Joanna Marszałek: Wracasz do Copernicus Center dokładnie po 25 latach od swojego pierwszego występu na tej scenie.
Michał Wiśniewski: I w ogóle od mojego pierwszego przyjazdu do Ameryki.
Od tego czasu wielokrotnie bywałeś w Stanach. Jak zmienił się Michał Wiśniewski w porównaniu z tym sprzed 25 lat?
– Mężczyzna zawsze zostaje chłopcem. Trochę tak jest. Oczywiście, są nowe doświadczenia, ale ja zawsze starałem się być sobą. Nikogo nie udawałem i nie mam zamiaru zacząć. Ta publiczność, która mnie wtedy tak ciepło przyjęła… nie tylko w Chicago, bo zagraliśmy kilkakrotnie w Copernicus Center i dwa razy na Broadwayu. To było bardzo ciekawe doświadczenie, które do tej pory bardzo miło wspominam.
Jakie emocje towarzyszą Twojemu powrotowi do Chicago?
– Bardzo, bardzo się cieszę, głównie z powodu powrotu do Copernicus Center. Wiem, że to głupio zabrzmi i nie zrozumcie tego źle – nie opłaca się specjalnie przyjeżdżać do Ameryki. My przyjeżdżamy dla ludzi. Wszystko się pozmieniało. W czasach, kiedy graliśmy po 30 koncertów w Stanach, zwiedzaliśmy Amerykę, to była inna bajka. Polonia też się chyba zmieniła, awansowała społecznie. Jest kolejne pokolenie dzieciaków, niektóre nie mówiące po polsku. Ciekawe jest obserwować, jak dla jednych kultura polska to już tylko korzenie, a drudzy bardzo ją pielęgnują. Moje dzieci też dorosły. Jak wyjeżdżałem pierwszy raz do Stanów, nie miałem ani jednego dziecka, dzisiaj mam ich sześcioro i każde jest inne.
Na festiwalu Taste of Polonia wystąpisz w dwóch koncertach Michał Wiśniewski Akustycznie. Czym różnią się one od koncertów grupy Ich Troje, w której występujesz na co dzień?
– Moje koncerty akustyczne są odrobinę inne – nie takie, gdzie facet tylko sobie śpiewa do gitary. Wiadomo, jest gitara akustyczna, ale jest też fortepian, perkusja, kontrabas. Przedstawimy największe przeboje, ale wprowadzimy też bardzo dużo intymności. Ten koncert jest długi, trwa ponad dwie godziny, ale on powoduje, że tworzy się specjalna więź z publicznością. Na koncertach, gdzie wszyscy stoją, gdzie jest szał ciał, nie mamy okazji pogadać, bo nie ma tej bliskości. Liczę na to, w szczególności dlatego, że są dwa koncerty, że z każdym przyjdzie mi się zobaczyć.
Co usłyszymy więc w niedzielę i poniedziałek 6 i 7 września?
– To nie będą dwa identyczne koncerty. Największe przeboje będą na jednym i na drugim, ale rozróżnimy pozostały repertuar, żeby osoby, które chcą wrócić następnego dnia, mogły to zrobić. 8 największych przebojów pozostanie, natomiast 16 numerów zmienimy tak, że jeżeli ktoś przyjdzie jednego i drugiego dnia, to na bank usłyszy zupełnie coś innego.
Z kim przyjeżdżasz do nas do Chicago? Kto będzie z Tobą na scenie?
– Będą ze mną dwie wspaniałe dziewczyny: Martyna Majchrzak i Ewa Agaś-Lange. Wyjątkowe dwa głosy, jeden alt, jeden sopran – w popowym tego słowa znaczeniu. Będziemy śpiewać we trójkę. Przyjeżdża do mnie plejada muzyków – z Maciejem Żołną na perkusji, Marcinem Pękosem na klawiszach, będzie z nami Mateusz Babiak na gitarze akustycznej, Adam Weiss na kontrabasie. To pewnie w większości nic nie mówi, ale to są bardzo zacni muzycy. Mam nadzieję, że każdy odnajdzie coś dla siebie i wyniesie z tego minimum wspaniałej zabawy. Naszym gościem specjalnym będzie urodzona w Stanach Samanta Trojan, która od ponad pół roku gra z nami gościnnie w Polsce. A więc osoby anglojęzyczne dostaną od nas wisienkę na torcie.
Jak radzisz sobie z różnorodną polonijną publicznością? Na Taste of Polonia przychodzą niemówiący po polsku Amerykanie, starsze pokolenie Polonusów, nowo przybyli imigranci i może nawet turyści z Polski.
– Staram się łączyć pokolenia. Ale nie na siłę. Muszę powiedzieć, że to się w dużym stopniu udaje. Wiadomo, te osoby nie mają takiego backgroundu jak program pt. „Jestem jaki jestem”, który leciał kiedyś na TVN-ie (kultowe reality show z Michałem Wiśniewskim w roli głównej, emitowane w latach 2003-2004 – red.). W Stanach wtedy królowały amerykańskie gwiazdy, a my robiliśmy taką trochę namiastkę tego u nas. Teraz, przy powrocie do Marty (druga żona Wiśniewskiego, która wystąpiła z nim w programie – red.) obserwuję, że ludzie, nawet młodzi, wracają do tamtych czasów. To mi sprawia dużą przyjemność.
Polonia bawi się inaczej. Nieważne, czy jesteście w Stanach Zjednoczonych, czy w Niemczech, Polonia zawsze bawi się wyjątkowo, bo ona łączy, jest multi-culti, a tego w Polsce nie mamy.
W Twoim życiu też są wątki emigracyjne. Jako nastolatek mieszkałeś w Niemczech. Czego nauczyła Cię emigracja?
– Emigracja nauczyła mnie tęsknić. Oczywiście, w wielu miejscach jest fantastycznie. Są osoby, które tak się zunifikowały z miejscem, w którym przebywają, zarabiają pieniądze, że ta tęsknota jest o wiele mniejsza. Mają przy sobie całą rodzinę, nie muszą do niej wracać do Polski. Jest też cała masa ludzi, dla których obcowanie z ojczystym językiem i z tymi, którzy przemierzają dla nich te 9-11 tysięcy kilometrów, ma znaczenie. Oni oddają tą energię, której w Polsce nie widać. Polonia jak się bawi, to na całego. Nikt Polonii nic nie dał. Musieli sobie zapracować na to, co mają.
Koncerty Ich Troje słyną z ogromnej energii i widowiskowości. Skąd masz w sobie tę energię i siły do skakania przez dwie godziny na scenie? Jak zaczynasz swój dzień? Czy masz jakąś specjalną rutynę?
– Chyba nie chcielibyście wiedzieć (śmiech). To działa trochę tak: wy przychodzicie na koncert, żeby dostać trochę pozytywnej energii, a ja tą energię od was z powrotem wysysam. Bilans wychodzi na zero. Te ciepłe słowa, te oklaski… Mam w zwyczaju, że dziękuję za to, że ludzie poświęcili mi najważniejszą rzecz, jaką mają, czyli swój czas. Szczególnie w Stanach, gdzie na koncert dojeżdża się godzinę czy dwie. Ktoś poświęca mi dzień swojego życia i przechodzi na ten koncert, więc staram się to w pewien sposób oddać. Ja nie prowadzę zdrowego trybu życia, dzień zaczynam od papierosa i kawy.
Tak jak wielu Polaków.
– Tutaj niczym się nie różnię absolutnie. W moim przypadku to też radość tworzenia. Dużo tworzę, piszę dużo nowych rzeczy. Nie będę was tym w Chicago zamęczał, ale na pewno pokażemy jedną czy dwie nowe rzeczy, żebyście wiedzieli, że nikt tu nie spoczął na laurach. Życie pisze za każdym razem kolejny scenariusz, z którego rodzą się teksty.
Które koncerty wolisz osobiście – te dynamiczne czy intymne, akustyczne?
– Nie będę oszukiwał, wolę te intymne. Ale jak kończy się sezon akustyczny, to cieszę się na te energiczne. A później, jak następuje zmęczenie materiału, to znowu tęsknię za akustycznymi, kiedy można się do ludzi odezwać. My nie sprzedajemy stadionów, my gramy na przykład podczas dni miasta, na które przychodzą różni ludzie. Ludzie, którzy przychodzą na biletowane koncerty znają mnie lepiej, bo to są moi fani. Oni mi bardzo dużo wybaczają. Na dużych koncertach nie ma się do końca do kogo zwrócić, bo ludzie często przychodzą bardziej z ciekawości niż z sympatii. Czasami uda mi się kogoś do siebie przekonać, a czasami nie. Wiadomo, nie każdy darzy sympatią każdego artystę.
Wspomniałeś, że często podróżujesz do Stanów. Jakie są Twoje pierwsze skojarzenia z Chicago?
– Nie mogę nic złego powiedzieć o Chicago. Tam się zaczęło i tam się pewnie skończy. To jest stolica Polonii. W Stanach są przepiękne miejsca. Na pewno lepiej siedzieć przy Grand Canyon i patrzeć w dal niż w kawiarence w Chicago. Ale klimat tworzą głównie ludzie.
Jestem w Stanach – wstyd przyznać – na koncertach bardzo rzadko, a turystycznie bardzo często. Jeżdżę na konwencje startrekowe, spotkania z aktorami. Jeżdżę na Key West i do Miami, gdzie mam przyjaciół i gdzie jest cieplutko. Jeżdżę z córką, która tańczy, do Nowego Jorku do Broadway Dance Center. Wietrzne Miasto jest przepełnione moimi przyjaciółmi. Więc jeżdżę bardziej do nich.
Masz jakieś ulubione miejsca w naszym mieście?
– Jestem miłośnikiem lotnictwa. Wszyscy znają tylko port lotniczy O’Hare, ale ja pozwiedzałem resztę. Wietrzne Miasto oznacza, że nie zawsze panują tu fantastyczne warunki do lądowania. Wiem, że może to państwa nie interesuje, ale sam nie wiem, ile dziesiątek tysięcy wydałem w sklepach lotniczych w okolicach Chicago, ile się tego nazwiedziałem. Przemiłe wspomnienia, ale przede wszystkim ludzie.
Michale, dużo się mówi o skandalach obyczajowych wokół Ciebie, o Twoich pięciu żonach… Z drugiej strony bardzo dużo śpiewasz o miłości. Czy chciałbyś to skomentować?
– To nie są żadne skandale, to jest po prostu życie. Bardzo się cieszę, że ludzie potrafią sobie wszystko ułożyć i odnajdują miłość na całe życie. Przecież nikt z nas, w szczególności ja, nie planował, że będzie miał w życiu tyle partnerek. To nie jest żaden plan na życie. Ktoś, kto obiecuje sobie miłość do końca życia, tak robi i tak myśli.
Być może jest trochę tak, że ja należę do tych ludzi, którym łatwiej o tym rozmawiać. To nie ja odchodziłem ze związków. Ludzie powinni czerpać radość z bycia ze sobą. Jeżeli tę radość gubią, to bycie ze sobą dla samego bycia odbywa się z wielką szkodą dla tego, co mamy najcenniejsze – dla życia.
Od 8 lat nie piję. Cała moja przeszłość jest związana z alkoholem. Nie zrzucam tego na alkohol, bo na końcu mamy wolną wolę. Ale ja nie widziałem jeszcze 9 lat temu, że przestanę pić. Nie wiedziałem, czy sobie z tym poradzę. To było naprawdę dla mnie mega trudne przeżycie. Dzisiaj patrzę na to zupełnie inaczej. Nie mam założonych różowych okularów.
Każdy powinien się zająć swoim życiem. Jeżeli ktoś jest rzeczywiście szczęśliwy w związku, to ja mogę tylko się pokłonić i pogratulować.
Dlaczego warto przyjść na Twoje koncerty na Taste of Polonia?
– Drodzy Czytelnicy, nic dwa razy się nie zdarza. Wiemy jako ludzie, że spóźniliśmy się na wiele ważnych momentów w życiu, z których moglibyśmy się czegoś nauczyć, gdzie moglibyśmy poobcować z czymś, co jest dla nas ważne. Znajdowaliśmy sobie wymówkę w postaci pracy, wcześniejszych planów itd. Tych koncertów dwa razy nie będzie. Te koncerty będą tu i teraz, w Chicago. Jeżeli nie chcecie tego przegapić, jeżeli chcecie, żeby to zostało w was na zawsze, to musicie być. Bo warto nie żałować, że się było, niż żałować, że się nie było.
Dziękuję za rozmowę.
Michał Wiśniewski Akustycznie wystąpi na festiwalu Taste of Polonia w niedzielę, 6 września o 9 p.m. i poniedziałek, 7 września o 6 p.m. na scenie Theater Stage w Copernicus Center, 5216 W Lawrence Ave w Chicago. Bilety: topchicago.org
Michał Wiśniewski, urodzony w 1972 roku w Łodzi – polski piosenkarz, autor tekstów i osobowość medialna. Lider i współzałożyciel pop-rockowego zespołu Ich Troje, z którym od 1995 roku wydał liczne albumy studyjne i single. Największa popularność zespołu przypadła na przełom lat 90. i dwutysięcznych. Do najbardziej rozpoznawalnych utworów należą: „Powiedz” – jeden z największych hitów grupy, nagrodzony m.in. na Krajowym Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu w 2001 roku oraz „A wszystko to…”. Dwukrotnie reprezentował Polskę w Konkursie Piosenki Eurowizji – w 2003 i 2006 r. Wczesne lata życia spędził m.in. w domach dziecka i rodzinach zastępczych. Był bohaterem jednego z pierwszych w Polsce programów typu reality show pt. „Jestem jaki jestem” oraz założycielem Polskiego Związku Pokera. Oprócz działalności w zespole Ich Troje realizuje liczne projekty autorskie, obejmujące działalność solową i poboczne przedsięwzięcia muzyczne. Poza sukcesami estradowymi regularnie przyciąga uwagę mediów swoim barwnym życiem prywatnym, licznymi małżeństwami oraz udziałem w głośnych projektach telewizyjnych.
Zdjęcia: AnMa Studio/Piotr Drzewiecki/Karolina Filarczyk/Materiały promocyjne Ich Troje

