Polak imponował znakomitym tempem na sobotnich treningach. Szczególnie udany był drugi, na którym uzyskując najlepszy czas sesji, poprawił rekord toru.
„Od samego początku czułem się w samochodzie bardzo pewnie. Myślę, że wprowadzone zmiany w ustawieniach auta naprawdę dobrze się sprawdziły. To była jedna z moich najlepszych sesji treningowych w tym sezonie i idealny moment, by pokazać szybkość i zapewnić sobie najlepszą pozycję w grupie kwalifikacyjnej” – powiedział Kucharczyk.
Dzień później w kwalifikacjach było już nieco gorzej. Wygrał je de Tullio, pokonując Lochie Hughesa różnicą zaledwie 0,0033 sekundy. Był to czwarty najbardziej zacięty pojedynek o pole position w historii serii. Trzeci był Max Taylor, a czwarty Kucharczyk, który jako jedyny z głównych kandydatów do tytułu, zapewnił sobie miejsce w czołówce. Prowadzący w klasyfikacji generalnej Nikita Johnson był w kwalifikacjach dziewiąty, a wicelider Enzo Fittipaldi zajął 12. pozycję.
De Tullio na liczącym 1,9 mili i składającym się z 12 zakrętów torze drogowym prowadził przez wszystkie 35 okrążeń. Świetnie ruszył po zapaleniu zielonego światła, budując niewielką przewagę nad duetem zespołu Andretti Global – Hughes i Taylor. Na dziesięć okrążeń przed metą jego przewaga wzrosła do prawie trzech sekund. Chwilę później; z łatwością zdublował Nicholasa Statiego i niezagrożony dojechał do mety, wyprzedzając ostatecznie Hughesa o 2,1 sekundy. Trzecie miejsce zajął Max Taylor, a czwarty był Kucharczyk, który stracił do zwyciężcy niewiele ponad cztery sekundy.
„Było ciężko, bo Hughes jest bardzo doświadczonym kierowcą, który wie, jak się ścigać. Dlatego trudno było utrzymać go za sobą w pierwszym zakręcie. Musieliśmy pojechać ostro, łokieć w łokieć, ale na szczęście obyło się bez kolizji. Na finiszu próbowałem jeszcze uzyskać najlepszy czas okrążenia, ale zabrakło mi do tego naprawdę niewiele. Mimo to był to udany wyścig. Samochód sprawował się świetnie. Jestem szczęśliwy i ogromnie wdzięczny całemu zespołowi” – powiedział po zakończonym wyścigu pochodzący z Miami Argentyńczyk.
Zwycięstwo to przyniosło mu ogromną ulgę. Choć w kwalifikacjach prezentował on imponujące tempo, zdobywając w tym sezonie osiem pole position (o jedno mniej od rekordu serii), przed niedzielnym wyścigiem miał na koncie tylko jedną wygraną w Alabamie. Jako pierwszy minął linię mety także w czerwcu na torze Road America w Wisconsin, jednak został zdyskwalifikowany za naruszenie przepisów.
Na trzy wyścigi przed końcem sezonu rywalizacja o tytuł mistrzowski oraz pakiet wsparcia kariery w NTT INDYCAR SERIES, stanowiący nagrodę dla zwycięzcy, bardzo się zaostrzyła. Enzo Fittipaldi, zajmując siódme miejsce, objął prowadzenie w klasyfikacji generalnej z przewagą jednego punktu nad Johnsonem, który w Portland był ósmy. Tymczasem Kucharczyk jeszcze bardziej zbliżył się do czołowej dwójki, zaliczając swój jedenasty finisz w pierwszej piątce w czternastu startach tego sezonu; utrzymał trzecią lokatę, tracąc zaledwie 18 punktów do lidera Fittipaldiego i 17 do Johnsona.
„Po trudnej poprzedniej rundzie w Nashville, wróciłem w Portland do czołówki. Dobre treningi i solidne kwalifikacje pozwoliły mi odrobić w klasyfikacji generalnej punkty do Johnsona i Fittipaldiego. Sam wyścig był bez większej historii, głównie dlatego, że na tym torze nie dało się wyprzedzać. Miałem trochę szczęścia na pierwszym zakręcie, gdzie był kontakt, przez który mogłem stracić skrzydło. Mimo drobnych uszkodzeń, bolid miał dobre tempo na każdym okrążeniu. Teraz mam chwilę przerwy przed ostatnimi rundami w sezonie. Następna odbędzie się na torze Milwaukee Mile w niedzielę 30 sierpnia. Będzie to ostatnia runda sezonu rozgrywana na owalnym obiekcie. Mam nadzieję, że wnioski po ostatnich zmaganiach na owalu w Nashville i testach sprawią, że będę tam konkurencyjny. Sezon zakończy się dwoma wyścigami w dniach 5–6 września na torze WeatherTech Raceway Laguna Seca w Monterey w Kalifornii. Jedno jest pewne, przed nami emocjonująca końcówka rywalizacji” – podsumował rundę Tymek Kucharczyk.
Polak w Portland nie tylko rywalizował na torze, ale wykorzystując swoją nieustannie rosnącą rozpoznawalność, promował na swoim bolidzie polską kulturę i historię, przybliżając w ramach projektu “Wielcy Polacy” postać Ignacego Jana Paderewskiego. Światowej sławy pianista, kompozytor i mąż stanu wykorzystał swoją popularność w USA do walki o niepodległość Polski. Jego działalność pomogła przekonać prezydenta Woodrowa Wilsona do wpisania utworzenia niepodległego państwa polskiego jako 13. punktu programu pokojowego przedstawionego w 1918 roku.
Dariusz Cisowski
[email protected]

