Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
czwartek, 12 lutego 2026 17:44
Reklama KD Market

Podzieleni chrześcijanie

Podzieleni chrześcijanie
Agenci ICE w dzielnicy mieszkalnej Minneapolis

Autor: PAP/EPA/OLGA FEDOROVA

Tu nie chodzi o opowiedzenie się po jednej ze stron konfliktu: za Demokratami albo Republikanami, lecz o sprzeciw wobec przemocy autoryzowanej przez państwo – tłumaczą chrześcijańscy duchowni i liderzy, którzy potępili antyimigracyjne działania służb federalnych w Minnesocie. Po drugiej stronie liderzy i decydenci powołują się także na Biblię, wyznają chrześcijaństwo i mówią o wartościach. A podziały – tak jak w przypadku katolików – przebiegają często w poprzek wspólnot religijnych.

Sprawa nie jest marginalna. Pomimo malejącej przynależności do Kościołów różnych wyznań, znaczna część Amerykanów nadal posiada „poglądy duchowe”, choć nie ściśle religijne, przy czym około 83 proc. wierzy w Boga lub siłę wyższą. Choć historycznie dominująca populacja chrześcijan maleje wraz ze wzrostem liczby osób „bezwyznaniowych”, to wciąż prawie dwie trzecie mieszkańców Ameryki deklaruje wiarę w Jezusa Chrystusa. Najliczniejsi są protestanci różnych odmian (40 proc.), a następnie katolicy (20 proc.). Pozostałe grupy to Kościół Świętych w Dniach Ostatnich, czyli mormoni (2 proc.) oraz prawosławni (1 proc.).
Duchowni, którzy pojawili się w Minnesocie, twierdzą, że nauki Jezusa nie pozostawiają chrześcijanom innego wyboru, jak tylko przeciwstawić się ICE i innym służbom federalnym: udostępniając własne świątynie, organizując kręgi modlitewne i działając jako „żywe tarcze”. „Jezus nie jest abstrakcyjny, kiedy naucza o tym w Piśmie Świętym” – powiedział portalowi Axios pastor Jeff Sartain z kościoła luterańskiego Edina Community Lutheran Church z Minneapolis, powołując się na biblijne przykazania o miłości do obcych i cudzoziemców. Ich zdaniem represje prezydenta Donalda Trumpa wobec imigrantów stoją w sprzeczności z podstawowymi naukami biblijnymi dotyczącymi ochrony osób bezbronnych.

Stawia ich to w konflikcie z poglądami chrześcijańskich konserwatystów, którzy popierają politykę administracji. „Biblia jasno mówi, że chrześcijanie powinni praktykować osobistą dobroczynność, ale także domagać się egzekwowania prawa (takiego jak nasze federalne ustawy imigracyjne), aby ‘każda osoba podlegała władzom rządzącym’, a ‘ci, którzy się sprzeciwiają, narażają się na sąd’. Okazywanie miłości i życzliwości nieznajomemu nie było nakazem danym władzom świeckim, lecz poszczególnym wierzącym” – to z kolei interpretacja przewodniczącego Izby Reprezentantów Mike’a Johnsona, Republikanina z Luizjany. „Chrześcijanie mają obowiązek miłowania swoich bliźnich, ale rząd federalny nie ma takiego samego obowiązku.”

Zwolenników chrześcijańskiego nacjonalizmu można spotkać wśród wiernych wielu denominacji. To także jeden z duchowych filarów ruchu MAGA. Amerykański nacjonalizm chrześcijański opiera się na światopoglądzie, że Ameryka jest lepsza od innych krajów i że ta wyższość została ustanowiona przez Boga. Zakłada on, że tylko chrześcijanie są „prawdziwymi Amerykanami”. Brzmi znajomo?

Przedstawicieli tego nurtu znaleźć można w Kongresie. Jako nacjonalistkę chrześcijańską określiła siebie kongresmenka Marjorie Taylor Greene. Poparcie dla tego nurtu wyrażają również inni konserwatywni członkowie izby niższej np. Andy Ogles i Lauren Boebert.
Korzenie nacjonalizmu chrześcijańskiego sięgają dekad wstecz, poprzez ruch Tea Party, nową prawicę chrześcijańską, ruch Moral Majority i starą prawicę chrześcijańską. Według Wikipedii „nacjonaliści chrześcijańscy czują, że ich wartości i religia są zagrożone i marginalizowane, i obawiają się, że ich wolność głoszenia swoich wartości moralnych nie będzie już w najlepszym razie dominująca, a w najgorszym zostanie zakazana. […] Wysunięto teorię, że nacjonaliści chrześcijańscy obawiają się, że ‘nie spełniają’ oczekiwań Boga i ‘boją się gniewu i kary’ za niestworzenie kraju pożądanego przez Boga..”.
Historycznie chrześcijaństwo w USA nigdy nie było monolitem. Także opór religijny wobec polityki rządu nie jest niczym nowym, biorąc pod uwagę historyczną rolę, jaką kościoły afroamerykańskie odegrały w ruchu na rzecz praw obywatelskich. Z drugiej strony niektóre kościoły używały Biblii w religijnym popieraniu niewolnictwa i podejmowaniu prób kontrolowania kobiet.

Kościół katolicki, choć nie dominuje na mapie wyznaniowej USA, jest największą pojedynczą denominacją. O tym, że jest głęboko podzielony nie trzeba nikomu tłumaczyć – wystarczy odwiedzić kilka różnych świątyń i posłuchać niedzielnych homilii. W listopadzie 2024 r. 59 proc. katolików zagłosowało na Donalda Trumpa podczas gdy 39 proc. poparło Demokratkę Kamalę Harris. Jednak represje imigracyjne i agresywna polityka zagraniczna prezydenta Trumpa postawiły administrację na kursie kolizyjnym z nauczaniem jednej z najstarszych instytucji na świecie. Badania wykazały także spadek poparcia katolików dla Białego Domu. W końcu 43 proc. katolików w USA urodziło się poza granicami kraju lub miało co najmniej jednego rodzica, który urodził się poza Stanami (badania Pew Research Center). Większość Latynosów, którzy znaleźli się na celowniku służb to katolicy. Urodzony w USA papież Leon XIII, przyjął co prawda zdeklarowanego katolika wiceprezydenta J.D. Vance’a dwa tygodnie po swoim wyborze w maju 2025 roku, ale jednocześnie Stolica Apostolska poinformowała, że Ojciec Święty nie odwiedzi w tym roku Stanów Zjednoczonych, mimo 250 rocznicy powstania USA.

Głośniej przemówił amerykański episkopat. Konferencja Biskupów Katolickich określiła zabójstwa dwojga obywateli USA przez agentów federalnych jako „przykłady przemocy, które reprezentują niepowodzenia w naszym społeczeństwie w poszanowaniu godności każdego ludzkiego życia”. Arcybiskup Paul Coakley z Oklahoma City, przewodniczący Konferencji Biskupów Katolickich, zaapelował o „spokój, powściągliwość i szacunek dla życia ludzkiego w Minneapolis” i powtórzył słowa papieża Leona: „Pokój opiera się na szacunku do ludzi”. Trzej najwyżsi rangą amerykańscy metropolici zaapelowali też o „moralną politykę zagraniczną”.

Wydarzenia w Minnesocie obnażyły podziały wśród chrześcijańskich denominacji i przywódców religijnych w Ameryce. Mocno wybrzmiało pytania: kiedy przywódcy religijni powinni publicznie zajmować stanowisko wobec działań rządu (a jeśli już to jakie)? Jakich środków powinni użyć, aby to zrobić? Choć nie są to pytania nowe, za każdym razem trzeba na nie odpowiedzieć na nowo.

Tomasz Deptuła

Dziennikarz, publicysta, ekspert ds. komunikacji społecznej. Przez ponad 25 lat korespondent polskich mediów w Nowym Jorku i redaktor “Nowego Dziennika”.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama