Michael nie miał pracy ani bliskiej rodziny. Nikogo, kto zacząłby go szukać. Po dwóch dniach cierpienia zmarł samotnie w szpitalu St. Pancras. Po jego zwłoki zamiast krewnych zgłosił się… brytyjski wywiad. Agenci od miesięcy szukali właśnie takiego ciała, aby zrealizować swój niezwykły plan. Pracowali nad nim: porucznik Charles Cholmondeley z MI5 oraz komandor podporucznik Ewen Montagu z wywiadu marynarki wojennej. Pomysł był tak makabryczny i absurdalny, że nawet jego autorzy nie mieli pewności, czy może się powieść.
Plan narodził się z memorandum sporządzonego w 1939 roku dla kontradmirała Johna Godfreya. Choć to jego nazwisko widniało pod dokumentem, za prawdziwego autora lub współautora uważa się często jego asystenta, podporucznika Iana Fleminga – przyszłego twórcę Jamesa Bonda.
Memorandum zawierało opisy 54 możliwych sposobów wprowadzenia w błąd państw Osi: Niemiec, Włoch i Japonii. Kilka lat później alianci szykowali się do inwazji na Sycylię. Problem polegał na tym, że wybór celu wydawał się równie oczywisty Hitlerowi. Winston Churchill miał powiedzieć: „Każdy głupiec wie, że będzie to Sycylia”. Trzeba było przekonać państwa Osi, że alianci zamierzają uderzyć gdzie indziej. Sięgnięto po sposób numer 28: umieszczenie fałszywych dokumentów przy zwłokach, które znajdzie wróg i uzna za autentyczne.
Operacja „Mincemeat”
Montagu skonsultował się ze słynnym patologiem Bernardem Spilsburym, aby ustalić, jakie ciało najlepiej nadawałoby się do tej operacji. Potrzebowano człowieka, którego śmierć można byłoby uznać za skutek katastrofy lotniczej i utonięcia. Kogoś bez rodziny, która zaczęłaby zadawać niewygodne pytania. Najlepiej bezdomnego.
Zwłoki Glyndwra Michaela wydawały się niemal idealne. Ilość fosforu w jego organizmie była na tyle mała, że substancji prawdopodobnie nie wykryto by podczas pobieżnej sekcji ciała, które – zgodnie z przygotowanym scenariuszem – miało przez kilka dni unosić się w morzu.
Pozostawał tylko jeden problem. Wynędzniały bezdomny nie wyglądał jak sprawny i dobrze odżywiony oficer służby czynnej. Uznano więc, że zostanie oficerem sztabowym, a zatem człowiekiem spędzającym większość czasu za biurkiem.
Koroner Bentley Purchase poświadczył fałszywie, że Michael zmarł i został pochowany za granicą. Następnie ciało przewieziono do chłodni, w której utrzymywano temperaturę około 4 ºC – wystarczająco niską, by spowolnić rozkład, lecz nie tak niską, aby zwłoki zamarzły. Zamrożenie mogłoby bowiem pozostawić ślady, które podczas sekcji ujawniłyby manipulację. Brytyjski wywiad miał zaledwie kilka miesięcy, zanim ciało stałoby się bezużyteczne. Montagu, znany z makabrycznego poczucia humoru, nadał całej operacji kryptonim „Mincemeat”, czyli „mielone mięso”.
Narodziny majora
W ten sposób bezdomny Glyndwr Michael przeobraził się pośmiertnie w majora Williama Martina z Royal Marines. Ciało ubrano w oficerski mundur. W kieszeniach umieszczono starannie dobrane drobiazgi, z których zbudowano wiarygodne, choć całkowicie zmyślone życie: dokument tożsamości, zdjęcie narzeczonej, bilet do teatru, klucze, papierosy i zapałki. Znalazł się tam nawet paragon za pierścionek zaręczynowy.
Najważniejsza była jednak teczka przymocowana łańcuchem do paska płaszcza. Znajdował się w niej sfałszowany, ściśle tajny list adresowany do najwyższego rangą brytyjskiego generała stacjonującego w Afryce Północnej. Dokument sugerował, że alianci planują atak na Grecję i Sardynię, a nie na Sycylię. Włoska wyspa miała być jedynie pozornym celem, służącym odwróceniu uwagi przeciwnika. Drugi list, przeznaczony dla dowódcy floty śródziemnomorskiej, zawierał żart dotyczący sardynek – aluzję, która miała dodatkowo skierować niemieckie podejrzenia ku Sardynii.
Fałszerstwo przygotowano z niezwykłą dbałością o szczegóły. „Major Martin” nie mógł być tylko ciałem w mundurze i teczką z tajnymi dokumentami. Musiał sprawiać wrażenie człowieka, który jeszcze kilka dni wcześniej prowadził zwyczajne życie, chodził do teatru, palił papierosy, miał długi i planował małżeństwo. Każdy przedmiot w jego kieszeniach stanowił fragment tej misternie skonstruowanej biografii.
Podróż zwłok
19 kwietnia 1943 roku brytyjski okręt podwodny HMS „Seraph” wypłynął ze Szkocji, przewożąc spreparowane ciało Williama Martina. Umieszczono je w specjalnym stalowym cylindrze wypełnionym suchym lodem, aby spowolnić rozkład i utrzymać całą operację w tajemnicy przed załogą.
30 kwietnia o świcie zwłoki spuszczono do morza w pobliżu wybrzeża Huelvy w Hiszpanii. Miejsce wybrano bardzo starannie. Prądy morskie miały wypchnąć ciało na brzeg, a w mieście działał niemiecki konsulat. Pod dyplomatyczną przykrywką pracował w nim Adolf Clauss, sprawny agent niemieckiego wywiadu. Liczono, że fałszywe dokumenty znalezione przy majorze Martinie trafią za jego pośrednictwem prosto do Berlina.
Rybacy odnaleźli ciało jeszcze tego samego ranka. Podczas sekcji zwłok pojawił się brytyjski wicekonsul Francis Haselden. Odegrał swoją rolę bezbłędnie. Wiedział, że major Martin nigdy nie istniał, zachowywał się jednak tak, jakby naprawdę zginął brytyjski oficer przewożący wyjątkowo ważne dokumenty. Gdyby zdradził choćby cień wahania lub zbyt ostentacyjnie próbował odzyskać teczkę, mógłby wzbudzić podejrzenia hiszpańskich i niemieckich obserwatorów.
2 maja 1943 roku „major William Martin” został pochowany z honorami wojskowymi na cmentarzu Nuestra Señora de la Soledad w Huelvie. Tymczasem dokumenty z jego teczki zostały potajemnie otwarte, sfotografowane i przekazane Niemcom, a następnie zwrócone Brytyjczykom w taki sposób, aby wyglądały na nietknięte.
Z haczykiem i żyłką
Brytyjczykom pozostało czekać. Dzięki złamaniu niemieckiego szyfru Enigmy mieli wgląd w część komunikacji przeciwnika. 14 maja 1943 roku odczytali wiadomość potwierdzającą, że Niemcy uznali dokumenty za autentyczne i spodziewają się alianckiego uderzenia na Bałkanach. Do Winstona Churchilla wysłano wtedy telegram, który przeszedł do historii wywiadu: „Mincemeat połknięte z haczykiem i żyłką przez właściwych ludzi”.
Niemcy rzeczywiście dali się zwieść. Przesunęli część wojsk do Grecji i na Sardynię, osłabiając obronę Sycylii. Hitler był tak przekonany o prawdziwości przechwyconych planów, że nie zmienił zdania nawet wtedy, gdy kolejne informacje wskazywały na przygotowania aliantów do ataku na wyspę.
W nocy z 9 na 10 lipca 1943 roku rozpoczęła się inwazja na Sycylię. Alianci zdobyli wyspę po 38 dniach walk, otwierając wojskom sprzymierzonym drogę do kontynentalnych Włoch. Operacja przyspieszyła również upadek rządów Benito Mussoliniego. Brytyjski historyk sir Michael Howard nazwał później „Mincemeat” „najlepiej znaną i prawdopodobnie najbardziej udaną pojedynczą akcją dezinformacyjną całej wojny”. Nawet po rozpoczęciu walk na Sycylii Hitler nadal wierzył, że właściwy atak nastąpi w Grecji, o której wspominały dokumenty znalezione przy ciele majora Martina.
Pół wieku bez nazwiska
Przez dziesięciolecia tożsamość człowieka wykorzystanego w operacji pozostawała tajemnicą. Ewen Montagu w wydanych w 1953 roku wspomnieniach odmówił ujawnienia, kim naprawdę był zmarły. Przedstawił go jedynie jako człowieka, który za życia niewiele osiągnął, lecz po śmierci oddał aliantom ogromną przysługę.
Dopiero w 1996 roku historyk Roger Morgan odnalazł w archiwach dokumenty ujawniające prawdziwe nazwisko zmarłego – Glyndwr Michael. Rok później Komisja Grobów Wojennych Wspólnoty Narodów umieściła je na nagrobku w Huelvie. Napis głosi: „Glyndwr Michael służył jako major William Martin, Royal Marines”.
Tak człowiek, który za życia nie miał pracy, domu ani nikogo, kto upomniałby się o jego los, po śmierci odegrał jedną z najbardziej niezwykłych ról II wojny światowej. Zanim jednak świat poznał jego nazwisko, Glyndwr Michael przez 54 lata spoczywał w grobie jako ktoś inny – major William Martin, oficer, który nigdy nie istniał.
Joanna Tomaszewska

