Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
piątek, 23 października 2026 12:56

Zgubne bogactwo

W latach dwudziestych XX wieku pod należącą do Osagów ziemią w Oklahomie odkryto bogate złoża ropy naftowej. Niemal z dnia na dzień członkowie plemienia znaleźli się wśród najzamożniejszych mieszkańców Stanów Zjednoczonych. Wkrótce jednak zaczęli ginąć w tajemniczych okolicznościach, jeden po drugim.
Zgubne bogactwo

Autor: Adobe Stock

Osagowie próbowali ustalić, kto morduje ich pobratymców. W kraju, w którym rdzenni mieszkańcy doświadczali powszechnego rasizmu i dyskryminacji, przeprowadzenie rzetelnego dochodzenia i postawienie sprawców przed sądem było jednak niezwykle trudne.

 

Krwawa seria

Podczas tej zagadkowej serii zgonów Mollie Burkhart straciła niemal całą rodzinę. Jako pierwsza zmarła w 1918 roku jej siostra Minnie. Przyczyną miała być choroba określona enigmatycznie jako „wyniszczająca”. W maju 1921 roku drugą siostrę Mollie, Annę, znaleziono w wąwozie niedaleko domu z raną postrzałową głowy. Około dwóch miesięcy później w podejrzanych okolicznościach zmarła ich matka, Lizzie Q. Niecałe dwa lata później zastrzelono kuzyna Mollie, Henry’ego Roana. W marcu 1923 roku jej siostra Rita, mąż Rity, Bill Smith, oraz ich służąca Nettie Brookshire zginęli w wybuchu, który zniszczył ich dom.

Ofiarami byli nie tylko członkowie rodziny Mollie. 14 maja 1921 roku trzydziestoletni Charles Whitehorn pojechał do Pawhuski, miasta położonego na plemiennych ziemiach w Oklahomie. Nie wrócił do domu. Po kilku dniach jego ciało znaleziono w zaroślach niedaleko szybu naftowego. Zginął od postrzału w głowę. George Big Heart trafił do szpitala po wypiciu whisky, którą najprawdopodobniej zatruto, i wkrótce zmarł. Niepokój budziły również zgony Anny Sanford, Joe Grayhorse’a i Williama Stepsona. Historycy szacują, że w latach dwudziestych zginęło ponad dwadzieścia osób – zastrzelonych, zadźganych, pobitych na śmierć lub zabitych w wybuchach bomb. Rzeczywista liczba ofiar mogła być większa, ponieważ nie każdą podejrzaną śmierć uznawano wówczas za morderstwo.

 

Śmierć w pociągu

Ginęli również ludzie, którzy próbowali pomóc Osagom. W 1922 roku starszyzna plemienia poprosiła Barneya McBride’a, zaufanego białego przedsiębiorcę naftowego, aby pojechał do Waszyngtonu i zażądał od władz federalnych zbadania zabójstw. Nie dotarł na umówione spotkanie. Wkrótce potem jego nagie, okaleczone ciało znaleziono w przydrożnym rowie niedaleko miasta. Zginął, zanim zdążył z kimkolwiek porozmawiać o sprawie Osagów. Jego zabójców nigdy nie ujęto.

Rok później adwokat W.W. Vaughan pojechał do Oklahoma City, by porozmawiać z George’em Big Heartem, umierającym Osagą, który mógł posiadać informacje o sprawcach serii morderstw w jego plemieniu. Prawnik spotkał się z Indianinem a następnie wsiadł do pociągu powrotnego do domu. Na miejsce nigdy nie dotarł. Kilka dni później jego ciało znaleziono przy torach. Notatki i materiały, które miał przy sobie, zniknęły. Policja podejrzewała, że został zamordowany i wyrzucony z jadącego pociągu, ale morderca pozostał nieznany. 

Z kolei w grudniu 1926 roku w jego własnym domu zastrzelono Luthera Bishop, śledczego stanowego, zaangażowanego w dochodzenie w rezerwacie. Tego morderstwa również nigdy nie wyjaśniono, ale niewykluczone, że miało związek z prowadzoną przez niego sprawą.

 

Najbogatsi ludzie na Ziemi

Osagowie zamieszkali na terenie dzisiejszej Oklahomy na początku lat 70. XIX wieku, po tym, jak zmuszono ich do opuszczenia ziem w Kansas. Kupili tam skalisty, mało urodzajny obszar. Mieli nadzieję, że znajdą miejsce, w którym będą mogli żyć w spokoju, nie nękani przez białych osadników i nieprzychylne im amerykańskie władze. Nie wiedzieli jeszcze, że pod ich ziemią kryją się ogromne złoża ropy naftowej, warte miliony dolarów.

Pierwszy raz na ślady ropy na tych terenach natrafiono w 1985 roku. Już dwa lata później wykonano pierwszy odwiert i okazało się, że złoża należące do plemienia są ogromne. Wydobycie szybko nabrało tempa. Firmy naftowe płaciły ogromne sumy za prawo do eksploatacji złóż a dochody dzielono między członków plemienia. Każdy otrzymywał co kwartał opłaty licencyjne z tytułu „praw na głowę”. Wraz z upływem lat rosła liczba zer na ich czekach, sięgając najpierw tysięcy, a potem setek tysięcy dolarów. W samym 1923 roku przychody Osagów z ropy przekroczyły 30 milionów. W przeliczeniu na osobę członkowie plemienia należeli do najzamożniejszych ludzi na świecie. Mieszkali w okazałych domach, jeździli luksusowymi samochodami z szoferami i zatrudniali białą służbę. 

 

Zgubne bogactwo

Nagłe, trudne do wyobrażenia bogactwo zwróciło uwagę przestępców i wywołało zazdrość białych obywateli. Magazyn „Harper’s Monthly” na swoich łamach otwarcie pisał, że „trzeba coś z tym zrobić”, jednocześnie oskarżając Indian o nieudolność w gospodarowaniu swoim majątkiem. Pod naciskiem opinii publicznej i wpływowych przedsiębiorców władze wyznaczyły im białych „opiekunów”. Ich zadaniem było między innymi zatwierdzanie każdego wydatku członków plemienia, nawet tak banalnego jak kupno pasty do zębów. 

Instytucja opiekuna dawała nieuczciwym ludziom możliwość oszukiwania i okradania Indian. Zmuszano ich do kupowania w sklepach „opiekunów” towarów po znacznie zawyżonych cenach. Przedsiębiorców przekonywano podstępem lub wręcz zmuszano do zawierania niekorzystnych kontraktów z białymi partnerami, a inni po prostu przywłaszczali sobie ich pieniądze. W ten sposób, według ostrożnych szacunków, ukradziono im co najmniej 8 milionów. 

Systematyczne malwersacje nie były jednak dla niektórych wystarczająco lukratywne. Przestępcy szukali sposobu, aby legalnie przejąć prawa do ziemi i udziału w zyskach. Ponieważ członkom plemienia nie wolno było sprzedawać udziałów białym, wpadli na inny pomysł – można je było przecież dziedziczyć. Ta luka prawna stała się początkiem spisku, w wyniku którego w tajemniczych okolicznościach zaczęli ginąć członkowie szczepu. Pomysł był banalnie prosty – przestępcy poślubiali swoje ofiary, aby w świetle prawa stać się ich prawowitymi spadkobiercami. Następnie pozbywali się swoich współmałżonków. 

 

Ślamazarne śledztwo

Liczba tajemniczych zgonów wśród Osagów rosła, ale skorumpowane władze nie zamierzały nic z tym robić. W obliczu braku działań ze strony policji, plemię wysłało swoich przedstawicieli do Waszyngtonu, gdzie zwrócili się o pomoc do prezydenta Calvina Coolidge’a. Ten skierował sprawę do nowo powstałego Federalnego Biura Śledczego. Do Oklahomy wysłano agentów, którzy mieli zbadać sprawę na miejscu.

Pierwsze śledztwo FBI zakończyło się głośnym skandalem. Agenci doprowadzili do zwolnienia z więzienia bandyty Blackiego Thompsona, który w zamian zobowiązał się zostać ich tajnym informatorem. Thompson jednak obrabował kilka banków i zabił policjanta. Dopiero po tej kompromitacji sprawę powierzono doświadczonemu miejscowemu śledczemu, Tomowi White’owi.

Wiele osób uważało, że Tom i jego zespół odniosą spektakularną klęskę. W końcu przestępcami byli biali osadnicy, którzy wydawali się nietykalni a ofiarami rdzenni Amerykanie. Jednak śledczy zdołali dość szybko rozwiązać sprawę morderstw rodziny Mollie Burkhart. Okazało się, że za serią zabójstw stał wpływowy lokalny potentat hodowli bydła, William Hale. Udając życzliwego przywódcę społeczności i hojnego przyjaciela Indian, Hale namówił swojego siostrzeńca Ernesta Burkharta do poślubienia Molly, a następnie zorganizował zabójstwa jej krewnych, dziedzicząc w ten sposób prawa do wydobycia ropy. Ona sama najprawdopodobniej również miała paść ofiarą spisku. Chorowała na cukrzycę i dostawała zastrzyki z insuliny, aplikowane jej przez lekarzy, braci Jamesa i Davida Shounów. Jesienią 1925 roku nagle zaczęła bardzo źle się czuć. Wyznała zaprzyjaźnionemu księdzu, że podejrzewa, że ktoś próbuje ją otruć. Kiedy zmieniła lekarza, jej dolegliwości nagle ustały. W trakcie późniejszego śledztwa detektywi doszli do wniosku, że mogła być podtruwana, ale sprawa nigdy nie doczekała się wyjaśnienia. 

Być może zespołowi Toma White’a udałoby się rozwiązać zagadki wszystkich tajemniczych zgonów, ale na wniosek dyrektora FBI, J. Edgara Hoovera, śledztwo zostało zamknięte, zanim do tego doszło. Hooverowi bardziej zależało na medialnym sukcesie niż na postawieniu wszystkich winnych przed sądem. Uznał więc, że na wyjaśnieniu kilku morderstw można poprzestać.

Dochodzenie nigdy nie ujawniło spisku lokalnych przedsiębiorców i władz oraz korupcji w Biurze ds. Indian, którego działalność sankcjonowała malwersacje finansowe i okradanie rdzennej ludności. Jakby tego było mało, FBI wystawiło plemieniu słony rachunek za swoje usługi. Za tę połowiczną sprawiedliwość kazało sobie zapłacić niebagatelną jak na owe czasy kwotę 20.000 dolarów. 

Maggie Sawicka


Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama