Są bowiem osoby, dla których szczytem odwagi jest publiczne zabranie głosu, czy zawalczenie o siebie, wyjście ze swoich czterech ścian na zewnątrz i odezwanie się do kogoś…
Chcę Cię Drogi Rodzicu zachęcić dziś do przyjrzenia się odwadze, która ukryta jest w nas samych i w naszym życiu codziennym, ponieważ nawet nie skacząc na bungee lub też nie mając większych problemów z nawiązywaniem relacji, nieczęsto myślimy o sobie jako o osobach odważnych, szczególnie w kwestiach rodzicielskich.
Co to takiego?
Choć o odwadze sporo się mówi i przez to również słyszy, rzadko kiedy zastanawiamy się, czym ona rzeczywiście jest. W słownikach możemy znaleźć podstawowe definicje działania w niesprzyjających okolicznościach tak zewnętrznych, jak i wewnętrznych. Coś w tym jest, ale myślę, że definicja ta nie wyczerpuje całkowicie tego jakże „bogatego” wyrażenia.
Odwaga, dla mnie kryje w sobie siłę stawania w obronie lub też walki o swoje przekonania i wartości. To duże słowo opisujące działania twarde, bezkompromisowe, zgodne z tym, co podpowiada serce, choć nie zawsze wyglądają one na wielkie, podniosłe, czy też niosące ze sobą potężne konsekwencje.
Niekiedy odwaga jest postrzegana jako równoznaczna z brakiem strachu, tymczasem w praktyce okazuje się, że moglibyśmy czekać w nieskończoność aż nasz strach przed porażką, odrzuceniem, konsekwencjami błędnych decyzji… minie, a odwagi jak nie było, tak nadal nie ma. W związku z tym, warto sobie uświadomić, że każdego dnia stajemy twarzą w twarz z najróżniejszymi wyzwaniami, naszymi wewnętrznymi demonami i bardzo często działamy, idziemy dalej, bojąc się jednocześnie lub przynajmniej czując niepewność.
Skąd się bierze?
Od jakiegoś czasu moje dziecko dosyć często skacze w parku trampolin. Kilka dni temu, rozmawiałam z moim znajomym, który słysząc o tym, zapytał od razu, czy się nie boję, że może sobie coś zrobić. Zastanowiłam się nad tym chwilę, ponieważ moje doświadczenia trampolinowe to zestawienie małych, pojedynczych trampolin, z których łatwo wypaść lub ktoś inny może niespodziewanie wejść z dużym parkiem trampolin, gdzie materace i zabezpieczenia są niemal wszędzie. Zdaję sobie sprawę, że jest to sport związany z ryzykiem, ale staję przed decyzją, na które trampoliny wolę puścić dziecko, a nie czy w ogóle puścić.
Rozmyślając nad tą sytuacją, uświadomiłam sobie, że mamy zupełnie inne spojrzenie, wynikające z różnych doświadczeń. Mój znajomy poszedł do parku trampolin będąc już po trzydziestce i nie uprawiając za bardzo sportu i uszkodził sobie kręgosłup, tymczasem moje dziecko ma lat kilkanaście, regularnie się rusza i podchodzi do tego odpowiedzialnie, co pozwala mi zachować optymizm w tej kwestii.
To ciekawe, że zarówno odwaga, jak i strach, mogą wynikać z niewiedzy… Kiedy patrzę na kolegów mojego syna, jak też na niego samego, to wydaje się takie łatwe i naturalne to, co robią, że nie budzi to moich obaw. Co więcej, kiedy sami nie mamy złych doświadczeń, jesteśmy trochę jak dzieci, które nie zdając sobie sprawy z zagrożeń, podejmują większe ryzyko.
W ważniejszych kwestiach lub tych „większych”, które ocierają się o nasze doświadczenia, odczucia, emocje, brak wystarczających informacji potrafi być źródłem strachu, który potrafi zatrzymać nas w miejscu, w oczekiwaniu na wspomnianą odwagę.
W życiu rodzica
Odwaga w życiu rodzica, choć często niezauważalna, daje „objawy” swojej obecności każdego dnia. To przecież my kiedyś podjęliśmy poważną decyzje o chęci posiadania dzieci. Niekiedy wynikało to z niewiedzy, jakie ta decyzja może mieć konsekwencje, kiedy indziej byliśmy przekonani, że sobie poradzimy. Teraz każdego dnia mierzymy się z efektami, w postaci samego dziecka, które być może nie jest „łatwe”, które walczy o swoje wszelkimi metodami, czasem pyskuje i codziennie, a nawet kilka razy dziennie jego nastrój potrafi się zmienić, a w niedzielę późnym wieczorem przypomina sobie o pracy domowej na poniedziałek rano.
Jeżeli zastanawiasz się czasem Drogi Rodzicu, czy są jakieś uniwersalne sposoby, aby działać, pomimo tego, że się boimy lub gdy Twoja odwaga ukryła się pod innymi wymówkami, to śpieszę z wyjaśnieniem, że tak. Przede wszystkim warto spróbować zasady 5 sekund, kiedy bez zbędnych rozmyślań, liczymy: 5-4-3-2-1 i działamy.
Na koniec, mam jeszcze jedną propozycję zasłyszaną we wspomnianym parku trampolin, którą mogę roboczo nazwać: Zasada ACH-a i to nie jest błąd ortograficzny. Moją uwagę, któregoś razu zwrócił dość ekspresyjny młody chłopak, który wykonując najróżniejsze akrobacje za każdym razem dodawał sobie otuchy soczystym sformułowaniem „A ch…” Spieszę od razu z wyjaśnieniem, że nie namawiam nikogo do przekleństw, ale bardziej do znalezienia swojego hasła, które będzie swego rodzaju zaklęciem, czy talizmanem na kryzysowe chwile. A może masz swój własny ciekawy sposób na odwagę…?
Powodzenia!



