Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
piątek, 23 października 2026 12:56

Świadek zza grobu

Cicha, pracowita, niewinna jak dziecko – tak opisywali ją znajomi. Nikt nie potrafił wskazać człowieka, który życzyłby Teresicie źle. Dlaczego więc ktoś zaatakował ją nożem, rozebrał, a potem podpalił jej mieszkanie? Śledczy długo nie znajdowali odpowiedzi. Sprawa zapewne trafiłaby na zawsze do archiwum nierozwiązanych zbrodni Chicago, gdyby nie głos, który – jak zarzekali się świadkowie – dobiegł zza grobu.
Świadek zza grobu
Teresita Basa

Autor: „Teresita: The Voice from the Grave”

21 lutego 1977 roku mieszkańcy budynku przy Pine Grove Avenue poczuli dym i wezwali straż pożarną. Strażacy wyważyli drzwi mieszkania 15B, ugasili niewielki pożar łóżka, a potem zobaczyli coś, czego zupełnie się nie spodziewali. Pod nadpalonym materacem leżało nagie ciało kobiety, w której piersi tkwił kuchenny nóż. Ofiarą była 47-letnia Teresita Basa, terapeutka oddechowa z Edgewater Hospital. Filipińska imigrantka przyjechała do Ameryki w latach 60., aby studiować muzykę. Udzielała lekcji gry na fortepianie i pracowała nad doktoratem.

 

Zagadkowa notatka

Zabójca rozebrał ją, prawdopodobnie po to, by upozorować napaść seksualną, lecz badanie zwłok nie wykazało śladów gwałtu. Ogień zniszczył wiele potencjalnych dowodów, a sprawca nie pozostawił po sobie niemal niczego. Nie było też wyraźnego motywu. Mieszkanie zostało przeszukane, ale policjanci początkowo nie wiedzieli, czy cokolwiek zginęło. Znaleźli natomiast notatkę: „Zdobyć bilety do teatru dla A.S.”. Nie potrafili ustalić, do kogo należały inicjały. Wiedzieli jedynie, że przed śmiercią Basa spodziewała się męskiego gościa. Jego nazwiska nie podała przyjaciółce, z którą rozmawiała tego wieczoru przez telefon.

Śmierć Teresity wstrząsnęła filipińską społecznością Chicago. Policja przesłuchała jej krewnych, sąsiadów i współpracowników, ale wszyscy mówili niemal to samo: spokojna, uczynna kobieta nie miała wrogów i nikt jej nie groził. Miesiące mijały, kolejne tropy prowadziły donikąd, a śledztwo stopniowo zamierało.

 

Głos Teresity

Latem 1977 roku wydarzyło się jednak coś, czego nie przewidywał żaden policyjny podręcznik. Remy Chua, koleżanka Basy ze szpitala, zaczęła zapadać w dziwne transy. Podczas jednego z nich przemówiła po tagalsku zmienionym głosem, który przedstawił się jako Teresita, poprosił o pomoc i oznajmił, że morderca nadal pozostawał bezkarnie na wolności. Słuchał tego zdumiony mąż Remy, lekarz Jose Chua.

Remy po przebudzeniu czuła się wyczerpana i przerażona. Prosiła męża, by nie zostawiał jej samej. Zjawisko powtórzyło się kilkakrotnie, a głos w końcu wymienił nazwisko domniemanego zabójcy: Allan Showery. Twierdził również, że mężczyzna ukradł biżuterię Teresity i podarował ją swojej partnerce.

Doktor Chua długo się wahał. Był pragmatykiem i nie wierzył w duchy, lecz otrzymał konkretne nazwisko, dlatego zawiadomił policję. Detektywi Joseph Stachula i Lee Epplen podeszli do tej relacji sceptycznie, ale postanowili ją sprawdzić. Showery rzeczywiście pracował w Edgewater Hospital i znał Basę. Co więcej, jego inicjały pasowały do zagadkowej notatki znalezionej w mieszkaniu.

Śledczy ustalili, że w wieczór zabójstwa mężczyzna przyszedł do Teresity, aby naprawić telewizor. Gdy skontaktowali się z jego partnerką, okazało się, że otrzymała od niego biżuterię. Bliscy Basy rozpoznali należące do niej przedmioty. To nie seans spirytystyczny, lecz odzyskane kosztowności i późniejsze wyjaśnienia podejrzanego nadały sprawie procesową wagę.

Podczas przesłuchania Showery przyznał, że odwiedził Basę, początkowo jednak utrzymywał, iż wyszedł, ponieważ nie miał odpowiednich narzędzi. W końcu się załamał i złożył obszerne zeznanie. Wyjawił, że wrócił z zamiarem rabunku. Kiedy gospodyni odwróciła się, by zamknąć drzwi, zaatakował ją od tyłu. Po zabójstwie rozebrał ciało, przykrył je materacem i wzniecił ogień, aby zatrzeć ślady.

 

Proces z zaświatów

Showery wycofał później zeznania i nie przyznał się do winy. Jego proces, nazwany przez prasę „procesem głosu z grobu”, rozpoczął się w styczniu 1979 roku i przyciągnął reporterów z całego kraju. Obrona przekonywała, że śledztwo przerodziło się w polowanie na czarownice napędzane przesądami. Prokuratura podkreślała natomiast, że oskarżenie nie opierało się na słowach rzekomego ducha, lecz na dowodach zdobytych po sprawdzeniu niezwykłej informacji.

Ława przysięgłych nie zdołała uzgodnić werdyktu, więc sędzia unieważnił proces. Do drugiej rozprawy jednak nie doszło. 23 lutego 1979 roku Showery, wbrew radzie obrońcy i bez porozumienia z prokuraturą, przyznał się do zabójstwa, rabunku i podpalenia. Otrzymał 14 lat więzienia za morderstwo oraz równoległe kary za pozostałe przestępstwa. Już w lipcu 1983 roku wyszedł warunkowo na wolność, odsiedziawszy niespełna pięć lat, co wielu mieszkańców Chicago uznało za rażąco łagodne potraktowanie brutalnego zabójcy.

Sprawa nadal dzieliła ludzi. Zwolennicy zjawisk paranormalnych widzieli w niej jeden z najlepiej udokumentowanych przypadków kontaktu ze zmarłą. Podkreślali, że głos podał nie tylko nazwisko, lecz także wiadomość o skradzionej biżuterii oraz osobach, które mogły ją rozpoznać. Trudno było przejść obojętnie obok takiej zgodności szczegółów. Sceptycy wskazywali jednak, że Remy i Teresita pracowały w tym samym szpitalu, miały wspólnych znajomych i mogły słyszeć te same plotki. Informacje tkwiące w pamięci Remy mogły wypłynąć podczas transu, choć ona sama nie zdawała sobie z tego sprawy.

Stachula i Epplen nigdy nie twierdzili, że rozwiązali zbrodnię dzięki duchowi. Telefon doktora Chuya potraktowali jak każdy niezweryfikowany sygnał: sprawdzili go i zdobyli materialne dowody. Paradoksalnie właśnie ten chłodny pragmatyzm uratował śledztwo. Gdyby zlekceważyli niedorzecznie brzmiące zgłoszenie, Showery zapewne nigdy nie odpowiedziałby za swój czyn.

Prawie pół wieku później sprawa Teresity wciąż powracała w książkach, podcastach i programach poświęconych niewyjaśnionym zjawiskom, między innymi w „Unsolved Mysteries”. Notatka o biletach dla „A.S.” przestała być zagadką, lecz pochodzenia głosu Remy Chuy nigdy jednoznacznie nie wyjaśniono. Pozostało więc pytanie, które uczyniło tę zbrodnię sławną: czy zamordowana kobieta naprawdę nie pozwoliła się uciszyć, dopóki sprawiedliwości nie stało się zadość?

Joanna Tomaszewska


Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama