Kończy się piłkarski Mundial. Trochę szkoda, był moim zdaniem dynamiczny i ciekawy, nawet jeśli bez drużyny reprezentacji Polski. Kiedy to tylko było możliwe kibicowałem zespołom zmagającym się na stadionach w USA, Kanadzie i Meksyku. Bardzo się cieszę, że w tegorocznym finale Hiszpania powalczy o mistrzostwo świata. Z kim? O tym się dowiemy już dzisiaj (15 lipca, przyp. red.), choć mam cichego faworyta na ten mecz. Dobrze mi się kibicuje Hiszpanii. Mają dobrą grę, świetne i celne podania, konsekwentnie dążą do celu. Ogólnie rzecz biorąc, to kawał dobrego sportu. Wielu moich znajomych nie ukrywa zaskoczenia, że jestem sportowym kibicem. Tak jest, choć sam sportowcem nie jestem, to jednak sport lubię. Cenię sobie czystą grę. Smuci mnie, kiedy staje się ona jedynie biznesem i rządzą nią maklerzy i pieniądze. Przyglądając się sportowcom, zwłaszcza młodym, widzę w nich wiele energii i dobrych, szczerych chęci. Nie lubię zadufanych gwiazdorów i gwiazdeczek, nawet jeśli są określani jako „dobrzy”. To nie mój styl.
Każda drużyna ma swoich mistrzów, ma trenera. Dziś przeczytałem szczere wyznanie selekcjonera reprezentacji Hiszpanii, Luisa de la Fuente: „Codziennie dziękuje Bogu za życie i za każdy nowy dzień. Nie traktuje modlitwy jako sposobu na wyproszenie sportowego sukcesu. Dziękuję każdego dnia, każdego dnia budzę się w dobrym nastroju. Patrzę na siebie i mówię: kolejny dzień, w którym mogę cieszyć się życiem. Dziękuję za te małe rzeczy. Modlę się, bo modlę się każdego dnia, a nie po to, żeby Bóg mi bardziej pomógł”. I dodał, że modli się „nie dlatego, że gram na Mistrzostwach Świata lub dlatego, że zależy mi na dobrym wyniku”. Dla mnie, katolika, to naprawdę piękne wyznanie człowieka, który nie wstydzi się przyznać, że jego siłą napędową jest wiara w Boga. To nie jedyne wyznanie trenerów i samych sportowców. Nawet, jeśli nie wszyscy są chrześcijanami, to prawdziwe i otwarte przyznawanie się do wiary, według mnie, pokazuje ich klasę.
Inną sprawą jest to, kiedy gracze mają świadomość tego, że tworzą zespół i osiągają cel będąc zespołem. Papież Leon XIV, znany z zamiłowania do sportu, zwłaszcza do tenisa, a przed laty grający jako obrońca w futbolu amerykańskim, powiedział przed tegorocznymi Mistrzostwami Świata, że z uprawiania piłki nożnej można wyciągnąć życiowe nauki: „Otóż piłka nożna pomaga nam pamiętać o czymś bardzo ważnym: że życie nie jest wyścigiem przeżywanym w samotności, ale grą zespołową i trzeba nauczyć się biec razem”. Powiedział też, że ktoś może być gwiazdą, ale jeśli nigdy nie podaje piłki, nie pozwala innym wejść do gry, to prawdopodobnie przegra. Bo w życiu, jak w piłce, nie chodzi o to, by błyszczeć w pojedynkę, lecz uczyć się przemierzać drogę razem. „Kto nie potrafi podać piłki, choćby był utalentowany, jeszcze nie zrozumiał gry. A kto nie potrafi żyć z innymi i dla innych, ten jeszcze nie zrozumiał życia”.
Wiara, wspólnota to rzeczywistości bardzo piękne i budujące w podzielonym i walczącym świecie. Dobrze, że także wydarzenia sportowe takiej klasy jak piłkarskie mistrzostwa mogą o tym przypominać. Jestem przekonany, że dla wielu ludzi, sport jest bardzo przekonującą drogą do ich odkrycia i przyjęcia. Widzę, jak w Polsce popularne są dziś wspólne przejażdżki rowerem. Coraz więcej pociągów jest przystosowanych do przewozu większej ilości rowerów. To także buduje wspólnotę. Czasami przypadkowo spotkani ludzie na trasie, mogą stać się dobrymi przyjaciółmi. Widzę, jak lubią spędzać czas razem, planując kolejne weekendowe wyjazdy lub te dłuższe, wakacyjne. Łączy ich cel.
Całkiem podobne są piesze pielgrzymki do Santiago de Compostela, czyli popularne „cammino”. Tam także ludzie spotykający się ze sobą, poznają się, a pochodzą z różnych stron świata, nawiązują ciekawe i piękne relacje. Tak także łączy ich cel oraz droga do osiągnięcia go, a w tle jest wiara w Boga.
Jest wiele okazji, żeby budować wspólnotę, relacje, nawet jeśli dzieje się to w trakcie rozgrywek, gdzie zwyciężają w tym momencie najlepsi. To przecież nie znaczy, że przegrani idą zupełnie na bok. Tym razem nie wyszło im tak, jak chcieli, następnym razem znów wszyscy będą mieli nowe szanse. Chodzi o to, aby nie rezygnować i nie poddawać się, a wchodząc do gry, nie wstydzić się i nie uciekać od wartości, z których się wyrasta i którymi się żyje.
Kończący się Mundial 2026 pokazał, że dla wielu sportowców różnych generacji, wiara pozostaje ważnym elementem życia, a największa scena światowego futbolu może być również miejscem publicznego świadectwa o Jezusie Chrystusie i wspólnocie, która chce być razem.


