Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
Reklama KD Market

Eleganckie świntuszenie

Literatura polska usiana jest utworami tzw. niecenzuralnymi. Obok wzniosłej poezji na równych prawach egzystuje poezja sowizdrzalska, ludowa, okraszona zwrotami i wyrazami, których nie wymawia się w „dobrym towarzystwie”. Jednak najwięksi nasi poeci nie stronili od zabawy słownej, rubasznej i frywolnej, która poprzez wieki nabierała coraz bardziej wyszukanej formy. Począwszy od epigramatów Mikołaja Reja, zawartych w jego Figlikach, poprzez fraszki Jana Kochanowskiego, wierszowane liryki erotyczne Bohomolca, satyryczne obrazki obyczajowe biskupa Krasickiego i dosadne rymowanki hrabiego Aleksandra Fredry polska literatura odzwierciedlała erotyczną część życia społeczeństwa. Fraszki i facecje przetrwały do czasów obecnych w formie utworów kabaretowych, przedstawiających satyrycznie rzeczywistość. Dotyczą one również seksualności człowieka i jego potrzeb biologicznie naturalnych. Zmienił się jedynie język opisujący takie potrzeby.

Zmiany te można było zauważyć, wsłuchując się w interpretacje wierszy traktujących o erotyce, a powstałych na przestrzeni pięciu wieków, na wakacyjnym „Wieczorze z poezją” Elżbiety Kochanowskiej-Michalik, który odbył się w sobotni wieczór w przyjaznej artystom Art Gallery Kafe. Towarzyszący Elżbiecie aktorzy – Ewa Staniszewska, Krzysztof Arsenowicz i Andrzej Krukowski – w sposób pełen elegancji i dobrego smaku podawali teksty, znane nam z bardziej prywatnych „czytań”. Ani jedno słowo określające wstydliwy organ lub intymne zachowania człowieka nie raziło wulgarnością czy niemoralnością. Aktorom towarzyszył, na klarnecie w klasycznej części wieczoru a na saksofonie w bardziej współczesnej, Tomasz Wywrot, który wgrywał się w krótkie rymowanki muzycznymi akcentami.

Wszyscy się znakomicie bawili, przypominając sobie „Słówka” Boya-Żeleńskiego, parodiującą mistrza Adama trzynastą księgę „Pana Tadeusza” o Telimenie i mrówkach, pikantne humoreski i fraszki Juliana Tuwima, Mariana Załuckiego czy Jana Sztaudyngera. Dobremu nastrojowi licznej widowni wtórowali aktorzy, którzy uśmiechem, gestem, dowcipną dopowiedzią wprowadzili atmosferę „z przymrużeniem oka”, dopełniając opowieść o swawolnej gałęzi polskiej literatury, przygotowaną jak zwykle z pietyzmem, ale i z poczuciem humoru, przez Elżbietę.
Na zakończenie wieczoru wszyscy chórem zgodzili się, że „największy jest ambaras, żeby dwoje chciało na raz”, co jednak przekłada się na refleksję, że nie tylko „dwoje” i nie tylko „naraz”, a raczej „wielu” i „wiele razy”. Czego życzę z całego serca „Wieczorom z poezją”.

Bożena Jankowska
Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama