„Martwię się o ciebie”
Wyobraźmy sobie Annę, matkę 24-letniej córki, która niedawno wyprowadziła się z domu. Anna dzwoni do niej codziennie. Pyta, czy wróciła z pracy, z kim spędza wieczór, czy zamknęła drzwi. Kiedy córka nie odpowiada przez kilka godzin, Anna zaczyna wyobrażać sobie najgorsze scenariusze. Wysyła kolejne wiadomości. Gdy córka planuje weekendowy wyjazd z przyjaciółmi, Anna sprawdza hotel, trasę i pogodę. Sugeruje, o której powinna wyjechać i kiedy wrócić.
„Przecież jestem jej matką. Martwię się”. Tłumaczy. Córka widzi to inaczej: „Mama nie wierzy, że potrafię sama o siebie zadbać”. Obie mają rację. Anna naprawdę kocha córkę. Pod jej nadopiekuńczym zachowaniem kryje się lęk. A kontrola daje chwilową ulgę.
Kontrolowanie często nie wynika ze złych intencji. Może być sposobem radzenia sobie z niepewnością. Kiedy nie wiemy, co zrobi bliska osoba i jaki będzie wynik jej decyzji, pojawia się napięcie. Próba przejęcia kontroli na chwilę je zmniejsza.
Jeżeli wiem, gdzie jesteś, jestem spokojniejsza. Jeżeli zrobisz tak, jak ci radzę, mniej się boję. Jeżeli odpowiesz natychmiast, nie muszę mierzyć się z niepewnością. Problem polega na tym, że osoba kontrolująca zaczyna regulować własny lęk poprzez zachowanie drugiego człowieka.
Badania od lat wskazują na związek pomiędzy nadmierną kontrolą rodzicielską a lękiem u dzieci. Metaanaliza obejmująca 23 badania wykazała istotny związek między lękiem dziecka a kontrolującymi zachowaniami rodziców. Autorzy zwracali przy tym uwagę na ważną zależność. Kontrola może zwiększać lęk, ale również lęk dziecka może prowokować rodzica do jeszcze większej kontroli. Nowsze badania pokazują podobny obraz. Duża metaanaliza obejmująca 238 badań i ponad 126 tysięcy uczestników wykazała, że wspieranie autonomii dziecka wiązało się z większym dobrostanem psychicznym, natomiast kontrola psychologiczna, z gorszym funkcjonowaniem psychicznym. Co ważne, zależności te obserwowano w różnych kulturach i etapach rozwojowych.
„Skoro cię kocham, to chcę cię ochronić”
W zdrowej relacji troska pozostawia przestrzeń. Troska mówi: „Martwię się. Daj znać, jeśli będziesz mnie potrzebować”. Kontrola mówi: „Martwię się, dlatego musisz zrobić tak, jak mówię”.
Różnica może wydawać się niewielka, ale psychologicznie jest ogromna. W pierwszym przypadku przekazujemy: „Ufam, że sobie poradzisz”. W drugim: „Nie jestem pewien, czy potrafisz funkcjonować beze mnie”.
Najnowsza metaanaliza 231 badań dotyczących młodzieży i młodych dorosłych wykazała, że tak zwane intruzywne rodzicielstwo, obejmujące kontrolę psychologiczną, nadopiekuńczość i ograniczanie autonomii, wiąże się z większym nasileniem problemów emocjonalnych i behawioralnych. Szczególnie wyraźny związek z problemami wewnętrznymi, takimi jak lęk czy depresyjność, obserwowano w przypadku kontroli psychologicznej.
Pozwolić komuś żyć po swojemu
Najtrudniejszą częścią miłości jest zaakceptowanie, że nie możemy ochronić bliskich przed każdym błędem, rozczarowaniem czy bólem. Dorosłe dziecko może wybrać partnera, którego rodzice nie polubią. Partner może inaczej wydawać pieniądze. Bliska osoba może podjąć decyzję, której sami nigdy byśmy nie podjęli.
Zdrowa troska nie oznacza obojętności. Oznacza zdolność pozostania blisko bez przejmowania kierownicy nad cudzym życiem. Warto czasem zadać sobie kilka pytań: Czy naprawdę chronię tę osobę przed niebezpieczeństwem, czy próbuję uspokoić własny lęk? Czy zostałam poproszona o radę? Co czuję, kiedy bliska osoba robi coś inaczej niż chciałabym?
Być może dojrzała miłość nie brzmi: „Zrobię wszystko, żeby nic złego ci się nie stało”.
A znacznie prościej: „Ufam ci. Jestem obok. A twoje życie należy do ciebie”.

.jpg)



