Administracja prezydenta Donalda Trumpa twierdzi, że część osób, które oddały głosy drogą pocztową, może nie mieć amerykańskiego obywatelstwa.
Departament sprawiedliwości wystąpił do Sądu Apelacyjnego USA dla dziewiątego okręgu o podjęcie działań jeszcze przed wydaniem orzeczenia przez sąd niższej instancji.
Zdaniem prawników resortu ten nietypowy krok był konieczny, ponieważ prowadzący sprawę sędzia federalny David Carter do popołudnia w czwartek nie podjął decyzji w sprawie pilnego wniosku złożonego przez ministerstwo.
Rozprawę w sprawie wniosku sędzia wyznaczył na przyszły tydzień. Departament domaga się w nim wydania tymczasowego nakazu uniemożliwiającego Kalifornii liczenie ponad 20 tys. głosów korespondencyjnych do czasu zweryfikowania statusu obywatelskiego osób, które je oddały.
Resort sprawiedliwości uznał brak decyzji ze strony sędziego Cartera za „domniemaną odmowę” uwzględnienia wniosku.
Reuters podkreślił, że sprawa jest uważnie obserwowana przez opinię publiczną, ponieważ administracja Trumpa stara się zwiększyć swój wpływ na przebieg listopadowych wyborów, które zadecydują o tym, która partia będzie kontrolować Kongres.
Zgodnie z konstytucją USA za organizację wyborów w kraju odpowiadają przede wszystkim władze stanowe i lokalne.
Z Nowego Jorku Andrzej Dobrowolski (PAP)

