Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama POLONEZ
czwartek, 16 lipca 2026 19:14
Spotkanie z Grzegorzem Dziedzicem w Art Gallery Kafe

Świat pęknięty i bezlitosny w … Des Plaines

Grzegorz Dziedzic nie kocha happy endów. Zdążyli się już o tym przekonać czytelnicy trylogi chicagowskiej („Żadnych bogów, żadnych panów”, „Gangway” i „Blady świt”), a teraz przekonują się ci, którzy sięgnęli po najnowszą powieść tego autora zatytułowaną „Ostatni koniec świata”. O to, jak to jest z tym happy endem, jak się pisze książki, dlaczego nie poznamy zawartości listu jednej z bohaterek tej ostatniej pozycji i dlaczego jej akcja rozgrywa się w przeciętnym i bezbarwnym Des Plaines pod Chicago oraz o wiele więcej można było osobiście zapytać autora podczas spotkania w Art Gallery Kafe w niedzielę, 12 lipca, w podchicagowskim Wood Dale.
Świat pęknięty i bezlitosny w … Des Plaines
Grzegorz Dziedzic

Autor: Peter Serocki

Radek Rudy Kowalski, bohater „Ostatniego końca świata”, to taki typowo nietypowy przedstawiciel chicagowskiej Polonii. Do Stanów trafił jako nastolatek. Teraz, już będąc osobą dorosłą, pracuje jako detektyw w policji w Des Plaines. Katolik – choć w trudnej relacji z Bogiem, Republikanin – ma kubek z logo MAGA, a także konserwatysta i niepijący alkoholik zaangażowany w ruch Anonimowych Alkoholików. Kiedy go poznajemy, to w jego życiu dzieją się niezbyt dobre rzeczy. Od jakiegoś czasu boli go głowa, a senne koszmary, które są bardzo realistyczne budzą go codziennie o godz. 1:37 w nocy. Kiedy zostaje wezwany do poprowadzenia sprawy rozszerzonego samobójstwa – polska emigrantka zabiła brutalnie siebie i swojego syna, to nagle jego świat wywraca się do góry nogami. Dodatkowo w tle pojawia się sekta z Wisconsin – Unus Mundus, nieuleczalna choroba i problemy rodzinne: była żona, córka lesbijka… Główny bohater eksperymentuje także z wieloma psychodelikami i trzeba przyznać, że opisy jego doznań wyszły autorowi całkiem zgrabnie i nie trącą dłużyzną. Jest też wątek psychoterapii. Bo jak mówi sam Grzegorz Dziedzic: – Nie pamiętam, kto to powiedział, ale pisarze powinni pisać o rzeczach, na których się znają. Wtedy najlepiej im to wychodzi. I ja uważam, że to jest prawda. To nadaje historii jakieś wiarygodności.

Książka wciąga od pierwszej strony. Historia rozwija się tak niespodziewanie, że czytelnik nie może się doczekać zakończenia – i piszę to z własnego doświadczenia! Zakończenie rzeczywiście nie jest szczęśliwe w tej pozycji – nie ma happy endu, ale według mnie jest idealnie w stosunku do całej historii, którą śledzimy na kartach książki. I za to trzeba podziękować nie tylko autorowi, ale także jego żonie Magdzie Marczewskiej i Pawłowi Sajewiczowi – redaktorowi naczelnemu Wydawnictwa Agora, ponieważ to oni namówili Grzegorza na zmianę. 

Sam autor postawił sobie w tej książe niezłe wyzwanie. Z głównym bohaterem powieści łączy go przeszłość nałogu alkoholowego, ale poza tym Rudy Kowalski jest jego przeciwieństwem. – To jest bardzo ważne, żeby czytelnik mógł się identyfikować z bohaterem. Więc dałem mu dużo cech stereotypowych, choć pisanie o stereotypach zawsze ma dwa końce. Postanowiłem zrobić taki eksperyment. Człowiek jest skomplikowaną istotą i my mamy w sobie sprzeczności. Ja chociaż przez wielu jestem kojarzony z drugim biegunem politycznym, to też mam w sobie trochę takiego Radka na wielu poziomach – mówi autor.

Bohaterką tej powieści jest też liczba 137, a dokładnie godzina 1:37 rano. W książce jest nawiązanie do godziny śmierci papieża Jana Pawła II (21:37), ale jak mówi sam autor, akurat to porównanie mu umknęło i gdzieś dopiero w połowie pisania książki zdał sobie z tego sprawę.

– Sam pomysł książki wziął się stąd, że pewnego razu mój przyjaciel polecił mi książkę bardzo dziwną, niszową o numerze 137 w korespondencji pomiędzy Carlem Gustavem Jungiem, a fizykiem kwantowym Wolfgangiem Pauli. Oni wymienili między sobą całe mnóstwo listów na temat liczby 137. W fizyce kwantowej to jest jedna z najważniejszych stałych struktury świata. Jest obecna w mistyce, w kabale i w tradycjach ezoterycznych. Liczba, która mówi o ciągłości świata – wyjaśniał podczas spotkania Grzegorz Dziedzic.

– No trudno, żeby twój bohater się budził o 21:37. Chyba, żebyś go zrobił strażakiem pracującym na inną zmianę – dodał trochę przekornie prowadzący spotkanie Daniel Bociąga z Radia WPNA 103.1 FM. 

Akcja książki dzieje się współcześnie, więc jak przyznaje sam autor – research nie był tutaj tak drobiazgowy i czasochłonny jak w przypadku trylogii. – Świat przedstawiony w niej, to jest ten, który znam. Tutaj wszystko wiadomo. Musiałem czasem sprawdzić, jak pisałem o sprawach, które są mi nie do końca znane. Musiałem zrobić trochę researchu, jeśli chodzi o chorobę, z którą się boryka główny bohater, żeby nie pisać bzdur.

Miejsce akcji – miasto Des Plaines i jego wybór nie są przypadkowe. Zapytany o to dlaczego akurat tam, autor odpowiedział, że to miasto miało być tłem, a nie głównym bohaterem. I właśnie Des Plaines się do tego świetnie nadało. – Jeżeli ktoś nigdy nie był w Des Plaines, to jest to jego problem – zażartował. 

A co z czytelnikami w Polsce, którzy nigdy w Des Plaines nie byli ani nawet w Stanach i być może nigdy w te miejsca nie trafią? Grzegorz Dziedzic jest o nich spokojny. Starał się opisać wszystko na tyle plastycznie i uniwersalnie, że wizyta w Des Plaines nie będzie konieczna.

– Moim zadaniem jest dać nam Polakom z Chicago – Polakom ze Stanów – bohaterów. Skoro ja jestem tutejszy. Bo ja nie jestem polskim pisarzem. Jestem pisarzem tutejszym, można powiedzieć polonijnym, chociaż nie lubię tego słowa. Ale niech będzie – polonijnym pisarzem. Moim zadaniem jest dać czytelnikowi, który jest najbliższy memu sercu, czyli wam moi drodzy, bohatera, z którym będziecie się mogli utożsamić – podsumował autor.

I uprzedzając pytania publiczności w AGK, już zapowiedział, że ma pomysł na następną książkę. „Ostatni koniec świata” jest zamknięty i kontynuacji nie będzie. A nowy pomysł dojrzewał w autorze od kilku lat i będzie to oczywiście kryminał, też z gatunku Noir, który opisuje świat pęknięty i bezlitosny – jak określa to Grzegorz Dziedzic. I zapowiada, że w nowej powieści będzie jeszcze bardziej mroczno, ostro i bardziej dziwnie: – Stawiam sobie poprzeczkę jeszcze wyżej!

Ewa Malcher
[email protected]

Zdjęcia: Peter Serocki
[email protected]

 



Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama