Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama POLONEZ
czwartek, 30 lipca 2026 19:04

Ameryka zamyka imigracyjną poczekalnię

Temporary Protected Status (TPS) miał być rozwiązaniem awaryjnym: Stany Zjednoczone nie deportują ludzi do kraju ogarniętego wojną, katastrofą lub chaosem wynikającym z innych przyczyn. Zarazem nie obiecują im prawa do pozostania na stałe. Przez ponad trzy dekady program funkcjonował w swoistej szarej strefie między obowiązkiem humanitarnym a polityką imigracyjną. Administracja prezydenta Donalda Trumpa postanowiła go radykalnie ograniczyć.
Ameryka zamyka imigracyjną poczekalnię

Autor: Adobe Stock

Najbardziej widoczną grupą dotkniętą tą zmianą stali się Haitańczycy. 27 lipca 2026 roku ponad 300 tys. osób utraciło ochronę przed deportacją i prawo do legalnej pracy. Nie jest to jednak odosobniona decyzja dotycząca jednego państwa. Stanowi część znacznie szerszego zjawiska, który może oznaczać faktyczny koniec TPS w jego dotychczasowej postaci.

Status, który nie rozwiązywał problemu

Kongres utworzył TPS w 1990 roku. Program pozwala sekretarzowi Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego (DHS) czasowo chronić obywateli państw, do których powrót jest niemożliwy lub szczególnie niebezpieczny z powodu konfliktu zbrojnego, katastrofy naturalnej, epidemii lub innych nadzwyczajnych okoliczności.

Osoba objęta TPS korzysta z ochrony przed deportacją i może uzyskać dokument zezwalający na legalne zatrudnienie. Musi jednak zarejestrować się w systemie, przejść kontrolę bezpieczeństwa, uiścić wymagane opłaty oraz okresowo odnawiać dokumenty.

TPS nie jest jednak ani azylem ani wizą imigracyjną. Sam w sobie nie prowadzi do uzyskania zielonej karty i nie usuwa skutków wcześniejszych naruszeń przepisów imigracyjnych. Po wygaśnięciu ochrony cudzoziemiec powraca do sytuacji prawnej, w której znajdował się wcześniej. Dla wielu osób oznacza to jednoczesną utratę zezwolenia na pracę i prawa do legalnego pobytu.

Problem polega na tym, że „czasowa” ochrona trwała niekiedy przez większą część dorosłego życia beneficjentów. Salwadorczycy korzystali z niej w związku z wojną domową i późniejszymi trzęsieniami ziemi, Haitańczycy – od katastrofy z 2010 roku, a obywatele Hondurasu i Nikaragui – od przejścia huraganu Mitch w 1998 roku. Państwo regularnie odnawiało dokumenty, pobierało opłaty i pozwalało ludziom legalnie pracować, nie tworząc jednak mechanizmu wyjścia ze stanu  wieloletniej tymczasowości.

Od 1,3 miliona do resztek programu

Jeszcze 31 marca 2025 roku TPS obejmował prawie 1,3 mln mieszkańców Stanów Zjednoczonych pochodzących z 17 państw. Największe grupy stanowili Wenezuelczycy – ponad 605 tys. osób, Haitańczycy – około 331 tys., Salwadorczycy – 170 tys. oraz Ukraińcy – ponad 101 tys.

Po powrocie Donalda Trumpa do Białego Domu Departament Bezpieczeństwa Krajowego zaczął kolejno wygaszać ochronę dla poszczególnych narodowości. Decyzje objęły między innymi Wenezuelczyków, Afgańczyków, Kameruńczyków, Haitańczyków i Syryjczyków, a także obywateli Hondurasu, Nepalu, Nikaragui, Etiopii, Mjanmy, Somalii i Jemenu.

Część tych rozstrzygnięć nadal jest przedmiotem postępowań sądowych, ale kierunek polityki pozostaje jednoznaczny. Humanitarny wyjątek ma być stosowany znacznie bardziej restrykcyjnie niż dotychczas, a wielokrotne przedłużanie ochrony przez kolejne administracje zostało uznane za formę obchodzenia zwykłych procedur imigracyjnych.

Po czerwcowym rozstrzygnięciu Sądu Najwyższego zgodnym z linią administracji media oceniały, że w programie może pozostać zaledwie około 270 tys. osób, głównie z Salwadoru, Ukrainy, Sudanu i Libanu. Oznaczałoby to zmniejszenie liczby beneficjentów TPS o blisko cztery piąte w porównaniu z początkiem 2025 roku.

Haitański precedens

Haiti zostało objęte TPS po trzęsieniu ziemi z 12 stycznia 2010 roku. Katastrofa zniszczyła znaczną część stolicy, spowodowała śmierć setek tysięcy ludzi i pozbawiła domów ponad milion mieszkańców. W następnych latach przyszły epidemie, kolejne klęski żywiołowe, zabójstwo prezydenta Jovenela Moïse’a oraz postępujący rozpad podstawowych struktur państwa.

Administracja Trumpa uznała jednak, że dalsze utrzymywanie ochrony jest sprzeczne z interesem narodowym Stanów Zjednoczonych. 25 czerwca 2026 roku Sąd Najwyższy, większością 6-3 głosów, uchylił rozstrzygnięcia niższych instancji blokujące działania rządu. Sędziowie stwierdzili, że decyzja sekretarza Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego o zakończeniu ochrony dla konkretnego państwa zasadniczo nie podlega zwykłej kontroli sądowej. Trybunał nie orzekł natomiast, że Haiti stało się krajem bezpiecznym.

Po krótkim przedłużeniu ważności dokumentów ponad 300 tys. Haitańczyków utraciło ochronę 27 lipca. Było to największe jednorazowe wygaśnięcie TPS od rozpoczęcia nowej ofensywy imigracyjnej administracji Trumpa.

Uderzająca pozostaje sprzeczność między oceną sytuacji na potrzeby polityki imigracyjnej a ostrzeżeniami wydawanymi podróżnym. Departament Stanu nadal odradza Amerykanom wszelkie podróże na Haiti z powodu przemocy gangów, porwań, zabójstw, niepokojów społecznych i ograniczonej skuteczności policji. Międzynarodowa Organizacja ds. Migracji szacuje, że przemoc zmusiła do opuszczenia domów niemal 1,5 mln mieszkańców kraju.

Według administracji są to jednak dwa odrębne zagadnienia. Ostrzeżenie skierowane do amerykańskiego turysty nie musi oznaczać, że obywatel Haiti nie może powrócić do własnego państwa. Krytycy odpowiadają, że takie rozróżnienie jest prawnie wygodne, ale humanitarnie trudne do obrony.

Illinois: 46,5 tysiąca osób w administracyjnym zawieszeniu

Illinois nie należy do stanów najczęściej kojarzonych z TPS, lecz skala programu jest tu znacząca. Według danych USCIS 31 marca 2025 roku w stanie mieszkało 46 510 osób z zatwierdzonym TPS. Był to szósty wynik w kraju – po Florydzie, Teksasie, Nowym Jorku, Kalifornii i Georgii – oraz liczba nieco wyższa niż w New Jersey czy Massachusetts.

Dane te nie opisują już jednak obecnej sytuacji. Liczby obejmowały osoby z państw, których programy zostały później zakończone lub ograniczone, przede wszystkim Wenezuelczyków i Haitańczyków, ale również obywateli Hondurasu, Nikaragui oraz innych krajów. Do tej pory nie opublikowano równie szczegółowego i aktualnego zestawienia pokazującego, ilu beneficjentów TPS pozostało w Illinois po kolejnych decyzjach administracyjnych i sądowych.

Federalne statystyki stanowe nie przedstawiają również dokładnego podziału beneficjentów mieszkających w Illinois według kraju pochodzenia. Na podstawie struktury programu w całych Stanach Zjednoczonych można jednak przypuszczać, że najliczniejsze grupy tworzyli Wenezuelczycy, Haitańczycy, Salwadorczycy, Ukraińcy oraz obywatele Hondurasu. Te pięć narodowości stanowiło łącznie około 97 proc. wszystkich beneficjentów TPS w kraju. Jest to jednak szacunek oparty na danych ogólnokrajowych, a nie oficjalne zestawienie dotyczące wyłącznie Illinois.

Popyt na ręce do pracy nie zniknie 

Odebranie zezwolenia na pracę nie powoduje, że znika zapotrzebowanie na wykonywane dotychczas zadania. Pracodawca nadal potrzebuje kierowcy, sprzątacza, pracownika magazynu, kucharza, pomocnika budowlanego czy opiekuna osoby starszej. Zmienia się jedynie sytuacja prawna człowieka, który do tej pory wykonywał tę pracę legalnie.

W skali całego kraju beneficjenci TPS byli szczególnie silnie reprezentowani w budownictwie, transporcie, produkcji, gastronomii oraz usługach związanych z utrzymaniem budynków i terenów. Około 76 proc. pracujących posiadaczy tego statusu było zatrudnionych w pełnym wymiarze godzin. W budownictwie, usługach sprzątających i konserwacyjnych ich udział był kilkakrotnie większy niż wśród pracowników urodzonych w Stanach Zjednoczonych.

W przypadku Haitańczyków szczególne znaczenie ma sektor opieki zdrowotnej i długoterminowej. Według szacunków organizacji imigracyjnych około 200 tys. beneficjentów haitańskiego TPS było aktywnych zawodowo. W grupie tej znajdowało się około 13 tys. asystentów pielęgniarskich oraz 15 tys. pracowników rolnych.

Nie wszyscy z nich wyjadą. Część złoży wnioski o azyl albo podejmie próbę zalegalizowania pobytu na podstawie więzi rodzinnych. Inni pozostaną i podejmą pracę bez wymaganych dokumentów, co zwiększy ryzyko nadużyć, obniży wpływy podatkowe i powiększy szarą strefę. Niektórzy mogą spróbować przenieść się do Kanady lub innych państw.

Najbardziej prawdopodobny wydaje się scenariusz, w którym setki tysięcy ludzi spokojnie zamkną firmy, sprzedadzą domy, wypiszą dzieci ze szkół i dobrowolnie powrócą do państw, z których część nadal pozostaje pogrążona w przemocy i głębokim kryzysie instytucjonalnym.

Racja prawna i polityczny rachunek

Zwolennicy polityki administracji Trumpa dysponują mocnym argumentem: TPS nie może być bezterminowym zamiennikiem legalnej imigracji. Jeżeli kolejne administracje przez dwadzieścia lub trzydzieści lat odnawiają ochronę wprowadzoną w reakcji na katastrofę, słowo „tymczasowy” traci praktyczne znaczenie.

Nie wynika z tego jednak, że jedynym rozwiązaniem musi być nagłe odebranie prawa do legalnej pracy. Państwo samo stworzyło sytuację, w której ludzie przez kilkanaście lub kilkadziesiąt lat płacili podatki, wychowywali dzieci i przechodzili regularne kontrole, godząc się z pozbawieniem realnej drogi do trwałego uregulowania pobytu. Nawet część republikańskich polityków z Florydy uznała deportowanie Haitańczyków do państwa pogrążonego w chaosie za poważny błąd.

Koniec TPS nie rozwiązuje zatem problemu wieloletniej tymczasowości. Dla Illinois nie oznacza też załamania gospodarki. Może jednak oznaczać utratę tysięcy legalnych pracowników, niepewność dla ich rodzin oraz dodatkową presję w branżach, które już wcześniej miały trudności z rekrutacją.

Największy paradoks polega na tym, że ludzie ci nie tracą pracy dlatego, że przestali być potrzebni. Tracą ją dlatego, że państwo zmieniło ich sytuację prawną. Jednocześnie  nie zmieniły się potrzeby gospodarki, która przez lata korzystała z ich pracy.

Jolanta Telega
[email protected]

 

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama