Finałowy weekend w Kalifornii był dla polskiego kierowcy prawdziwą huśtawką nastrojów. Zaliczył on swoje najlepsze kwalifikacje w sezonie, zdobywając drugie miejsce w sobotnim starcie i pole position w niedzielnym,, czym jeszcze mocniej rozbudził nadzieje na walkę o mistrzowskie trofeum.
„Jestem bardzo zadowolony z sobotnich kwalifikacji. Były one fantastyczne. Samochód prowadziłem jak po sznurku. Na każdym okrążeniu, w każdym zakręcie, dawałem z siebie absolutne maksimum, będąc niesamowicie skoncentrowany i w pełni zaangażowany” – podsumował kwalifikacje Kucharczyk.
Jednak już na pierwszym okrążeniu sobotniego wyścigu Polak uderzony przez Mylesa Rowe’a wpadł w poślizg i z drugiej pozycji spadł na koniec stawki. Nie złożył jednak broni. Rozpoczął świetną pogoń, wyprzedził wielu rywali na trudnym technicznie torze i przebił się na dziesiąte miejsce. Sprawiło ono jednak, że strata do lidera klasyfikacji generalnej wzrosła do 48 punktów, co praktycznie pogrzebało szanse na tytuł.
Wygrał Josh Pierson, odnosząc swoje pierwsze zwycięstwo w Indy NXT. Wyprzedził on o 2,6 sekundy Johnsona, a Max Garcia, który tydzień temu zwyciężył w Milwaukee, tym razem był trzeci.
Do niedzielnego wyścigu Kucharczyk ruszał z pole position i nie dał rywalom żadnych szans. Prowadził od startu do mety, budując dużą przewagę, którą systematycznie powiększał. Do mety dojechał niezagrożony, odnosząc drugie w tym sezonie zwycięstwo, po majowym triumfie na torze Indianapolis Motor Speedway. Drugiego na mecie Johnsona wyprzedził o ponad sześć sekund.
„To był słodko-gorzki weekend. Chyba nigdy wcześniej nie byłem tak smutny po zwycięstwie. Wiedzieliśmy, jak wiele było tutaj do wygrania, a po kwalifikacjach naprawdę czuliśmy, że możemy walczyć o mistrzostwo. Miałem wszystko pod kontrolą. Jednak to, co wydarzyło się w pierwszym wyścigu, odebrało nam tę szansę. Niestety są pewni kierowcy, którzy jeżdżą bezmyślnie i niczym się nie przejmują. Ale jestem bardzo dumny z tego, jak odpowiedzieliśmy w niedzielę i przede wszystkim z pracy, którą wykonaliśmy w tym roku razem z HMD Motorsports” – podkreślił Kucharczyk.
Pochodzący z St. Petersburga na Florydzie Johnson spokojnie dojechał do mety na drugim miejscu, zostając najmłodszym mistrzem w historii Indy NXT. W dniu triumfu miał on dokładnie 18 lat, 3 miesiące i 12 dni.
Wygrał inauguracyjne Grand Prix St. Petersburg, a później Grand Prix Alabamy. W całym sezonie dziewięciokrotnie stawał na podium i we wszystkich 17 wyścigach plasował się w pierwszej dziesiątce. Tytułem mistrzowskim zapewnił sobie stypendium w wysokości 850 tys. dolarów, które ma mu pomóc w znalezieniu miejsca w stawce IndyCar.
„To niesamowite uczucie. Dobrze jest w końcu pokazać emocje. Myślę, że wielu ludzi uważało mnie za osobę pozbawioną pasji, ale ja nie okazuję emocji podczas jazdy. Po prostu wychodzę na tor i staram się pokazać z jak najlepszej strony. Cieszę się, że zadanie zostało wykonane i mogę wreszcie świętować” – zwierzył się Johnson.
Ostatecznie Kucharczyk zakończył tegoroczny sezon na trzecim. miejscu w klasyfikacji generalnej. To bardzo dobry rezultat, biorąc pod uwagę, że był to jego debiutancki rok startów w Stanach Zjednoczonych i pierwszy kontakt z zupełnie inną specyfiką amerykańskiego motorsportu. Polak po raz kolejny potwierdził swoje umiejętności i zdolność do szybkiej adaptacji. Odniósł dwa zwycięstwa, osiem razy stanął na podium i tylko dwukrotnie był poza pierwszą dziesiątką.
„Gdyby ktoś mi powiedział przed sezonem, że osiągnę taki wynik, to raczej bym nie uwierzył. Czwarty raz w ciągu ostatnich pięciu lat kończę sezon w czołowej trójce mistrzostw. Przed sezonem nie oczekiwałem, że już w pierwszym roku startów w USA będę do ostatniego weekendu walczyć o najwyższe cele. Ten sezon nie byłby możliwy bez mojej rodziny, najbliższych, przyjaciół i wielu ludzi, którzy byli mi niezwykle przychylni. Ogromne podziękowania należą się także moim sponsorom. Bez nich nie byłoby mnie tutaj. Dziękuję również kibicom. Liczba wiadomości, komentarzy i wsparcia, które otrzymywałem od nich przez cały sezon, była czymś niesamowitym. Naprawdę to czułem i bardzo za to dziękuję. Mam nadzieję, że będziecie ze mną również w kolejnym kroku mojej kariery” – podsumował zakończony sezon Tymek Kucharczyk.
Dariusz Cisowski
[email protected]

