Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
Reklama KD Market

Kiedy dzieje się mega dobro

Kiedy dzieje się mega dobro
Łukasz Litewka

Autor: PAP/Leszek Szymański

Jestem zwolennikiem pisania i mówienia o dobrych historiach, które się dzieją wokół nas. A wbrew temu, co mogłoby się wydawać jest ich naprawdę niemało. Nawet jeśli nie są tak popularne, jak te złe i nie tak krzykliwe, jak wszelkiego rodzaju skandale, to jednak są. To prawda, czasami potrzeba, żeby były naprawdę wyjątkowe, aby je mógł zauważyć świat medialny, jednak nic nie stoi na przeszkodzie, żeby dzielić się i mówić o tych drobnych sprawach, które dzieją się obok nas.

W ostatnich dwóch tygodniach w Polsce miały miejsce dwie sytuacje, które bardzo mną poruszyły. Pierwsza to śmierć posła Łukasza Litewki i lawina dobra, którą ona wywołała. Ponieważ śp pan Łukasz był posłem z pobliskiego Zagłębia, miałem okazję o nim słyszeć wcześniej. Bliżej go nie znałem, być może uległem też popularnemu twierdzeniu, że skoro reprezentował inną, w tym przypadku lewicową opcję polityczną, to niewiele interesowały mnie jego działania. Nic bardziej jednak niesprawiedliwego i fałszywego, jak ulec takiemu sposobowi myślenia i patrzenia! Niestety pokutuje to u wielu, że nie patrzy się na człowieka, ale na to, co reprezentuje w danej chwili. Konsekwencje tak upartego stanowiska są niestety często widoczne. Tyle że widać je, gdy jest już za późno. Oczywiście nagła śmierć pana Łukasza poruszyła mnie, gdyż był młodym człowiekiem, osiągającym siłę wieku, ginąc zostawił rodziców, brata, dziadków i osoby mu bliskie, które kochał. Dopiero jednak w chwili śmierci okazało się, że ten człowiek kochał szczerze o wiele więcej osób, niż by się to mogło wydawać, a jego współczująca miłość i troska obejmowała także zwierzęta. Kiedy ruszyła lawina szczerych wyznań i świadectw o jego życiu i działalności, ja także poczułem w sobie jakąś stratę. Był to jednym słowem dobry Człowiek, pisany przez wielkie „C”, ktoś, kto pokazał co w życiu jest najważniejsze! 

Zwyczajność i prostolinijność słów i gestów Łukasza Litewki odsłaniały jego serce, a także szlachetność rodziny, która uformowała go na takiego człowieka. Nawet jego uśmiech pokazywał dobro. Filmik z 8-letnią Zosią zmagającą się z nowotworem złośliwym, która pyta Łukasza: „A dlaczego wybrał pan właśnie mnie?” Na co on po chwili namysłu, odpowiedział: „Bo jest pani takim światełkiem w tunelu”, wywołał moje serdeczne wzruszenie. Na pogrzeb do Sosnowca przyjechali aż z Malborka rodzice Zosi. Jej mama powiedziała: „Nie mogło nas tutaj zabraknąć, gdyż niecałe dwa miesiące temu dzięki panu Łukaszowi domknęła się zbiórka na naszą córeczkę Zosię”. Dzięki tej zbiórce dziewczynka będzie mogła podjąć trudną i kosztowną terapię w Teksasie, USA. Miejmy nadzieję, że odzyska zdrowie! Bardzo trafną opinię o działaniu Łukasza wyraził ojciec dziewczynki: „On wiedział, jak wykorzystywać media społecznościowe. Nie tylko po to, żeby je przeglądać i scrollować, tylko po to, żeby łączyć ludzi”. Jego śmierć połączyła tysiące.

Słowa biskupa sosnowieckiego Artura Ważnego, które wypowiedział na pogrzebowym kazaniu, dotarły do wielu. Były genialne, mądre i płynące z serca: „Przyszliśmy pożegnać człowieka, który pokazał nam wszystkim, że autentyczne dobro nie potrzebuje legitymacji, wielkich haseł ani określonych barw, by czynić świat jaśniejszym. Łukasz udowodnił, że najgłośniej mówi serce, które wcale nie musi podnosić głosu, by usłyszały je tysiące (…) Pan Łukasz intuicyjnie czuł, że obecności Boga nie szuka się w pustych deklaracjach, ale w uśmiechu kogoś, komu przywrócono godność, czy w ufnym spojrzeniu ocalonego stworzenia. Światło bowiem nie prosi o pozwolenie, by rozproszyć mrok; ono po prostu zajmuje jego miejsce tam, gdzie ktoś decyduje się nie odwracać oczu od cudzego nieszczęścia. (…) Pan Łukasz z pasją adwokata stawał w obronie spraw beznadziejnych i zapomnianych. Jego dewiza: ‘Każdy zasługuje na drugą szansę’, to najprostsza parafraza Ewangelii przełożona na język naszych trudnych czasów”. Te słowa nie wymagają komentarza. Dla mnie stały się zaproszeniem do głębokiej refleksji nad moim życiem i działaniem, nad byciem w Kościele i świecie oraz czy przypadkiem nie ulegam pokusom wypowiadania ocen pod adresem innych, z takiego czy innego względu.

To pierwsza historia. Drugą jest ta, która wydarzyła się niemal równocześnie ze śmiercią i pogrzebem Łukasza. Myślę tu o akcji dwóch internetowych influencerów: Łatwoganga (Piotr Hancke) i Bedoesa (Borys Przybylski). Przez dziewięć dni trwał maraton spotkań, golenia głów w solidarności z chorymi na raka, spontanicznych występów na żywo, zakopywania toporów wojennych, odgrywania scen. Finałem akcji był niedzielny wieczór, kiedy o godzinie 21:37 (nieprzypadkowo wybranej przez pomysłodawców) Bedoes przyznał się do swojej wiary i wspólnie z Łatwogangiem zakończyli stream, zbierając gigantyczną kwotę pieniędzy na walkę z rakiem i pobijając w ten sposób rekord Guinnessa. Nie o rekord im jednak chodziło. Są kolejnymi gigantami, którzy pokazali, jak można działać w mediach społecznościowych i wyciągać wielkie dobro z ludzkich serc! Borys Przybylski na zakończenie oświadczył: „Jedna rzecz, która łączy nasz kraj, to godzina 21:37. Niektórzy z niej żartują, a dla mnie to jest bardzo ważna godzina. Bo jestem wierzący. To jest godzina, w której umarł papież. Pamiętam, jak jechałem z mamą zapalić znicz na ulicy Jana Pawła II w Bydgoszczy. Słuchajcie, o 21:37 kończymy stream. Jeśli dla kogoś to jest powód do żartów – żartujcie, jeśli dla kogoś to jest powód do dumy – bądźcie dumni. 21:37 to jest koniec streama. Polska górą!”. Jako cel postawili sobie zebrać 500 tysięcy złotych. Ostatecznie zebrali ponad 282 miliony!

Czy można! Można! Trzeba tylko chcieć i przestać się bać. Trzeba wyjść z zamknięcia i stawiać na dobro, także to ciche i niewidoczne! Ci młodzi Polacy pokazują nam, że warto!

ks. Łukasz Kleczka SDS

Salwatorianin, ksiądz od 1999 roku. Ukończył studia w Bagnie koło Wrocławia, Krakowie i Rzymie. Pracował jako kierownik duchowy i rekolekcjonista w Centrum Formacji Duchowej w Krakowie, duszpasterz i katecheta. W latach 2011-2018 przełożony i kustosz Sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej w Merrillville w stanie Indiana. Był przełożonym wspólnoty zakonnej salwatorianów w Veronie, New Jersey.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama