Odkrycia dokonano w Vrelo-Šarkamen we wschodniej Serbii, gdzie od dziesięcioleci prowadzone są wykopaliska pozostałości wielkiego ufortyfikowanego kompleksu z początku IV wieku. Rezydencję wiąże się z cesarzem Maksyminem Dają, jednym z władców okresu tetrarchii. Pałac już wcześniej uchodził za imponujący, lecz najnowsze badania pokazały, że był jeszcze bardziej rozbudowany i luksusowy, niż przypuszczano. Jego mieszkańcy dysponowali czymś w rodzaju ekskluzywnego, prywatnego spa, w dodatku urządzonego w miejscu, w którym nikt się go nie spodziewał.
Cesarz z Bałkanów
Galeriusz Waleriusz Maksymin, znany jako Maksymin Daja, urodził się na Bałkanach, na obszarze dzisiejszej Serbii. Jego kariera przypadła na jeden z najbardziej burzliwych okresów późnego Cesarstwa Rzymskiego. W 293 roku Dioklecjan wprowadził tetrarchię – system, w którym ogromnym państwem miało rządzić czterech władców: dwóch augustów i podporządkowanych im dwóch cezarów. Miało to zapobiegać nieustannym walkom o tron i ułatwić zarządzanie imperium rozciągającym się od Brytanii po Egipt.
Plan wyglądał rozsądnie, lecz ambicje uczestników politycznej układanki szybko okazały się silniejsze. Maksymin został cezarem w 305 roku, a później sięgnął po tytuł augusta. Walczył o utrzymanie swojej pozycji w czasie, gdy dawny system rozpadał się wśród kolejnych konfliktów. Ostatecznie przegrał wojnę z Licyniuszem. Pokonany w 313 roku, uciekł i jeszcze w tym samym roku zmarł. Jego panowanie okazało się krótkie, ale rezydencja w Vrelo-Šarkamen świadczy, że zdążył stworzyć sobie siedzibę godną człowieka stojącego na szczycie rzymskiej hierarchii.
Największą niespodziankę przyniosły badania monumentalnej wieży w południowo-zachodnim narożniku pałacu. Na jej najniższym poziomie archeolodzy natrafili na okrągły zespół pomieszczeń kąpielowych. To właśnie jego forma wzbudziła szczególne zainteresowanie. Typowe rzymskie łaźnie budowano zazwyczaj w układzie linearnym, aby korzystający z nich mogli przechodzić kolejno przez pomieszczenia o różnych temperaturach. Tutaj zastosowano rozwiązanie zupełnie inne: kąpielisko wkomponowano w konstrukcję wieży.
Łaźnię nakrywała kopuła, w której znajdowało się sześć okien. Samo umieszczenie tak skomplikowanego obiektu w dolnej części budowli wymagało znakomitej znajomości architektury i inżynierii. Nie wystarczyło przecież urządzić efektownego wnętrza. Trzeba było doprowadzić wodę, ogrzewać ją, odprowadzać zużytą, zapewnić wentylację, a jednocześnie rozprowadzać ciepło pod posadzkami i nie dopuścić, by wilgoć oraz wysoka temperatura zaszkodziły konstrukcji.
Prywatne spa
Rzymianie doprowadzili technikę kąpielową do niezwykłego poziomu. W Vrelo-Šarkamen odnaleziono pozostałości pieca, który ogrzewał podłogi, oraz podstawę, na której stał niegdyś miedziany kocioł służący do podgrzewania wody. Sam kocioł nie przetrwał – cenny metal najprawdopodobniej zabrano jeszcze w starożytności albo w późniejszych czasach. Zachowane elementy pozwalają jednak zrozumieć, jak zaawansowany był cały system.
Kompleks podzielono na dwie zasadnicze części. Pierwsza stanowiła techniczne zaplecze, niewidoczne dla cesarza i jego gości, lecz niezbędne, aby cały luksus mógł funkcjonować. Ktoś musiał stale dokładać opału do pieca, pilnować temperatury i przygotowywać gorącą wodę. Druga część przeznaczona była już wyłącznie do kąpieli i wypoczynku. Archeolodzy odkryli tam trzy baseny lub obszerne wanny oraz sudatorium – pomieszczenie wypełnione gorącą parą, będące ówczesnym odpowiednikiem dzisiejszej sauny.
W świecie rzymskim kąpiel oznaczała znacznie więcej niż zwykłe mycie ciała. Publiczne termy były miejscami spotkań, rozmów, interesów i odpoczynku. Bogaci Rzymianie nie musieli jednak dzielić tych przyjemności z tłumem. W swoich rezydencjach urządzali prywatne balnea, w których mogli odpoczywać z rodziną, przyjaciółmi i wybranymi gośćmi. Łaźnia Maksymina należała właśnie do tej kategorii, ale jej niezwykła konstrukcja stawia ją wśród najbardziej osobliwych znanych przykładów.
Można sobie wyobrazić, jak wyglądało to miejsce w czasach swojej świetności. Służba rozpalała piec i podgrzewała wodę, ciepło przenikało przez posadzkę, a gorąca para wypełniała sudatorium. Przez sześć okien w kopule do wnętrza wpadało światło. Cesarz mógł przechodzić między basenami, korzystać z parowej kąpieli i odpoczywać z dala od gwaru pałacu. Wszystko działało dzięki pracy niewidocznej obsługi i skomplikowanej instalacji ukrytej za eleganckimi wnętrzami.
Tajemnica wieży
Badania jeszcze się nie zakończyły. Archeolodzy chcą ustalić dokładny układ pomieszczeń, sposób komunikacji między łaźnią a pozostałą częścią pałacu oraz drogę, którą cesarz, jego rodzina i inni uprzywilejowani mieszkańcy dostawali się do kąpieliska. Być może dalsze wykopaliska przyniosą również fragmenty dekoracji lub przedmioty używane przez dawnych właścicieli.
Najbardziej niezwykłe pozostaje jednak miejsce, w którym urządzono cesarską łaźnię. Okrągłe kąpielisko w podstawie pałacowej wieży jest rozwiązaniem, z jakim archeolodzy nie spotkali się dotąd w innych częściach imperium. Po siedemnastu stuleciach spod ziemi wyłonił się więc fragment prywatnego świata człowieka, który przez kilka lat należał do najpotężniejszych ludzi swojej epoki.
Maksymin Daja przegrał walkę o imperium, jego pałac popadł w ruinę, miedziany kocioł zniknął, a piec wygasł. Pozostała jednak niezwykła konstrukcja, która dowodzi, że rzymscy władcy potrafili łączyć przepych z imponującą techniką. Czasem zaś o codziennym życiu cesarza więcej niż pomniki, monety i wojenne kroniki może powiedzieć miejsce, do którego udawał się po prostu po to, by wziąć kąpiel.
Monika Pawlak

