Dla kibiców „Strażaków” z Chicago, a w szczególności dla setek tysięcy Polaków mieszkających w tym mieście, zakontraktowanie „Lewego” to absolutne święto. Z kolei dla samego zawodnika to wejście w zupełnie nowy, ekscytujący etap życia i kariery po latach dominacji na europejskich boiskach.
Dlaczego właśnie Chicago Fire?
Transfer Roberta Lewandowskiego do Stanów Zjednoczonych wywołał falę spekulacji. Wiele osób zastanawiało się, dlaczego po tak udanej karierze w barwach m.in. Bayernu Monachium i Barcelony, Polak zdecydował się opuścić Stary Kontynent. Podczas konferencji prasowej Robert rozwiał wszelkie wątpliwości.
„Po tym, jak zdecydowałem, że moja przygoda z Barceloną dobiegła końca, nie chciałem już zostać w Europie. Nie wyobrażałem sobie gry w żadnym innym europejskim klubie po Barcelonie” – tłumaczył szczerze napastnik.
Wyjściem ze sportowej i życiowej strefy komfortu był zatem transfer na inny kontynent. Co jednak przeważyło szalę akurat na korzyść Chicago Fire? Okazuje się, że kluczem do sukcesu negocjacyjnego Amerykanów nie były wyłącznie warunki finansowe, lecz przede wszystkim ogromne zaangażowanie oraz profesjonalizm osób zarządzających klubem.
Lewandowski wyznał, że był pod ogromnym wrażeniem tego, jak bardzo klub o niego zabiegał. Wszystko zaczęło się od osobistej wizyty trenera Chicago Fire, Gregga Berhaltera, który spotkał się z Robertem w Barcelonie. Przedstawiony tam plan na rozwój drużyny, nowo powstający stadion, nowoczesny ośrodek treningowy oraz spójna wizja taktyczna zrobiły na polskim napastniku wielkie wrażenie.
Dodatkowo przed podjęciem ostatecznego kroku Robert zasięgał języka u dawnych kolegów z boiska. Rozmawiał m.in. z Bastianem Schweinsteigerem (który w przeszłości również reprezentował barwy Fire) oraz Thomasem Müllerem (grali razem w Bayernie, Müller jest teraz piłkarzem Vancouver). Obaj zgodnie zachwalali nie tylko dynamicznie rozwijającą się ligę MLS, lecz przede wszystkim Chicago jako fantastyczne, tętniące życiem miasto, idealne do życia dla rodziny i dzieci. Choć Lewandowski z uśmiechem przyznał, że po słonecznej Katalonii tutejsza zima może być wyzwaniem, jako chłopak z Polski doskonale wie, czym jest chłód i z pewnością szybko się zaadaptuje.
„Soccer”? Dla nas to zawsze będzie „futbol”!
W trakcie konferencji prasowej nie zabrakło również akcentów humorystycznych, które rozbawiły zgromadzonych dziennikarzy. Gdy jeden z lokalnych reporterów zapytał Roberta o to, jak zamierza odnaleźć się w taktyce trenera opartej na intensywnym pressingu i dominacji, Lewandowski odpowiedział z pełnym profesjonalizmem, lecz wtrącił zabawną dygresję dotyczącą nazwy dyscypliny w Stanach Zjednoczonych.
„Przede wszystkim muszę nauczyć się tej gry… Chociaż właściwie nie wiem, dlaczego wy nazywacie to soccerem. Dla nas to po prostu jest futbol!” – zażartował.
Szybko jednak dodał, że niezależnie od nazwy, podstawowe zasady gry pozostają takie same. Przez lata swojej bogatej kariery współpracował z wieloma wybitnymi trenerami i potrafił błyskawicznie adaptować się do skrajnie różnych systemów taktycznych. Filozofia gry preferowana przez Berhaltera nie jest dla niego zaskoczeniem i Polak jest gotowy na ciężką pracę, by wdrożyć założenia szkoleniowca na boisku.
Oczekiwania
Trener Chicago Fire Gregg Berhalter nie krył dumy z faktu, że udało mu się sprowadzić gracza tej klasy. Podkreślał, że statystyki Lewandowskiego – ponad 700 goli na koncie, trzecie miejsce w historii strzelców Ligi Mistrzów za Cristiano Ronaldo i Lionelem Messim – mówią same za siebie. Czego jednak sztab szkoleniowy oczekuje od Polaka na co dzień?
Szkoleniowiec Chicago Fire widzi w Robercie nie tylko maszynkę do zdobywania bramek, ale przede wszystkim lidera, który odmieni kulturę całego klubu. „Obecność gracza, który przez półtora dekady rywalizował na absolutnie najwyższym światowym poziomie, to bezcenny kapitał. Chcemy, aby jego profesjonalizm, etyka pracy i mentalność zwycięzcy wpłynęły na młodych graczy w szatni oraz młodzież z naszej akademii” – podkreślił trener Fire.
Pod kątem czysto taktycznym Berhalter ma niezwykle ciekawy plan. Chicago Fire od dłuższego czasu pracowało nad systemem gry z dwoma napastnikami. Trener wierzy, że Robert stworzy zabójczy i komplementarny duet w ataku z Hugo Cuypersem. Obaj napastnicy dysponują świetną jakością techniczną, potrafią odnaleźć się w gęstym tłoku w polu karnym i potrzebują ułamka sekundy oraz minimalnej przestrzeni, by skierować piłkę do siatki.
Z perspektywy Roberta cel również pozostaje jasny. Przychodzi do MLS, by wygrywać trofea. Choć zdaje sobie sprawę z różnic dzielących ligę amerykańską od europejskich potentatów oraz z tego, że poziom partnerów z drużyny będzie inny niż w Barcelonie czy Monachium, jego sportowa ambicja nie zmalała ani o centymetr. Zamierza dostosować swoje oczekiwania do realiów, ale jednocześnie wyciskać z zespołu maksimum możliwości.
Budowanie relacji z polską społecznością w Chicago
Chicago to jedno z największych skupisk Polonii na świecie. Świadomość, jak wielu Polaków mieszka w tym rejonie, była dla Lewandowskiego niezwykle istotnym elementem przy podejmowaniu decyzji. Robert liczy na to, że jego obecność przyciągnie na trybuny Soldier Field rzesze polskich kibiców, którzy będą wspierać nie tylko jego, ale całą drużynę Fire.
Podczas konferencji wielokrotnie podkreślano, że transfer ten ma ogromny wymiar społeczny i marketingowy. Klub chce zbudować trwały pomost łączący Chicago z Polską
Lewandowski już pierwszego dnia po przylocie doświadczył niesamowicie ciepłego i serdecznego przywitania od ludzi na ulicach Chicago, co – jak sam przyznał – dało mu mnóstwo spokoju, radości i ułatwiło pierwsze chwile akomodacji w nowym otoczeniu.
Niewystarczające powitanie i prezentacja?
Choć przeprowadzka Roberta Lewandowskiego do Chicago Fire bez wątpienia zapisze się złotymi zgłoskami w historii klubu, jego początki w Wietrznym Mieście nie obyły się bez sporych kontrowersji. Polskie media, przyzwyczajone do spektakularnych prezentacji największych gwiazd na europejskich stadionach wypełnionych po brzegi kibicami, nie szczędziły krytyki organizatorom. W komentarzach ekspertów i dziennikarzy nad Wisłą dominowało jedno odczucie: rozczarowanie oraz spory niedosyt. Organizacja wydarzenia przez Amerykanów została wprost nazwana „całkowicie położoną akcją”.
Puste lotnisko i brak spotkania z kibicami
Pierwsze zgrzyty pojawiły się już w momencie samego lądowania polskiego napastnika w Chicago. Spodziewano się, że w mieście z tak olbrzymią polonijną diasporą, przylot kapitana reprezentacji Polski wywoła absolutne szaleństwo i na lotnisku zgromadzą się setki, jeśli nie tysiące fanów.
Rzeczywistość okazała się jednak zaskakująco skromna. Na lotnisku na Lewandowskiego czekała zaledwie… kilkunastoosobowa grupa kibiców oraz dziennikarze. Co gorsza, fani, którzy zdecydowali się poświęcić czas i czekać na swojego idola, ostatecznie przeżyli ogromne rozczarowanie. Po ponad godzinie oczekiwania okazało się, że Robert Lewandowski opuścił lotnisko innym wyjściem i w ogóle nie spotkał się z osobami czekającymi go w hali przylotów.

„Wpadka z koszulkami” i skromna konferencja
To jednak nie był koniec organizacyjnych potknięć, które wywołały burzę w polskich mediach sportowych. Ogromną falę krytyki wywołało nieprzygotowanie klubowego sklepu. Choć transfer ogłoszono ze znacznym wyprzedzeniem, ze względu na czas potrzebny na wyrobienie wizy dla zawodnika, klub w żaden sposób nie wykorzystał tego okresu na zaplanowanie strategii marketingowej.
W oficjalnym sklepie Chicago Fire pojawiło się zaledwie sto sztuk meczowych koszulek z kultowym numerem „9” i nazwiskiem Lewandowskiego. Oczywiście rozeszły się one w niespełna godzinę, pozostawiając rzesze chętnych kibiców z kwitkiem. Na dodatek, awaria systemu internetowego całkowicie zablokowała sprzedaż online, co w dobie nowoczesnego marketingu sportowego uznano za gigantyczną kompromitację.
Sama oficjalna prezentacja również spotkała się z chłodnym przyjęciem w Polsce. Zamiast dedykowanego wyłącznie Robertowi wydarzenia na Soldier Field, klub połączył jego powitanie ze standardową, przedmeczową konferencją prasową przed starciem z Vancouver. Dodatkowo odbywała się ona tuż przed pierwszym półfinałem piłkarskiego Mundialu.
„Mogliśmy zrobić to lepiej” – przyznał otwarcie w rozmowie z mediami trener Gregg Berhalter. Szkoleniowiec wprost uderzył się w pierś, przyznając, że klub pod pewnymi względami dał się zaskoczyć skali „efektu Lewandowskiego”.

Co dalej z grą w reprezentacji Polski?
Przeprowadzka do Stanów Zjednoczonych to olbrzymie logistyczne wyzwanie w kontekście dalszych występów w barwach narodowych. Loty transatlantyckie, zmiana stref czasowych i napięty kalendarz MLS mogą znacząco utrudnić regularne przyjazdy na zgrupowania kadry. Zapytany wprost przez polskich dziennikarzy o swoją przyszłość w reprezentacji, Robert Lewandowski poprosił o cierpliwość.
Napastnik nie podjął jeszcze żadnej wiążącej decyzji. Podkreślił, że obecnie skupia się na aklimatyzacji w Chicago Fire, załatwieniu spraw prywatnych, znalezieniu domu dla rodziny oraz wkomponowaniu się w zespół.
– Muszę tutaj trochę pożyć, pograć i zobaczyć, jak będę się czuł w tym nowym środowisku. Po kilku tygodniach na pewno będę miał w głowie więcej odpowiedzi na te pytania. Dopiero wtedy przyjdzie czas na analizę tego, co jest najlepsze dla mnie oraz dla samej reprezentacji Polski – podsumował Robert Lewandowski.

