Młodzież przeżywa egzaminacyjny stres, a wraz z nimi ich rodzice, targani skrajnymi emocjami. Z jednej strony oczekują wyników otwierających ich pociechom drzwi do dalszej świetlanej przyszłości, a z drugiej zastanawiają się, czy ich dziecko sobie poradzi, czy nic nie stanie mu na przeszkodzie.
Wierzymy w nasze pociechy, w ich umiejętności, talenty i ogromny potencjał, a także w siebie, że dołożyliśmy wszelkich starań, aby pomóc, wesprzeć i wyposażyć we wszystko, czego mogą potrzebować i nie bierzemy pod uwagę absolutnie żadnej możliwości porażki, a przecież one się zdarzają i nie zawsze wina za to znajdzie konkretnego adresata…
Niekiedy niepowodzenia stają się takimi dopiero w naszej głowie, kiedy spodziewaliśmy się czegoś dużego, a wyszło całkiem zwyczajnie. Chciałabym zaprosić Cię Drogi Rodzicu do przyjrzenia się dziś naszemu spojrzeniu na własne dzieci, czy nie oczekujemy od nich zbyt wiele, czy to, co widzimy patrząc na nie to prawdziwy obraz, czy jedynie wytwór naszych wyobrażeń?
„Naprawdę jaka jesteś…
… nie wie nikt…” – śpiewał kiedyś Bogusław Mec, a dziś z pełną świadomością przypominam te słowa w odniesieniu do naszych dzieci, a nierzadko i do nas samych. W końcu zgodnie ze słowami Wisławy Szymborskiej „Tyle o sobie wiemy, ile nas sprawdzono”.
Już dzieci w przedszkolu doskonale wyczuwają, kiedy można pokazać pełnię swoich możliwości, bo wiadomo, że zostanie to bezpiecznie przyjęte, a kiedy lepiej przeczekać. W kolejnych latach udoskonalamy tylko sztukę przetrwania w taki sposób żeby się nie narazić na śmieszność, krytykę czy odrzucenie. Niekiedy dopiero w dorosłym wieku przychodzi zrozumienie, że nie wszyscy muszą nas lubić, nie każdemu musimy się podobać, ale nie jest to powszechne zjawisko. Po latach zakładania najróżniejszych masek, niezwykle łatwo tracimy orientację kim i jacy jesteśmy. Bardzo często patrzymy na siebie przez pryzmat naszych pragnień i wyobrażeń o samym sobie, co najczęściej nie ma zbyt wiele wspólnego z rzeczywistością.
Przeglądamy się codziennie w takim trochę krzywym zwierciadle, nie wiedząc a przynajmniej nie pamiętając już jacy jesteśmy w rzeczywistości, kiedy zostajemy sami, kiedy nikt nas nie ocenia, kiedy wracamy pamięcią do wspomnień z dzieciństwa i momentów, kiedy odczuwaliśmy prawdziwą radość i beztroskę.
Patrzę ale nie widzę
Mogłoby się wydawać, że znacznie łatwiej jest poznać kogoś innego niż samego siebie. To rzeczywiście może się wydawać, szczególnie że prawdziwe poznanie kogoś wymaga czasu, a kiedy rzeczywiście go zainwestujemy, to budzą się w nas emocje, które mogą utrudniać cały proces.
Czy zatem rzeczywiście jesteśmy w stanie poznać nasze dzieci w pełni? Zdecydowanie nie, ale poznajemy je na tyle, aby każdego dnia budować z nimi relację. Jednocześnie ta bliskość, która jest między nami, utrudnia nam niekiedy spojrzenie na dziecko obiektywnie i dostrzeżenie jego wad, słabości, czy też niedostatków, a przecież nie ma wśród nas nikogo, kto byłby od nich całkowicie wolny. Chyba że dostrzegamy je, a jedynie nie chcemy w nie uwierzyć?
Każdy z nas chce dla swojego dziecka jak najlepiej, a ponieważ sami przeszliśmy już drogę do miejsca, w którym aktualnie jesteśmy, wiemy jakie błędy popełniliśmy, jak poradziliśmy sobie z niektórymi wyzwaniami, możemy wskazać kierunek następnemu pokoleniu. Ten cały niekiedy misternie ułożony plan, w połączeniu z naszymi ambicjami, lękami i wyobrażeniami jakie mamy w głowie na temat naszego dziecka staje się sztywnym schematem do którego dziecko powinno się dostosować, a nie zawsze jest w stanie i potrafi.
W codziennym wyścigu zapominamy o tym, ze dzieci są różne, jedno liczy szybciej, inne wolniej, jedno ma trudności z czytaniem, a drugie nie dogaduje się z rówieśnikami… Dzieci mają swoje słabości i choć jest to ogromnie trudne w sytuacji kiedy czujemy pewnego rodzaju presję na to, aby wychowywać i „tworzyć” idealnego młodego człowieka, znacznie łatwiej jest kiedy zaakceptujemy te niedoskonałości.
To, że różnimy się od siebie nie jest przyczyną słabości społeczeństwa, a wręcz przeciwnie, różnice tworzą siłę, bo tylko różniąc się od siebie, możemy się uzupełniać i motywować do wysiłku. Warto przy tym pamiętać, że wcale nie trzeba być szkolnym geniuszem, aby wnosić wartość do świata, do otoczenia, bo dziecko może być słabsze, co wcale nie oznacza, że jest gorsze.











