Joanna Trzos: Kiedy ostatnio graliście koncert w Chicago?
Piotr Kupicha. Byliśmy w Chicago bodajże jakieś pięć, sześć lat temu, ale mogę się mylić, bo dokładnie nie pamiętam. Graliśmy wtedy koncert plenerowy. Muszę przyznać, że każde spotkanie z wami to taka uczta. Trochę porównałbym to do śląskich klusek, rolady i modrej kapusty. To oczywiście pewna forma żartu, ale chodzi o to, że każdy wyjazd jest rarytasem i fajnym spotkaniem właśnie z wami, okazją do powspominania tego, co dobre, i tego, co mniej dobre.
A jeśli chodzi o sam Copernicus Center, ostatni raz wystąpiliście tutaj w 2008 roku, prawda?
– Jeśli mówimy o samym Copernicus Center, to prawda. Graliśmy tam w 2008 roku. Zagraliśmy wtedy chyba dwa koncerty. Byliśmy jeszcze w Nowym Jorku i New Jersey. Później mieliśmy też takie wyjazdy, podczas których graliśmy w Detroit i na Florydzie. Ale faktycznie, jeśli chodzi o Copernicus Center, o tę legendarną salę, to graliśmy tam wiele lat temu.
Od tamtego koncertu minęło prawie 20 lat. Kiedy wówczas przyjechaliście, Feel był zespołem, który przeżywał niesamowitą eksplozję popularności. Czy byliście już wtedy znani wśród Polonii w Chicago?
– Mam wrażenie, że już wtedy byliśmy bardzo blisko z publicznością. Feelmania, która ogarnęła także publiczność w Stanach Zjednoczonych, faktycznie miała ogromny wymiar. Pamiętam, że po tamtym koncercie powiedziałem – kolega zresztą często mi to przypomina – że już wiem, jak czuje się Robbie Williams na koncertach. To były nasze pierwsze koncerty, bo właściwie wszystko wybuchło w 2007 roku, jeśli chodzi o naszą muzyczną przygodę.
Jaka jest wobec tego wasza recepta na to, żeby przetrwać w tej branży, która tak bardzo zmieniła się przez ostatnie 20 lat? Myślałeś o tym?
– Tak, jasne, myślimy o tym codziennie. Myślę, że przede wszystkim potrzebny jest pewien rodzaj zdrowego rozsądku – żeby nie popaść w jakieś nałogi i nie próbować drastycznie odpłynąć od samego siebie. Bardzo często my, jako ludzie, wychowując się od małego, budujemy siebie aż do momentu, w którym teraz jesteśmy. Wiem, bo zagrałem już mnóstwo koncertów, że ludzie są wyjątkowi, ludzie są fantastyczni, tylko nie każdy zawsze potrafi to w sobie odkryć. Odkryć swoje prawdziwe DNA, swój ogromny potencjał. Widzę to każdego dnia podczas koncertów, kiedy jestem blisko publiczności. Myślę, że to także klucz do tego, że Feel tak długo gra. My bardzo lubimy się z publicznością, a nasze koncerty są bliskie, gramy w niewielkiej odległości od ludzi, że tak powiem. Kiedy jesteśmy na scenie, nie zamykamy się tylko we własnym gronie, ale cały czas pozostajemy blisko publiczności.
Jak zespół wygląda dzisiaj personalnie? W jakim składzie przyjedziecie do Chicago?
– Przyjedziemy dokładnie w tym samym składzie, w którym byliśmy tutaj w 2008 roku. To będzie Michał Nowak na basie, Łukasz Kożuch na klawiszach, Michał Opaliński na perkusji i Piotr Kupicha na wokalu. Do tego okrasimy, posypiemy to gitarami, czyli Paweł Pawłowski i Grzegorz Wanatowicz. Myślę, że będzie to fajne wydarzenie, bo Feel to przede wszystkim piosenki, które – jak mi się wydaje – państwo znają. Możemy razem zaśpiewać chociażby „Rodzinkę.pl”, „Gotowi na wszystko”, „Jak anioła głos” czy pochodzący z zeszłego roku utwór „Swoje szczęście znam”. To numery, które również w Polsce osiągnęły mocny status. Zagramy dla państwa nie tylko stare przeboje, ale także nowe piosenki w mocnych aranżacjach.
Jak bardzo ingerujecie w brzmienie utworów sprzed lat? Lubicie czasem je zmieniać czy staracie się zachować oryginalne aranżacje?
– Bardzo bliskie są mi oryginalne aranżacje tych piosenek. Ponieważ sam je pisałem, cały czas mam je z tyłu głowy i ich nie zmieniam. To jest coś niesamowitego. Bardzo często ktoś pyta mnie, czy piosenki, które śpiewam od lat, czasami mi się nudzą. Muszę przyznać, że nie ma takiej możliwości, ponieważ całym sercem wierzę w to, co śpiewam. Myślę, że niektóre z tych utworów, również te starsze, są dla wielu osób niezwykle ważne. Przy tych piosenkach ludzie się poznawali. To były pierwsze miłości, pierwsze pocałunki. Z tego rodziły się różne dzieciaczki. Dostajemy bardzo dużo informacji o tym, jak te numery wywróciły życie wielu osób do góry nogami.
Piotrze, jak Feel odnajduje się dzisiaj na zupełnie innym rynku od tego, na którym zaistnieliście – zdominowanym przez streaming, media społecznościowe i szybko przemijające trendy?
– Nie ma co ukrywać, trendy szybko przemijają i wszystko niesamowicie się zmienia. Łatwo to zauważyć. Zobaczcie państwo, jakie piosenki są teraz grane w rozgłośniach radiowych. Gdybyśmy zaprosili kilka osób z tłumu do garderoby i porozmawiali o tym, co jest obecnie popularne i grane w tym nowym świecie, zauważylibyśmy, że playlisty w rozgłośniach radiowych zmieniają się co dwa, trzy tygodnie. Trochę te numery są robione niekoniecznie tak szlagierowo. Nie zawsze jest w nich ogromna przebojowość, a bardziej stawia się na modę, konkretne brzmienie, płaski refren i tak dalej. Jest jednak jedna zasada dla takiego pana jak ja, który ma 47 lat – żeby broń Boże nie obrażać się na to, co dzieje się w nowym świecie. Młodzi ludzie mają się rozwijać, muszą odkrywać siebie i pokazywać nowe rzeczy. Artyści, którzy mają 20 czy 20 parę lat, świetnie komunikują się ze swoją publicznością, ze swoimi rówieśnikami. Nie oznacza to jednak, że Feel nie przyciąga młodych ludzi. Mam wrażenie, że bardzo mocno odkrywają oni naszą muzykę i przychodzą na koncerty. Po naszej trasie halowej na początku roku, podczas której graliśmy w największych halach w Polsce – w Atlas Arenie, Ergo Arenie w Gdańsku czy Spodku – muszę przyznać, że koncerty są bardzo energetyczne. Przychodzą na nie rodzice z dziećmi i to jest fantastyczne. Można powiedzieć, że Feel jest już zespołem wielopokoleniowym.
– Dokładnie taki jest festiwal Taste of Polonia – łączy nie tylko różne pokolenia Polaków, ale także Polaków i Amerykanów. Czy macie już ustalony repertuar? Co zagracie na Taste of Polonia w Chicago?
– Myślę, że przede wszystkim Feel jest bardzo głośnym zespołem i my się tego nie boimy. Jesteśmy żywi i głośni. Nawet jeśli ktoś lubi muzykę z dyskietki, to też się na to nie obrażamy, bo każdy może lubić absolutnie to, co chce. Ale jeśli ktoś chce posłuchać prawdziwego bandu, który jest jednym z ostatnich bastionów grania na żywo i stara się być bardzo komunikatywny z publicznością, to myślę, że warto zobaczyć Feel. Feel jest już zupełnie innym zespołem. Nie jesteśmy takimi żółtodziobami jak kiedyś, tylko dojrzałym, fajnym zespołem, który jest w pełni świadomy swojej obecności na scenie.
Porozmawiajmy jeszcze o tym, co obecnie robicie w kraju? Wiem, że trwa intensywna trasa koncertowa związana z dwudziestoleciem zespołu.
– Dokładnie tak.
A czy macie też jakieś plany studyjne, może już po tym intensywnym sezonie letnim?
– Nagraliśmy teraz cztery piosenki. Właśnie wypuściliśmy w streamingu bardzo wakacyjny utwór „Ze mną bądź”. Na pewno zagramy ten numer w Chicago, bo jest bardzo energetyczny. Oprócz niego nagraliśmy jeszcze trzy piosenki, które chcemy powoli udostępniać fanom, żeby mogli posłuchać, jak teraz tworzymy. Ostatni koncert naszej trasy z okazji 20-lecia zagramy 19 września w amfiteatrze w Szczecinie. Poza tym gramy koncerty letnie, a jednym z nich będzie właśnie nasz występ w Chicago. Chcemy razem z wami pośpiewać i myślę, że stanę na rzęsach, żebyśmy śpiewali od początku do końca i żeby była dobra atmosfera.
Kiedy gracie dla Polonii za granicą, czy podchodzicie do takiego koncertu inaczej? Czy te koncerty różnią się od tych w Polsce?
– Wiem, że publiczność w Stanach na pewno czeka na piosenkę „Mój dom, nasze słowa, nasze dni”. To numer, przy którym nigdy i nigdzie nie widziałem tylu wylanych łez, co właśnie wśród naszej kochanej publiczności za wielką wodą. Każdy z nas potrafi oczywiście panować nad emocjami, ale muzyka ma to do siebie, że czasami te emocje po prostu uwalnia. Wtedy można zauważyć ogromną tęsknotę i dużą bliskość z publicznością.
Skoro wspomniałeś „Mój dom …”, czy możesz powiedzieć coś o kulisach powstania tego utworu.
– To było bardzo, bardzo dawno temu. To jeszcze piosenka z pierwszej płyty Feel. Muszę przyznać, że kiedy ją pisałem, wszystko wypływało ze mnie bardzo naturalnie. Nie było żadnego specjalnego dłubania przy piosence ani długich prób. Mam wrażenie, że najlepsze, najfajniejsze utwory często powstają bardzo szybko. Na tamtym etapie nie zastanawiałem się specjalnie nad tym, skąd te słowa ze mnie wychodzą. Widocznie miałem bardzo silną potrzebę, żeby właśnie taką piosenkę napisać.
Piotrze, przede wszystkim gratulacje. Naprawdę 20 lat bez obniżania poprzeczki i bez zmiany charakteru zespołu to wielki sukces. Bardzo się cieszymy.
– No wiesz co, miałem swoje wzloty i upadki.
To może porozmawiajmy o tych upadkach.
– Oczywiście miałem swoje wzloty i trochę niższe loty. Prawda jest jednak taka, że moi rówieśnicy, a nawet osoby trochę młodsze, które mają trzydzieści parę lat, zaczynają rozumieć, że życie nie zawsze układa się po naszej myśli. Kiedy ktoś ma 15 lat i jedzie na rowerze, istnieje ogromne prawdopodobieństwo, że jest szczęśliwy. Zawsze jest fajnie, dobrze spędza czas z kolegami i koleżankami. Kiedy jednak wkraczasz w dorosłe życie, musisz stawić czoła własnym słabościom i temu, w jaki sposób poruszasz się po świecie. Do pewnych rzeczy trzeba czasami dojrzeć. Mówię teraz w stu procentach o sobie, ale również o wszystkich tych, którzy nieraz zasypiają, słuchając różnych podcastów i pozostając ze swoimi myślami. To są także osoby w sile wieku. Kiedy gram koncert, staram się być myślami bardzo blisko wszystkich Polaków – zarówno tych za granicą, jak i w kraju – bo wiem, że ich życiowe drogi bywają bardzo różne.
Powrócę na koniec do waszych początków? Jak to było z nazwą waszego zespołu? Skąd pomysł na „Feel”?
– Na początku chciałem nazwać zespół Kupicha Band. Tak też się nazywaliśmy i pod tą nazwą wypuściliśmy pierwsze piosenki. To jednak taka typowo bluesowa nazwa – zawsze jest jakiś „Band”, coś tam „Band”. Później pomyślałem: kurde, potrzebujemy jakiejś fajnej, prostej nazwy. Zanim zdobyliśmy nasze pierwsze pagórki i szczyty, bardzo mocno operowaliśmy emocjami, wzbudzaliśmy pewien rodzaj uczuć. Pomyślałem więc: może uczucia, może „czuć”, może Feel. I powiedziałem: dobra, niech będzie Feel. Tak już zostało. Pamiętam, że każdy z zespołu przyniósł po dziesięć różnych propozycji nazw. Oczywiście jako młodzi chłopcy strasznie się wygłupialiśmy. Była na przykład nazwa „Kurczaki” i inne, ale to już było bardzo głupie. Byliśmy jednak 20 lat młodsi, a wiecie, jak to jest, kiedy ma się dwadzieścia parę lat – energia jest trochę inna. Nie wiem, czy teraz nie wolę tego zdrowego rozsądku, który mną kieruje, od tamtej głupawki. Ale bez tej głupawki nie byłoby młodości, a młodość jest właśnie po to, żeby szaleć.
Gdybyś miał drugą szansę, zmieniłbyś nazwę zespołu?
– Nie, nie, nie. Całkowicie ją czuję.
A pomysł, żeby wasze krążki nazywać też „Feel” w ten sposób i stworzyć z nich trylogię, też był zamierzony?
– Tak, to również było zamierzone, bo dla mnie liczy się sama zawartość, sama treść. Teraz, z okazji 20-lecia, wydaliśmy podsumowującą płytę winylową. Znalazło się na niej 20 naszych największych hiciorów, które również sami wybieraliście. Muszę przyznać, że to jest po prostu „Feel 20 lat”. Nie ma żadnej nazwy w rodzaju „Podróż”, „Jesteśmy” czy czegoś podobnego. Jest po prostu „Feel 20 lat”.
Zatem czekamy w Chicago na Feela starszego o prawie 20 lat. Zapraszamy na spotkanie z wami zarówno wiernych fanów, jak i tych, którzy być może dopiero was odkryją. Dla nich to dopiero będzie przygoda, prawda?
– Zapraszamy, zapraszamy wszystkich. Właśnie uświadomiłaś mi, jak życie pędzi do przodu. Ale ono ma pędzić, a my mamy być jak wino.
Czyli?
– Mamy być dojrzali, mamy smakować i…
Im starsi, tym lepsi?
– Ma się na nas dobrze patrzeć. Myślę, że cały czas staramy się też trzymać formę na scenie.
Z Piotrem Kupichą rozmawiała Joanna Trzos
Zespół Feel zagra koncert na Taste of Polonia w sobotę, 5 września o godz. 7:00 p.m. – 8:30 p.m., THEATER STAGE w Copernicus Center, copernicuscenter.org
Feel to zespół założony w 2005 roku w Katowicach przez wokalistę i gitarzystę Piotra Kupicha. Od początku pełni on rolę lidera formacji. W skład zespołu wchodzą także Michał Nowak, Łukasz Kożuch oraz Michał Opaliński. Grupa od lat występuje w niezmienionym składzie. Początkowo funkcjonowała pod nazwami Q2, Q3, Q4 oraz Kupicha Band. Ostatecznie przyjęła nazwę „Feel”. Muzyka zespołu łączy elementy popu i rocka. Debiut nastąpił w 2007 roku singlem „A gdy jest już ciemno”. Utwór szybko zdobył popularność w polskich stacjach radiowych. Zespół zaprezentował go na Festiwalu w Sopocie. Zdobył tam Bursztynowego Słowika oraz nagrodę publiczności. W 2007 roku ukazał się album „Feel”. Płyta uzyskała status diamentowy. W 2009 roku wydano album „Feel 2”, promowany utworem „Pokaż mi niebo”. Gościnnie wystąpił na nim m.in. Sebastian Riedel. W 2013 roku dużym sukcesem był singiel „Poczuj To”. Zespół zdobył wiele nagród, w tym Fryderyki i Super Jedynki. W 2016 roku obchodził 10-lecie działalności, wydając album „Feel The Best”. W 2018 roku nagrał przebój „Gotowi na wszystko” z Lanberry. Do dziś Feel pozostaje jednym z najważniejszych zespołów polskiej sceny pop-rockowej.
Zdjęcia z archiwum zespołu Feel

