Najnowszy raport U.S. Bank Freight Payment Index nie pozostawia złudzeń – branża transportu drogowego w USA wchodzi w fazę, w której to nie ogromna ilość towaru dyktuje warunki, ale kurcząca się drastycznie liczba dostępnych ciężarówek.
Dane krajowe pokazują, że liczba przesyłek wzrosła o skromne 1,5 proc. w porównaniu do III kwartału, ale wydatki na transport w tym samym czasie skoczyły aż o 4,6 proc. To najwyższy poziom wydatków, jaki widzieliśmy od początku 2024 roku.
Bobby Holland z U.S. Banku mówi wprost: to nie sezonowa anomalia, to efekt długotrwałego zaciskania pasa. Przez miesiące niskich stawek przewoźnicy zmuszeni byli redukować ilości ciężarówek, a mniejsi gracze (niezależni wykonawcy – independent contractors) po prostu znikali z rynku.
Dane z FMCSA potwierdzają – ogólna liczba aktywnych przewoźników spadła. Do tego doszły zawirowania regulacyjne. Przypomnijmy tylko niedawne zamieszanie DOT z prawem jazdy CDL dla osób bez stałego obywatelstwa. Choć sądy na chwilę wstrzymały te przepisy, sam fakt wiszącego nad branżą topora sprawił, że tysiące kierowców zrezygnowało z działalności.
Efektem jest to, że to przewoźnicy zaczęli dominować, bo spedytorzy nagle musieli walczyć o każdy wolny ciągnik, nawet jeśli sezon świąteczny nie był tak gorący jak w latach ubiegłych.
Sytuacja nie jest jednakowa w całym kraju. Rozbieżności regionalne są tak duże, że można odnieść wrażenie, jakbyśmy operowali w pięciu różnych krajach:
Północny Wschód (Northeast): Tutaj mamy absolutnego lidera. To już czwarty kwartał wzrostów z rzędu. Wolumen skoczył o 4,2 proc., a wydatki aż o 16,7 proc. rok do roku. Dlaczego? Silna produkcja i bogatsze gospodarstwa domowe, które mimo inflacji nie przestały wydawać pieniędzy.
Środkowy Zachód (Midwest): Nasz region trzyma się stabilnie. Liczba przesyłek wzrosła o 3,5 proc. kwartalnie (w porównaniu do poprzedniego kwartału), choć rok do roku wciąż jesteśmy lekko pod kreską. Wydatki wzrosły o 5 proc.
Południowy Zachód (Southwest): Tu mamy prawdziwy dramat w statystykach wolumenu – spadek o 31,6 proc. w skali roku! Mimo to, w ostatnim kwartale wydatki wzrosły o 12,6 proc. To pokazuje, jak mocno uderzyły zaostrzone kontrole i regulacje, które dosłownie zdziesiątkowały dostępną bazę kierowców.
Zachód (West): Spadek liczby przesyłek o 1,3 proc. kwartał do kwartału, ale roczne wydatki w górę o 9,4 proc. Porty zwolniły, konsumenci są ostrożniejsi, ale zmiany w polityce handlowej z 2025 roku wciąż wymuszają spore ruchy importowe.
Południowy Wschód (Southeast): Najsłabsze ogniwo. Spadki wolumenów i wydatków. Dlaczego? Zamieszanie z government shutdown (paraliżem rządu federalnego) oraz duża niepewność konsumentów.
Wygląda na to, że era taniego transportu i nadmiaru ciężarówek na każdym rogu ostatecznie się skończyła. Nawet przy słabej produkcji przemysłowej (indeks ISM leży najniżej od roku) i stagnacji w sprzedaży detalicznej, stawki idą w górę, bo po prostu nie ma komu wozić towaru.
Dla wszystkich polonijnych firm transportowych to sygnał, że należy jeszcze mocniej pilnować kosztów operacyjnych, bo choć stawki rosną, to rosną też wymagania i ryzyko regulacyjne. Rynek się profesjonalizuje przez eliminację słabszych ogniw. Kto przetrwa ten okres „zaciskania pętli”, wejdzie w rok 2026 na bardzo mocnej pozycji.
Statystyka nie kłamie – spedytorzy płacą więcej nie dlatego, że nas lubią, ale dlatego, że bez nas Ameryka po prostu staje w miejscu.

Szerokiej i bezpiecznej drogi życzy All About Trucks & TransLab.
We put Truckers first.








