Internet jest pełen spekulacji o tunelach prowadzących do odległej bazy wojskowej, ukrytych pasach startowych i laboratoriach. Podejrzenia budzą nawet dekoracje terminalu oraz napis na kamieniu pamiątkowym. Każdy szczegół staje się kolejnym elementem układanki, a zwyczajne wyjaśnienia przegrywają z wizją spisku. Najbardziej sugestywnym symbolem tych podejrzeń pozostaje jednak monumentalny mustang stojący przy drodze do lotniska.
Niebieski diabeł
Najpierw trzeba spojrzeć mu w oczy. Niebieski mustang wspina się na tylnych nogach, ma niemal dziesięć metrów wysokości i potężne mięśnie. Jego czerwone oczy po zmroku wyglądają jak rozżarzone węgle. Trudno o bardziej niepokojące powitanie podróżnych, zwłaszcza gdy zna się historię powstania rzeźby.
13 czerwca 2006 roku w pracowni w Hondo w Nowym Meksyku Luis Jiménez pracował nad swoim największym dziełem. Podczas przemieszczania jednego z elementów rzeźby fragment odczepił się od podnośnika, przygniótł artystę do stalowej podpory i przeciął mu tętnicę w nodze. Jiménez zmarł wskutek odniesionych obrażeń. Miał 65 lat. Dzieło ukończono z udziałem jego rodziny i współpracowników, a w 2008 roku mustang stanął przed lotniskiem.
Szybko przylgnął do niego przydomek Blucifer, łączący słowa „blue” i „Lucifer”. Pojawiły się pogłoski o klątwie, a koń zyskał reputację demonicznego strażnika. W jego czerwonych oczach niektórzy dostrzegli symbol satanistyczny. Tymczasem świecące oczy były hołdem dla ojca artysty, który zajmował się wykonywaniem neonów. Rodzinne wspomnienie nabrało w internetowych legendach zupełnie innego znaczenia.
Śmierć i podziemia
25 lutego 1992 roku, trzy lata przed otwarciem lotniska, na budowie doszło do śmiertelnego wypadku. Dwaj robotnicy montujący stalową konstrukcję budynku biurowego spadli z siódmego poziomu. Obaj zginęli. Amerykańska inspekcja pracy OSHA opisała pęknięcie tymczasowych spawów i zawalenie się słupa. W publicznym zestawieniu nie podano nazwisk ofiar. Nie oznaczało to jednak, że ukrywano ich tożsamość, choć podobne przemilczenia łatwo włączyć do pogłosek o pracownikach uciszonych po odkryciu przeznaczenia podziemi.
W opowieściach o tajnych bazach regularnie powraca nazwisko Phila Schneidera. W latach 90. występował publicznie, twierdząc, że budowa lotniska była przykrywką dla podziemnych projektów wojskowych. Opowiadał również o spotkaniach z istotami pozaziemskimi. W styczniu 1996 roku znaleziono go martwego w mieszkaniu w Wilsonville w stanie Oregon. Według relacji jego byłej żony śmierć uznano za samobójstwo przez zaciśnięcie gumowego przewodu wokół szyi.
Cynthia Drayer kwestionowała to ustalenie. Podejrzewała, że Schneidera zamordowano z powodu informacji o tajnych projektach rządowych i UFO, które przekazywał podczas wykładów. Twierdziła również, że zaginęły jego notatki, książki, fotografie i próbki metali. Miał opowiadać jej o pogróżkach i powtarzać, że gdyby uznano go za samobójcę, oznaczałoby to, iż został zamordowany.
Drayer wskazywała także na stan zdrowia byłego męża, który jej zdaniem utrudniał mu samodzielne owinięcie przewodu wokół szyi. Podejrzewała wcześniejsze obezwładnienie. Dla zwolenników Schneidera był to dowód uciszenia niewygodnego świadka. Nie przedstawiono jednak wiarygodnych dowodów potwierdzających jego udział w budowie lotniska ani związek śmierci z tą inwestycją.
Denver International Airport otwarto 28 lutego 1995 roku, po szesnastomiesięcznym opóźnieniu. Budowa kosztowała około 4,8 miliarda dolarów, znacznie więcej, niż planowano. Poważnym problemem okazał się zautomatyzowany system bagażowy, który miał przewozić walizki pod terminalem, lecz nie działał zgodnie z założeniami. Rozmach inwestycji, rosnące wydatki i kolejne przesunięcia terminu otwarcia sprzyjały podejrzeniom, że oficjalne informacje przedstawiają tylko część prawdy.
Pod lotniskiem rzeczywiście znajdują się tunele techniczne, infrastruktura kolejki i instalacje bagażowe. Internetowe legendy rozbudowały je do rozmiarów podziemnego miasta. Według jednej teorii tunele prowadzą do kompleksu Cheyenne Mountain, związanego z NORAD, w rejonie Colorado Springs. Według innych pod terminalem ukryto schron dla elit, tajne laboratoria i siedziby jaszczuroludzi. Żadnej z tych rewelacji nie potwierdzają wiarygodne dowody.
Znaki apokalipsy
Kolejnym źródłem podejrzeń jest kamień pamiątkowy z datą 19 marca 1994 roku. Widnieją na nim masoński cyrkiel i węgielnica oraz nazwa New World Airport Commission, czyli Komisja Lotniska Nowego Świata. Zwolennicy teorii spiskowych widzą tu odwołanie do Nowego Porządku Świata: planu podporządkowania ludzkości globalnym elitom. Wyjaśnienie jest bardziej przyziemne: komisja zajmowała się organizacją uroczystości związanych z otwarciem lotniska.
Niepokój budzą również monumentalne malowidła Leo Tangumy. Przedstawiają wojnę, zniszczenie, dzieci i żołnierza w masce przeciwgazowej, ale także pokój, odnowę oraz odradzającą się przyrodę. Ich przesłaniem jest sprzeciw wobec przemocy i niszczenia środowiska. W spiskowych interpretacjach stały się jednak zapowiedzią katastrofy, którą elity przeczekają w podziemnych schronach.
Do tego dochodzą gargulce umieszczone w walizkach w strefach odbioru bagażu. Nawiązują do dawnych strażników budowli, mających odstraszać złe moce. Tutaj symbolicznie pilnują podróżnych i ich rzeczy. Dla podejrzliwych są kolejnym złowieszczym znakiem. W zestawieniu z malowidłami i masońskim symbolem tworzą scenerię, w której łatwo doszukiwać się ukrytych komunikatów, nawet jeśli autorzy poszczególnych dzieł tłumaczą ich znaczenie zupełnie inaczej.
W końcu lotnisko zaczęło wykorzystywać własną legendę. W 2016 roku zorganizowało wystawę „Conspiracy Theories Uncovered”, poświęconą najpopularniejszym pogłoskom. Pokazano nawet czaszkę rzekomego kosmity, wykonaną przez pracowników i podrzuconą podczas budowy hotelu przy terminalu. Żart miał rozbroić podejrzenia. W świecie teorii spiskowych nawet poczucie humoru może jednak uchodzić za element kamuflażu.
Joanna Tomaszewska

