiątków lat budziła ciekawość. Księga mierzy 92 centymetry wysokości, 50 centymetrów szerokości i ponad 20 centymetrów grubości. Do wykonania pergaminowych kart wykorzystano skóry 160 zwierząt, a samo jej przeniesienie wymagało siły kilku osób. W czasach, gdy każdą literę zapisywano ręcznie, stworzenie tak monumentalnego dzieła było przedsięwzięciem wymagającym niezwykłej precyzji i wytrwałości. Przez wieki ludziom trudno było uwierzyć, że jeden człowiek mógł być jej autorem. Stąd wzięła się legenda o mnichu skazanym przez współbraci na ciężkie roboty jako karę za poważne przewinienie. Mnich – w zamian za darowanie kary – miał w ciągu jednej nocy napisać księgę stanowiącą zbiór całej znanej ludzkości wiedzy. Kiedy zrozumiał, że zadanie jest niewykonalne, zaprzedał duszę diabłu, który pomógł mu w pracy. Rzekomo diabelskie pochodzenie manuskryptu sprawiało, że ludzie jednocześnie się go bali a z drugiej strony budził sensację już w czasach, kiedy powstał.
Dzieło jednego skryby
Oczywiście nikt już nie wierzy w pakt z diabłem, ale od dawna zastanawiano się, czy możliwe było, aby jeden człowiek mógł własnoręcznie zapisać ponad 600 stron ogromnego rękopisu. Odpowiedzi postanowili poszukać paleografowie – specjaliści zajmujący się badaniem dawnego pisma. Ich praca przypomina bardziej dochodzenie kryminalistyczne – pod lupą porównują tysiące liter, analizując ich kształt, nachylenie, długość kresek i sposób prowadzenia pióra. Dla niewprawnego oka wszystkie średniowieczne litery wyglądają podobnie. Dla paleografa każda z nich jest jak odcisk palca. To właśnie dzięki takim analizom udało się ustalić coś niezwykłego. Charakter pisma w Codex Gigas pozostaje identyczny od pierwszej do ostatniej strony. Nie zmienia się sposób stawiania liter i zachowane są te same proporcje między wierszami. Gdyby nad rękopisem pracowało kilku skrybów, różnice byłyby widoczne niemal od razu. Tymczasem wszystko wskazuje na to, że tekst wyszedł spod ręki jednego człowieka.
Badacze zwracają uwagę na jeszcze jeden szczegół – w rękopisie prawie nie ma poprawek. W księdze tej wielkości można by spodziewać się setek pomyłek, zamazanych słów czy dopisków na marginesach. Tymczasem błędy zdarzają się tu zaskakująco rzadko. To świadczy nie tylko o doświadczeniu skryby, ale również o doskonałym przygotowaniu. Według naukowców przy codziennej, wielogodzinnej pracy rękopis mógł powstać w około piętnaście lat. Inni uważają, że bardziej realny jest okres dwudziestu, a nawet trzydziestu lat.
Co kryje Biblia Diabła
Nazwa księgi ma swoje źródło w legendzie o jej powstaniu oraz ilustracji diabła, którą autor pieczołowicie narysował. Jednak jeśli ktoś sądzi, że natrafi w niej na tajemnicze symbole, zaklęcia lub mroczne ilustracje, bardzo szybko się rozczaruje.
Pierwsze karty wyglądają dokładnie tak, jak można oczekiwać po średniowiecznym rękopisie. Autor rozpoczyna od pełnego tekstu Biblii w łacińskim przekładzie Wulgaty – oficjalnego tekstu Kościoła zachodniego. To nie był przypadkowy wybór. Dla średniowiecznego mnicha Biblia stanowiła fundament całej wiedzy, dlatego właśnie od niej rozpoczyna się podróż przez Codex Gigas. Jednak kilka kart później staje się jasne, że autor miał znacznie ambitniejszy plan niż tylko przepisanie Pisma Świętego. Zgromadził w swojej księdze fakty historyczne, wiedzę medyczną a nawet zasady prawa obowiązujące w tamtym czasie.
Jednym z najważniejszych tekstów, jakie umieścił w rękopisie, są „Etymologie” Izydora z Sewilli. Dzisiaj niewiele osób kojarzy nazwisko tego uczonego, jednak przez kilkaset lat jego dzieło należało do najczęściej kopiowanych książek w Europie. Była to prawdziwa encyklopedia swojej epoki. Opisywała świat takim, jakim rozumiał go człowiek wczesnego średniowiecza – od astronomii i geografii, przez zwierzęta, rośliny i medycynę, aż po języki, prawo i teologię. Dla mnicha była czymś pomiędzy współczesną encyklopedią a podręcznikiem wiedzy ogólnej.
Na kolejnych kartach znajdują się dzieła Józefa Flawiusza, żydowskiego historyka żyjącego w I wieku naszej ery, kronika Kosmasa z Pragi opisująca początki państwa czeskiego a następnie teksty medyczne. Ponieważ średniowieczni mnisi byli często jedynymi ludźmi w okolicy potrafiącymi czytać i pisać, dlatego pełnili również rolę lekarzy i zielarzy. W Codex Gigas znajdują się więc opisy chorób, wskazówki dotyczące ich leczenia oraz kalendarz pomagający wyznaczyć dni uznawane za odpowiednie do upuszczania krwi – metody, która przez stulecia należała do najczęściej stosowanych zabiegów medycznych w Europie.
Księga liczy 310 stron, jednak ślady wyraźnie wskazują, że pierwotnie było ich więcej. W pewnym momencie historii ktoś bardzo starannie usunął z księgi dwanaście kart. Nie zostały przypadkowo wyrwane ani zniszczone przez upływ czasu. Było to z całą pewnością działanie celowe. Pergamin jest znacznie grubszy i trwalszy od papieru, a każda karta była wszyta razem z innymi w grzbiet księgi. Usunięcie dwunastu pergaminowych kart z rękopisu tej wielkości nie było więc prostym zabiegiem i ktoś musiał się przy tym nieźle natrudzić. Nie wiadomo, co się na nich znajdowało, więc oczywiście ta niewiedza szybko stała się pożywką dla legend. Pojawiły się opowieści o tajemnych modlitwach, zakazanych tekstach czy wiedzy, którą ktoś chciał celowo ukryć.
Ocalała z płomieni
Średniowieczny manuskrypt był tak cenny, że w 1295 roku zastawiono go na poczet klasztornych długów. Następne stulecia przetrwał w bibliotekach dwóch kolejnych opactw, by pod koniec XVI wieku trafić w ręce jednego z najbardziej niezwykłych władców swojej epoki – cesarza Rudolfa II Habsburga.
Rudolf nie przypominał typowego monarchy. Znacznie bardziej od polityki fascynowały go astronomia, alchemia i sztuka. Gromadził obrazy, egzotyczne minerały, instrumenty naukowe oraz przedmioty uznawane za osobliwe. Codex Gigas idealnie wpisywał się w tę kolekcję. Przez lata stanowił jej ozdobę i przedmiot prac ówczesnych badaczy, zafascynowanych zawartą w niej wiedzą.
Po śmierci Rudolfa księga pozostała w Pradze aż do zakończenia wojny trzydziestoletniej. W 1648 roku wojska szwedzkie zdobyły miasto i wywiozły do Sztokholmu ogromną liczbę dzieł sztuki oraz rękopisów. Wśród nich znajdowała się również słynna Biblia Diabła.
Niewiele brakowało, aby właśnie w Szwecji zakończyła się historia tego niezwykłego manuskryptu. W maju 1697 roku pożar strawił zamek Tre Kronor – ówczesną siedzibę szwedzkiej rodziny królewskiej i zarazem biblioteki. Według zachowanych relacji ciężki rękopis wyrzucono przez okno, ponieważ nie było czasu wynosić go schodami. Uszkodzeniu uległa oprawa, ale bezcenna zawartość ocalała. Gdyby ogień dotarł do niego kilka minut wcześniej, jedna z największych zagadek średniowiecza prawdopodobnie bezpowrotnie zniknęłaby z kart historii.
Fakty ciekawsze niż legenda
Po ponad 800 latach Codex Gigas wciąż nie zdradził wszystkich swoich tajemnic. Nadal nie wiemy, dlaczego stworzono ten bezcenny rękopis, kim był skryba, który z takim poświęceniem przez większość życia go tworzył, ani co zapisano na dwunastu zaginionych kartach. Każde kolejne badanie pozwala odpowiedzieć na jedno pytanie, ale niemal zawsze rodzi następne. Być może właśnie dlatego Codex Gigas pozostaje jednym z najbardziej fascynujących manuskryptów średniowiecza. Nie ze względu na legendę o diabelskim pakcie, lecz dlatego, że jest świadectwem niezwykłej wiedzy, cierpliwości i kunsztu żyjących przed wiekami mnichów. To nie tylko największy zachowany rękopis swojej epoki, ale również dowód na to, jak ambitne potrafiły być średniowieczne skryptoria i jak wiele tajemnic historia wciąż skrywa między kartami starych ksiąg.
Maggie Sawicka

