Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama POLONEZ
czwartek, 20 sierpnia 2026 17:33
Reklama KD Market

Wojna z imigracją, problem z gospodarką

Donald Trump obiecywał przede wszystkim powstrzymanie nielegalnej imigracji. W drugim roku jego drugiej kadencji coraz wyraźniej widać jednak, że administracja poszła dalej. Zaostrzenie dotyczy również kilku segmentów legalnej imigracji – uchodźców, łączenia rodzin, zagranicznych studentów i wysoko wykwalifikowanych pracowników sprowadzanych przez amerykańskie firmy.
Wojna z imigracją, problem z gospodarką

Autor: Adobe Stock

Właśnie w tym miejscu polityka imigracyjna zaczyna zderzać się z jednym z najbardziej elementarnych mechanizmów ekonomicznych: gospodarka rośnie dzięki większej liczbie pracujących i wzrostowi ich produktywności.

Można oczywiście dyskutować, ilu imigrantów Ameryka potrzebuje, jak chronić własnych pracowników i jak eliminować nadużycia systemu wizowego. Znacznie trudniej jednak dowodzić, że gwałtowne ograniczenie podaży pracy pozostanie bez wpływu na wzrost gospodarczy. Tym bardziej że Stany Zjednoczone starzeją się, a w wielu sektorach gospodarki, w których innowacyjność odgrywa kluczową rolę, cudzoziemcy nie stanowią wyłącznie uzupełnienia rynku pracy, ale są jego istotną częścią.

Mniej ludzi, mniejsza gospodarka

Najmocniejszego argumentu dostarcza tu Congressional Budget Office (CBO), czyli niezależne biuro analityczne Kongresu. W lutowej prognozie gospodarczej CBO stwierdziło, że obniżenie przewidywanej imigracji – przede wszystkim w wyniku działań administracyjnych podjętych od 2025 roku – sprawia, iż liczebność amerykańskiej siły roboczej będzie w latach 2026–2031 mniejsza, niż zakładano jeszcze rok wcześniej. Skutkiem ma być niższy potencjalny poziom produkcji oraz wolniejszy długookresowy wzrost PKB.

To podstawowa ekonomiczna arytmetyka. CBO ocenia, że wzrost liczby osób w wieku produkcyjnym wyniesie w latach 2026–2036 średnio zaledwie 0,4 proc. rocznie, wobec około 0,7 proc. w latach 2008–2025. Jednymi z głównych przyczyn są starzenie się społeczeństwa oraz spadek imigracji.

Mniejsza liczba imigrantów może w niektórych branżach chwilowo zwiększyć presję płacową, co jest argumentem podnoszonym przez zwolenników restrykcji. CBO zwraca jednak uwagę, że z czasem zmniejszą się również konsumpcja, inwestycje i popyt. Firmy, które mają mniej klientów i większy problem ze znalezieniem pracowników, ograniczą ekspansję. Nie istnieje więc stała pula miejsc pracy, którą wystarczy odebrać cudzoziemcom i rozdzielić między Amerykanów.

Forbes: ograniczenia obejmują już legalną imigrację

Na tę zmianę charakteru polityki zwrócił 17 sierpnia uwagę Stuart Anderson na łamach magazynu „Forbes”. Jego zdaniem działania administracji obejmują dziś praktycznie wszystkie główne kanały legalnej imigracji – od rodzin obywateli USA po pracowników i studentów. Anderson powołuje się na styczniowy raport National Foundation for American Policy, według którego przy utrzymaniu obecnego kierunku polityki liczba osób uzyskujących legalny pobyt może być podczas czteroletniej kadencji Trumpa o 1,5–2,4 mln mniejsza, czyli o 33–50 proc. w stosunku do poziomu przyjętego przez autorów jako punkt odniesienia.

Trzeba podkreślić, że jest to prognoza National Foundation for American Policy (NFAP), a nie oficjalne wyliczenie administracji ani CBO. NFAP to działająca od 2003 roku w Arlington w Wirginii niezależna, organizacja badawcza non-profit i formalnie bezpartyjna (non-partisan), zajmująca się przede wszystkim polityką imigracyjną, handlem międzynarodowym oraz wpływem globalizacji na amerykańską gospodarkę. Organizacja regularnie publikuje raporty dotyczące m.in. wysoko wykwalifikowanych imigrantów, rynku pracy, przedsiębiorczości oraz ekonomicznych skutków zmian prawa imigracyjnego. Jej dyrektorem wykonawczym jest Stuart Anderson, były urzędnik Immigration and Naturalization Service (poprzednik USCIS) odpowiedzialny za politykę i planowanie, a obecnie także stały współpracownik „Forbesa” zajmujący się imigracją i gospodarką.

Dlatego szacunki NFAP warto traktować jako analizę think tanku specjalizującego się w ekonomicznych aspektach imigracji, a nie jako oficjalną prognozę rządową. Opierają się one ponadto na określonych założeniach dotyczących dalszego utrzymywania i egzekwowania obecnych restrykcji. Sam kierunek zmian znajduje jednak potwierdzenie w niezależnych prognozach CBO. Biuro Kongresu obniżyło szacunek imigracji netto w 2025 roku z wcześniejszych 2 mln do około 410 tys. osób, a w 2026 roku z 1,6 mln do około 570 tys. CBO wskazuje wprost, że zmiana prognoz na lata 2025–2035 wynika w dużej mierze z działań administracyjnych podjętych od 20 stycznia 2025 roku, czyli pierwszego dnia drugiej kadencji prezydenta Donalda Trumpa, a w mniejszym stopniu z przepisów imigracyjnych zawartych w ustawie budżetowej z 2025 roku.

Jeszcze dalej idzie wcześniejsza analiza NFAP dotycząca konsekwencji gospodarczych. Autorzy szacują, że polityka wobec legalnej i nielegalnej imigracji może przekładać się na  6,8 mln pracowników mniej w 2028 roku i  15,7 mln mniej w 2035 roku. W ich modelu przekładałoby się to na 1,9 bln dolarów mniej skumulowanej produkcji do 2028 roku i 12,1 bln do 2035 roku.

Tak wysokie liczby należy traktować jako scenariusz modelowy, a nie rachunek już poniesionych strat. Ważniejsze od konkretnej kwoty jest jednak to, że mechanizm wskazywany przez NFAP jest zgodny z analizą CBO: mniej pracowników oznacza mniejszy potencjał gospodarki.

Najdrożsi pracownicy Ameryki

Jeszcze bardziej interesująco wygląda sytuacja na szczycie rynku pracy. Najnowszy raport American Immigration Council, opublikowany 18 sierpnia, przypomina, że osoby urodzone poza USA stanowiły w 2023 roku 23,6 proc. amerykańskiej siły roboczej w zawodach zaliczanych do STEM – nauce, technologii, inżynierii i matematyce. Firmy takie jak Microsoft, Meta, Amazon czy Apple korzystają z zagranicznych specjalistów, aby obsadzać stanowiska wymagające rzadkich kwalifikacji.

Popyt na zagranicznych specjalistów bynajmniej nie zanika. Liczba petycji o wizy H-1B, które przyznaje się właśnie pracownikom z wyjątkowymi kwalifikacjami  wzrosła między rokiem fiskalnym 2016 a 2025 o 14,5 proc., osiągając 456 724. Jeszcze szybciej rosło zainteresowanie wizami kategorii O przeznaczonymi m.in. dla osób o wyjątkowych osiągnięciach. Jednocześnie gwałtownie zwiększały się zaległości administracyjne: liczba oczekujących petycji I-129 wzrosła od połowy 2023 do końca 2025 roku o 175,6 proc., a zaległości (backlog) dotyczące przyznawania wiz H-1B niemal się podwoiły.

To ważne, bo problemem nie jest dziś masowe odrzucanie podań o przyznanie wiz H-1B. Przeciwnie – w 2025 roku średnia stopa zatwierdzania tych petycji wynosiła 97,8 proc. Problemem są rosnące koszty proceduralne, opóźnienia i niepewność. W przypadku wiz L-1 i O sytuacja jest jeszcze bardziej skomplikowana, a czas oczekiwania na decyzję dotyczące części kategorii liczony jest w miesiącach.

Administracja twierdzi, że nie chodzi o zlikwidowanie wiz H-1B, ale o zmianę ich struktury. Od roku budżetowego 2027, który rozpocznie się już 1 października br.  (FY2027) obowiązuje system ważonego wyboru, który zwiększa szanse lepiej wynagradzanych, a według Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego (DHS) również bardziej wykwalifikowanych kandydatów. Resort argumentuje, że ograniczy to wykorzystywanie wiz do zatrudniania tańszych pracowników kosztem Amerykanów.

Problem polega na tym, że wysokość pensji nie zawsze jest dobrym miernikiem znaczenia pracownika dla przyszłych innowacji. Uniwersytet, laboratorium badawcze czy młody innowacyjny start-up nie są w stanie płacić takich wynagrodzeń co największe korporacje technologiczne.

Innowacji nie da się zadekretować

W lipcu „Forbes” opisał nowe badania ekonomistów Costasa Arkolakisa, Sun Kyoung Lee i Michaela Petersa dotyczące wpływu imigracji na innowacyjność. Wniosek jest istotny: napływ imigrantów zwiększa nie tylko liczbę pracowników, lecz także opłacalność innowacji, dostarcza specjalistycznej wiedzy i wzmacnia ośrodki, w których koncentrują się nauka i przedsiębiorczość..

Jeszcze bardziej przemawiają do wyobraźni współczesne dane przywoływane przez Andersona. Według badań NFAP imigrant był założycielem lub współzałożycielem 59 proc. amerykańskich prywatnych firm wycenianych na co najmniej miliard dolarów. W Dolinie Krzemowej  odsetek takich przedsiębiorstw jest jeszcze wyższy.

To dlatego konkurencja o talenty nie przypomina zwykłego sporu o miejsca pracy. Inżynier zajmujący się sztuczną inteligencją, biolog molekularny czy twórca start-upu nie zabiera jednego istniejącego stanowiska. Tworzy technologię i przedsiębiorstwa potencjalnie zdolne do tworzenia dziesiątek nowych miejsc pracy

Administracja kontra ekonomia 

Nie oznacza to, że każdy argument administracji Trumpa należy odrzucić. Program H-1B bywał wykorzystywany przez firmy do obniżania kosztów zatrudnienia, dlatego Departament Pracy uruchomił Project Firewall, nastawiony na kontrolę przestrzegania zasad dotyczących rynku pracy. Państwo ma też prawo dokładniej weryfikować cudzoziemców, zwalczać oszustwa wizowe i preferować specjalistów przynoszących gospodarce największą wartość.

Granica między selekcją a odstraszaniem jest jednak trudna do zdefiniowania. Dobrym przykładem była wprowadzona w 2025 roku dodatkowa opłata 100 tys. dolarów przy części nowych wniosków o przyznanie wiz H-1B. Federalny sąd uznał ją w czerwcu 2026 roku za niedopuszczalny podatek nałożony bez zgody Kongresu, a po zakończeniu sporu o wstrzymanie wykonania wyroku USCIS nie może jej obecnie pobierać.

Wygrać granicę i przegrać konkurencyjność?

Polityka imigracyjna administracji przyniosła wymierne rezultaty, których Trump oczekiwał: napływ migrantów wyraźnie się zmniejszył, a państwo odzyskało większą kontrolę nad napływem migrantów. Spór zaczyna się przy pytaniu o cenę tego sukcesu.

Dane CBO, raport American Immigration Council i analizy NFAP wskazują jednak na podstawowy mechanizm ekonomiczny: ograniczenie podaży na rynku pracy obniża potencjał wzrostu, a ograniczenie dostępu do najlepszych specjalistów może dodatkowo uderzać w produktywność i innowacyjność. Różnią się natomiast oceny skali tych skutków.

Ameryka może oczywiście zdecydować, że jest gotowa zapłacić gospodarczą cenę za większą kontrolę nad imigracją. To wybór polityczny. Znacznie mniej przekonująca jest wiara, że tej ceny nie będzie. Granicę można zamknąć rozporządzeniem, wizy można ograniczyć przepisami, a kolejki po nie wydłużyć proceduralnie. Nie można jednak administracyjnie nakazać gospodarce, aby przy mniejszej liczbie pracowników, naukowców i przedsiębiorców rozwijała się dokładnie tak samo jak wcześniej. A w globalnym wyścigu o talenty najpoważniejszym zagrożeniem dla Stanów Zjednoczonych może się okazać nie to, że przyjedzie do nich zbyt wielu zdolnych ludzi, lecz że część najlepszych wybierze Kanadę, Europę albo Azję.

Jolanta Telega
[email protected]

 

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama