Było to wówczas osiągnięcie niemal bez precedensu. Christine nie odziedziczyła wielkiego majątku ani nie schroniła się za murami klasztoru. Została zawodową pisarką, ponieważ musiała zarobić na życie. A kiedy już zdobyła czytelników, wykorzystała swoją pozycję, by zaatakować jeden z najbardziej utrwalonych poglądów epoki: przekonanie, że kobieta z natury jest istotą słabszą, mniej rozumną, niestałą i moralnie podejrzaną.
Pióro zamiast posagu
Urodziła się w 1364 roku w Wenecji. Jej ojciec, Tommaso di Benvenuto da Pizzano, był lekarzem, astrologiem i uczonym, który trafił na dwór francuskiego króla Karola V. Christine dorastała więc w Paryżu, w otoczeniu książek, uczonych dysput i dworskiej kultury. Ojciec popierał jej zainteresowanie nauką, choć matka uważała podobno, że dziewczynce bardziej przydadzą się zajęcia właściwe przyszłej żonie.
W wieku około 15 lat Christine poślubiła Étienne’a du Castela, królewskiego sekretarza. Małżeństwo było szczęśliwe, lecz trwało zaledwie dziesięć lat. Étienne zmarł podczas epidemii, prawdopodobnie w 1389 lub 1390 roku. Christine została wdową przed trzydziestką, z dziećmi i matką na utrzymaniu.
Wtedy zaczęła się jej prawdziwa walka.
Majątek męża okazał się trudny do odzyskania, pojawili się wierzyciele, ciągnęły się procesy. W świecie, w którym interesy kobiety zwykle prowadził ojciec lub mąż, Christine musiała nauczyć się robić to sama. Mogła ponownie wyjść za mąż, ale tego nie zrobiła. Zamiast szukać kolejnego opiekuna, postanowiła sama zarabiać – piórem.
Początkowo pisała ballady i utwory dworskie. Z czasem zdobyła możnych patronów, wśród nich członków francuskiej rodziny królewskiej. Zamawiano u niej teksty, kopiowano je w bogato iluminowanych rękopisach. Christine nie była więc samotną autorką piszącą dla potomności. Funkcjonowała na prawdziwym rynku literackim i wiedziała, czego oczekują odbiorcy. Nadzorowała również przygotowywanie rękopisów swoich dzieł, dbając o ich wygląd i sposób prezentacji. W epoce, gdy książka była kosztownym przedmiotem wykonywanym ręcznie, wymagało to nie tylko talentu, lecz także świetnej znajomości dworskiego świata i umiejętności prowadzenia własnych interesów.
Z czasem jednak przestało jej wystarczać samo opowiadanie pięknych historii.
Wojna o kobiety
Na przełomie XIV i XV wieku jednym z najgłośniejszych dzieł literatury francuskiej był „Romans o Róży”. Pierwszą część poematu napisał Guillaume de Lorris, drugą – znacznie obszerniejszą – Jean de Meun. I właśnie ta część wzbudziła gniew Christine.
Kobiety przedstawiano w niej jako istoty próżne, podstępne, rozwiązłe i skłonne do manipulowania mężczyznami. Dla współczesnych nie było to szczególnie szokujące. Podobne opinie od stuleci powtarzali kaznodzieje, moraliści i autorzy satyr. Powtarzano je tak często, że zaczynały uchodzić niemal za oczywistą prawdę o świecie.
Christine zrobiła coś niezwykłego: zapytała, dlaczego właściwie należy im wierzyć. Wdała się w publiczną polemikę z obrońcami poematu. Wymieniała listy z wykształconymi mężczyznami, kwestionowała autorytet sławnego dzieła i dowodziła, że literacka tradycja krzywdzi kobiety, przedstawiając najgorsze jednostki jako reprezentantki całej płci. Nie była przy tym anonimowym głosem z marginesu. Podpisywała swoje teksty i świadomie występowała jako kobieta spierająca się z uznanymi autorytetami.
Był to słynny „spór o Romans o Róży” – jedna z pierwszych wielkich debat literackich we Francji. Szczególnie niezwykłe było to, że kobieta nie występowała w niej jako przedmiot dyskusji, lecz jako jej uczestniczka.
Christine nie twierdziła, że kobiety są doskonałe. Stawiała pytanie znacznie bardziej niewygodne: dlaczego wady mężczyzny uważa się za jego osobiste słabości, podczas gdy wady kobiety mają świadczyć o naturze wszystkich kobiet?
Literacki majstersztyk
Najpełniejszą odpowiedź dała w napisanej około 1405 roku „Księdze o Mieście Pań”.
Pomysł był znakomity. Christine opisała siebie siedzącą w pracowni i czytającą dzieła autorów przekonujących o kobiecej niższości. Pod wpływem lektury zaczyna wątpić we własną płeć. Czy tylu uczonych mężczyzn mogło się mylić?
Wtedy pojawiają się trzy alegoryczne damy: Rozum, Prawość i Sprawiedliwość. Polecają Christine zbudować miasto, w którym kobiety znajdą schronienie przed oszczerstwami.
Budulcem nie są kamienie, lecz historie. Christine przywołuje królowe, wojowniczki, święte, uczone, poetki, wynalazczynie i bohaterki starożytności. Pojawiają się: Semiramida, Dydona, Safona, Lukrecja, święta Katarzyna i wiele innych. Każda staje się kolejną cegłą, murem albo wieżą symbolicznego miasta.
To był literacki majstersztyk. Zamiast jedynie protestować przeciwko twierdzeniu, że kobiety są głupie, Christine przedstawiała kobiety mądre. Na zarzut tchórzostwa odpowiadała przykładami odwagi. Na oskarżenie o niewierność – historiami lojalności. Przeciwnicy posługiwali się stereotypem; ona odpowiadała katalogiem konkretnych postaci.
Nie była feministką w dzisiejszym znaczeniu tego słowa. Pozostawała dzieckiem średniowiecza, głęboko religijną kobietą akceptującą wiele elementów ówczesnego porządku społecznego. Ale jednocześnie wysunęła myśl niezwykle śmiałą: jeśli dziewczęta otrzymałyby taką samą możliwość nauki jak chłopcy, mogłyby dorównywać im intelektem. To podważało przekonanie, że różnice między płciami wynikają wyłącznie z natury. Christine dostrzegała znaczenie wychowania i dostępu do wiedzy.
Pod koniec życia jeszcze raz zabrała głos w sprawie niezwykłej kobiety. W 1429 roku napisała poemat ku czci Joanny d’Arc. Musiała widzieć w młodej dziewczynie prowadzącej wojska Francji niemal żywy dowód tego, o czym pisała przez dziesięciolecia.
Później jej nazwisko na długo przygasło. Jednak miasto, które zbudowała z opowieści, przetrwało. Nie miało murów ani bram, których można było strzec. Miało coś trwalszego – zapisane słowa. Christine de Pizan dokonała bowiem rzeczy, która w jej epoce wymagała wyjątkowej odwagi: nie prosiła mężczyzn, by łaskawie dobrze mówili o kobietach. Sama zabrała głos i odpowiedziała im we własnym imieniu.
Monika Pawlak

