Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
piątek, 18 września 2026 13:03

Azyl dla ludzi Hitlera

Gdy po klęsce Niemiec w II wojnie światowej na jaw wyszła skala nazistowskich zbrodni, wielu członków partyjnej elity zdawało sobie sprawę, że muszą uciekać, jeśli chcą uniknąć więzienia. Z pomocą przyjaznych rządów, a nawet przedstawicieli Kościoła katolickiego, tysiące członków SS przedostało się do Ameryki Południowej. Trafili tam ludzie odpowiedzialni za jedne z najpotworniejszych zbrodni III Rzeszy. Tylko nieliczni zostali schwytani i postawieni przed sądem.
Azyl dla ludzi Hitlera
Od lewej: Paszport Czerwonego Krzyża wystawiony na nazwisko „Ricardo Klement”, którego Adolf Eichmann użył do wjazdu do Argentyny w 1950 r.; Adolf Eichman podczas procesu, 1961 r. oraz Eichman w więzieniu

Autor: Wikipedia

Adolf Eichmann, człowiek odpowiedzialny za organizowanie transportów milionów ludzi do fabryk śmierci, trafił do Argentyny, posługując się fałszywym nazwiskiem Ricardo Klement. Nowe dokumenty uzyskał dzięki pomocy Międzynarodowego Czerwonego Krzyża. W powojennej zawierusze organizacja ta wydawała dokumenty podróży bezpaństwowcom oraz osobom, które utraciły swoje papiery podczas działań wojennych. Możliwości weryfikacji były ograniczone, dlatego wielu nazistów wykorzystało tę drogę, aby zmienić tożsamość i ukryć się przed sprawiedliwością. Pod fałszywymi nazwiskami dokumenty uzyskali w ten sposób między innymi Josef Mengele, Klaus Barbie i Erich Priebke.

 

Ricardo Klement

W chwili przybycia Eichmanna w Argentynie prężnie działało środowisko niemieckich imigrantów, wśród których nie brakowało zwolenników Hitlera. Pomagali oni ukrywającym się zbrodniarzom urządzić się w nowym kraju, znaleźć pracę i mieszkanie. Dwa lata po przyjeździe Eichmann ściągnął do siebie żonę i synów, znalazł zatrudnienie w fabryce Mercedes-Benz i wydawało się, że spokojnie spędzi tam resztę życia.

Nie przewidział tylko jednego. Sam posługiwał się fałszywym nazwiskiem, ale jego żona i synowie nadal używali prawdziwej tożsamości. Jeden z synów zaprzyjaźnił się z córką Lothara Hermanna, niemieckiego Żyda i byłego więźnia Dachau. Kiedy chłopak się przedstawił i pochwalił dziewczynie, że jego ojciec zajmował w III Rzeszy wysokie stanowisko, ta szybko nabrała podejrzeń, że Ricardo Klement może być poszukiwanym zbrodniarzem wojennym.

W 1957 roku informacja dotarła do Fritza Bauera, jednego z najbardziej konsekwentnych niemieckich śledczych tropiących zbrodniarzy nazistowskich. Nie przekazał jej niemieckim organom ścigania, ponieważ obawiał się przecieku. W instytucjach Republiki Federalnej Niemiec nadal pracowało wielu ludzi mających za sobą służbę w aparacie III Rzeszy i ktoś mógł ostrzec Eichmanna. Bauer potajemnie poinformował więc Izraelczyków.

Mosad zaczął zbierać informacje na temat Ricarda Klementa, aby upewnić się, że rzeczywiście jest poszukiwaną przez Izrael osobą. Identyfikacja była trudna, ponieważ ostatnie dostępne zdjęcia Eichmanna pochodziły sprzed wielu lat, jeszcze z czasów wojny. Przełom przyniósł dopiero raport Gerharda Klammera, niemieckiego geologa, który na początku lat 50. pracował razem z Eichmannem. Klammer znał jego prawdziwą tożsamość i w 1959 roku przekazał dokładne informacje o miejscu jego pobytu oraz aktualną fotografię. Nikt już nie miał wątpliwości, kim naprawdę jest Ricardo Klement. Na początku 1960 roku izraelscy agenci rozpoczęli obserwację domu Eichmanna.

Izraelczycy nie zamierzali zwracać się do argentyńskich władz z prośbą o ekstradycję. Bali się, że nazista zostanie ostrzeżony i ponownie zniknie. Porwali go w pobliżu domu, a następnie ukryli w zakonspirowanym miejscu, czekając na dogodny moment, aby wywieźć go z kraju.

Okazja nadarzyła się niedługo później. Na obchody 150. rocznicy rewolucji majowej do Buenos Aires przybyła oficjalna delegacja izraelska. Eichmanna przebrano za członka załogi El Al, podano mu środki uspokajające i przedstawiono na lotnisku jako chorego pracownika linii lotniczych. 20 maja 1960 roku znalazł się na pokładzie izraelskiego samolotu i opuścił Argentynę.

 

Azyl za oceanem

Eichmann nie był jedynym nazistą, który po upadku III Rzeszy uciekł za ocean. Niemieccy prokuratorzy przeanalizowali tajne akta z Brazylii i Chile i odkryli, że Brazylia przyjęła – według ostrożnych szacunków – około 2000 osób, podczas gdy w Chile osiedliło się ich od 500 do 1000. Zdecydowanie największa liczba, około 5000, wyemigrowała jednak do Argentyny.

Kraj ten był celem niemieckich imigrantów na długo przed II wojną światową. Przyjeżdżali tam od XIX wieku, przyciągani ziemią, pracą i polityką państwa, które aktywnie zachęcało Europejczyków do osiedlania się w słabo zaludnionym kraju. Przybysze zakładali osady, kościoły, szkoły i stowarzyszenia, sprowadzali krewnych oraz otwierali firmy. Kolejna fala napłynęła po I wojnie światowej. Z czasem powstała rozległa niemieckojęzyczna społeczność, obecna nie tylko w Buenos Aires, lecz także w mniejszych miastach i na prowincji.

Argentyna utrzymywała bliskie stosunki z Niemcami i przez większą część II wojny światowej pozostawała neutralna. Po jej zakończeniu prezydent Juan Perón potajemnie nakazał dyplomatom i oficerom wywiadu utworzenie szlaków ucieczki, tak zwanych ratlines, prowadzących przez porty w Hiszpanii i we Włoszech. Miały one pomóc tysiącom byłych oficerów SS i członków partii nazistowskiej wydostać się z Europy. Perón starał się również pozyskiwać tych nazistów, którzy dysponowali szczególną wiedzą wojskową, naukową i techniczną. Uważał, że mogą pomóc Argentynie, podobnie jak niemieccy specjaliści pomagali Stanom Zjednoczonym i Związkowi Radzieckiemu.

Znaczącą rolę w organizowaniu ucieczek za ocean odegrali także przedstawiciele Kościoła katolickiego. Próbując nieść pomoc katolickim uchodźcom w obliczu powojennego wzrostu znaczenia reżimów komunistycznych w Europie, liczni urzędnicy watykańscy nieświadomie ułatwiali ucieczkę nazistowskim zbrodniarzom wojennym. Niektórzy duchowni, tacy jak biskup Alois Hudal, robili to jednak z pełną świadomością.

Hudal, urodzony w Austrii wielbiciel Hitlera, który pełnił posługę duszpasterską wśród niemieckich jeńców wojennych w Rzymie, przyznał się później do pomagania nazistowskim zbrodniarzom. Dostarczał im między innymi dokumenty tożsamości, które następnie wykorzystywano do uzyskiwania dokumentów podróży od Międzynarodowego Czerwonego Krzyża. Dzięki tej sieci pomocy ludzie ścigani za udział w masowych mordach mogli opuścić Europę jako rzekomi uchodźcy lub bezpaństwowcy.

 

Bez kary

Dzięki pomocy południowoamerykańskich przywódców wielu nazistów nigdy nie stanęło przed sądem. Pułkownik SS Walter Rauff, jeden z pomysłodawców mobilnych komór gazowych, w których zamordowano dziesiątki tysięcy osób, zmarł w Chile w 1984 roku. Eduard Roschmann, „Rzeźnik z Rygi”, zmarł w Paragwaju w 1977 roku. Gustav Wagner, oficer SS znany jako „Bestia”, zmarł w Brazylii w 1980 roku, po tym jak najwyższy sąd federalny tego kraju odmówił jego ekstradycji z powodu nieścisłości w dokumentacji przedstawionej przez stronę niemiecką.

Najbardziej znanym z uciekinierów był doktor Josef Mengele, tak zwany Anioł Śmierci, który przeprowadzał makabryczne eksperymenty na więźniach obozu Auschwitz. W 1949 roku uciekł do Argentyny, następnie w 1959 roku przeniósł się do Paragwaju, a rok później do Brazylii. Mengele utonął u wybrzeży Brazylii w 1979 roku i został pochowany pod fałszywym nazwiskiem. Jego szczątki zidentyfikowano dopiero po przeprowadzeniu badań kryminalistycznych w 1985 roku.

W niektórych przypadkach Stany Zjednoczone były współwinne exodusu nazistowskich zbrodniarzy do Ameryki Południowej. Po wojnie amerykański wywiad zwerbował Klausa Barbiego – szefa gestapo w Lyonie, który odegrał rolę w śmierci tysięcy francuskich Żydów i członków francuskiego ruchu oporu – jako agenta mającego pomagać w działaniach antykomunistycznych. Został on przemycony do Boliwii, gdzie prowadził działalność szpiegowską, a później instruował wojskowy reżim, jak torturować i przesłuchiwać przeciwników politycznych.

 

Spóźniony wyrok

„Rzeźnik z Lyonu” został ostatecznie wydany Francji w 1983 roku, oskarżony o zbrodnie przeciwko ludzkości i skazany na dożywocie. Barbie stał się jednym z nielicznych nazistów, którzy uciekli do Ameryki Południowej, lecz ostatecznie nie zdołali uniknąć sprawiedliwości. Podobny los spotkał Eichmanna, którego izraelski sąd uznał za winnego zbrodni przeciwko ludzkości, zbrodni wojennych oraz zbrodni przeciwko narodowi żydowskiemu. Został stracony w 1962 roku.

Dokładnej liczby nazistów i kolaborantów, którzy po wojnie znaleźli schronienie w Ameryce Południowej, prawdopodobnie nigdy nie poznamy. Niektóre szacunki mówią nawet o około 9 tysiącach. Znacznie bardziej zachowawcze są ustalenia oficjalnej argentyńskiej komisji, która tylko w Argentynie potwierdziła obecność co najmniej 180 osób podejrzanych, oskarżonych lub skazanych za zbrodnie wojenne. Jedynie część z nich została odnaleziona i postawiona przed sądem. Wielu, jak Josef Mengele, Walter Rauff czy Gustav Wagner, dożyło swoich dni na wolności, nigdy nie odpowiadając za popełnione zbrodnie.

Maggie Sawicka


Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama